Legendy za Armstrongiem

W ankiecie holenderskiego ?De Telegraaf? 12 z 23 byłych triumfatorów Tour de France twierdzi, że siedem tytułów zabranych za doping Lance'owi Armstrongowi powinno do niego wrócić. - Nie przekreślajmy historii, nawet tej najciemniejszej - nawołują
Wygraj Ligę i rywalizuj z innymi prezesami wirtualnych klubów ?

Nie wymazujmy jego nazwiska z listy zwycięzców, nie można zmieniać wyników dziesięć lat po zawodach, nie można zmieniać historii - mówi Joop Zoetemelk, holenderski triumfator "Wielkiej Pętli" z 1980 r.

"De Telegraaf" dotarł do 23 z 25 żyjących mistrzów. 12 z nich, m.in. Irlandczyk Stephen Roche (1987) i Hiszpan Miguel Indurain (1991-95), popiera zwrot tytułów. Amerykanin stracił je po dożywotniej dyskwalifikacji