Tour de France. Kiedy płaczą dorośli faceci

Pasjonujący wyścig tworzą nie najbardziej strome góry, ale kolarze, którzy chcą być pierwsi na szczycie. A mimo to nawet oni czasem się boją zaatakować, widząc przed sobą 20 kilometrów wspinaczki. We wtorek pierwsze szczyty w Pirenejach - etap z Carcassonne do Bagneres-de-Luchon (237,5 km) z premią górską najwyższej kategorii w Port de Bales (1755 m) na 21,5 km przed metą. Rafał Majka w pełnej gotowości.
Tak jak Francuzi od dekad dyskutują o wyższości win z Burgundii nad tymi z Bordeaux lub odwrotnie, tak kolarze i kibice się zastanawiają, gdzie peleton ma najbardziej pod górę - w Alpach, Pirenejach czy Dolomitach? W Tour de France, Giro d'Italia czy Vuelta a Espana? Pytanie ma znaczenie zwłaszcza przed środowym 17. etapem Wielkiej Pętli - kolarze wjeżdżają na szczyt, na którym wygrał 21 lat temu Zenon Jaskuła.

Dzień Śniegu w Passo di Gávia

Każdy ma swoją wersję i swoje doświadczenia. Dla Lecha Piaseckiego i Czesława Langa najtrudniejszy był prawdopodobnie wjazd na częściowo asfaltową, częściowo szutrową Passo di Gávia (245. na liście najtrudniejszych podjazdów kolarskich świata wg Climbbybike.com) w 1988 roku, jak później napisał "Sports Illustrated", "the coolest performance in the history of cycling. Literally". Włoscy kibice wciąż wspominają 3 czerwca sprzed 26 lat jako "Dzień Śniegu", gdzie indziej w kolarskim świecie jest to "Dzień, w którym płakali dorośli faceci". - Wjeżdżaliśmy na szczyt w śnieżycy. Na zjeździe niektórzy szli piechotą. Nie byli w stanie zacisnąć dłonią hamulca - wspomina Lang.

Niektóre zespoły, znając prognozę pogody, wyruszyły na zakupy do Bormio po swetry i polary. Mniej zapobiegliwi pożyczali już na górze skórzane kurtki od motocyklistów, jeszcze inni gramolili się zesztywniali z zimna z rowerów, wchodzili do samochodów swoich zespołów lub samochodów kibiców, pili koniak oraz gorącą herbatę i już nie chcieli wyjść. - Z Leszkiem zjeżdżaliśmy dwie godziny, w normalnych okolicznościach byłoby to dziesięć minut - wspomina Lang.

Rwą się chłopcy do telewizji

W ogóle mówi się, że Giro to młodszy, ale twardszy brat Touru. Bo jest tam często w programie Passo dello Stelvio (2757 m n.p.m., 88. na świecie), druga pod względem wysokości alpejska przełęcz z utwardzoną drogą. Na trasie pojawia się tam czasem jedna z najtrudniejszych kolarskich gór - Zoncolan (124. na świecie). Krótki, ale stromy jak ściana, z maksymalnym nachyleniem ponad 20 proc. W tym roku pierwszy na Zoncolan był Michael Rogers z grupy Majki. Polak przyjechał na szczyt 21. ze stratą 5 minut. Tam już jeździ się ze specjalnym trybem z tyłu, czyli dużą tylną tarczą o 28 zębach, bo inaczej nogą nie zakręciłby nawet Terminator.

Jaskuła powtarza, że dla niego najtrudniejsza była Col du Télégraphe w Alpach, choć ma tylko 11,7 km długości, średnie nachylenie 7,4 proc., a wjeżdża się na wysokość zaledwie 1566 m n.p.m. Wspinał się na nią w 1993 roku na 10. etapie. Télégraphe w rankingu Climbbybike.com ma numer 1584 i daleko mu do najtrudniejszych wspinaczek w Dolomitach i Pirenejach. Mało tego, w 1993 roku była to po prostu jedna z gór na trasie, meta znajdowała się dalej. A jednak było Jaskule ciężko. I tu dochodzimy do specyficznej trudności Tour de France, której często nie widać na pierwszy rzut oka: peleton rwie na całego od pierwszych kilometrów bez żadnego zmiłowania. Kolarze - wyselekcjonowani i przygotowani specjalnie na Tour - ścigają się, aby zaistnieć w TV, aby zarobić na premiach, aby zadowolić sponsora. - W Giro po starcie etapu często tworzy się grupetto i wszyscy na ogół dojeżdżają w przyjemnej atmosferze do podnóża ostatniej góry, skąd dopiero zaczynają się ścigać na serio - mówi Lang.

Serce bije szybciej na sam widok

Mimo to organizatorzy wyścigów nie ustają w sadystycznych wysiłkach. Ci z Vuelty od 2005 roku włączyli dwukrotnie do trasy szczyt Angliru (212. na świecie). Trudność polega tu nie tylko na stromym podjeździe, lecz także na liczbie zakrętów - zasadniczo im jest ich mniej, tym dla zawodnika gorzej. Właśnie taka specyfika wykańcza kolarzy w Pirenejach: bardzo długie proste. Mówią o nich "sztywne".

Jutro nie będzie wyzwania tego typu. W pirenejskim Saint-Lary-Soulan Rafał Majka, zwycięzca na szczycie Risoul (1942. na liście Climbbybike.com), będzie walczył o zwycięstwo tam, gdzie wygrał etap Jaskuła. Le Plat d'Adet, gdzie wyznaczono metę środowego etapu, nie należy do najcięższych (1222. na świecie).

- Tylko że trudność wcale nie na tym polega, że jest stromo. Polega na nawierzchni, na klimacie, na rywalizacji. W Pirenejach drogi są jak w Polsce. Nierówny asfalt, popękany albo miękki jak smoła. Jest zawsze gorąco i parno. Nie wszyscy to wytrzymują - mówi Jaskuła. Fakt, Zbigniew Spruch i Marek Szerszyński na tamtym słynnym polskim etapie w 1993 roku przyjechali na metę kilkanaście minut za Jaskułą. - Na samą myśl o walce na takim podjeździe tętno rośnie o 10-15 uderzeń - mówi Jaskuła.

Długie proste oznaczają też, że niebezpieczne - bo diabelnie szybkie - są zjazdy.

- Nie ma gdzie wyhamować, nie ma serpentyn jak w Alpach, przed którymi człowiek niemal staje w miejscu. W Pirenejach pędzi się czasem i ponad 100 km na godzinę, a na poboczu znajduje się piasek, kurz i są łuki, na których można przez to wyrżnąć - mówi Lang. To był przypadek Fabio Casartellego, mistrza olimpijskiego z Barcelony, który rozbił się w trakcie zjazdu z Col de Portet d'Aspet w Pirenejach w 1995 roku.

W Wogezach też można się ścigać

W każdym razie zawodnicy mogą się cieszyć, że organizatorzy nie każą im np. w Giro wspiąć się na Godzillę kolarskich podjazdów, 15-kilometrową wąską na trzy metry drogą z Berbenno do Caldenno (2. na świecie) - z 400 m n.p.m. na 2405 m n.p.m. Tam przez ostatnie 3 km nachylenie wynosi ponad 18 proc.

- Wszędzie się da wjechać, tyle że na niektóre góry wolniej. Wielu kolarzy mięknie już na sam widok trasy z dołu, na samą perspektywę morderczego wysiłku. Często z tego powodu w wysokich górach nie ma takiej walki, jakiej można byłoby się spodziewać, patrząc na mapę lub profil trasy. A tymczasem w niższych górach, np. w Wogezach, walczy się do upadłego. To nie góry bowiem tworzą wyścig, ale kolarze. Muszą chcieć wygrać, muszą chcieć zaatakować - mówi Lang. - Dlatego teraz Tour de France jest taki ciekawy, znacznie bardziej niż za czasów Lance'a Armstronga. Brak przywódców zespołów [nie jadą m.in. zwycięzca z zeszłego roku Chris Froome, Alberto Contador], brak dominatorów peletonu powoduje, że wyścig stał się pasjonującą, otwartą dla wszystkich kolarzy rywalizacją, w której wygrywa najlepszy, nawet jeśli jeszcze przed startem wyznaczono mu rolę wyrobnika dla lidera grupy. Tak właśnie szansę wykorzystuje Majka.

W poniedziałek w Tour de France był dzień przerwy. We wtorek etap z Carcassonne do Bagneres-de-Luchon (237,5 km) z premią górską najwyższej kategorii w Port de Bales (1755 m) na 21,5 km przed metą. Transmisja w Eurosporcie od godz. 14.15.

O Tour de France, dopingu i triumfach za wszelką cenę przeczytaj w książce "Wyścig tajemnic" >>

Ból de France. Kraksy kolarzy w "Wielkiej Pętli" [ZDJĘCIA]


Zdjęcie Rower AUTHOR IMPULSE 2014 Zdjęcie Rower Corratec Dolomiti Sora Zdjęcie Rower Kellys Stylus 2013
Rower AUTHOR IMPULSE 2014 Rower Corratec Dolomiti Sora Rower Kellys Stylus 2013
Sprawdź ceny ? Sprawdź ceny ? Sprawdź ceny ?
źródło: Okazje.info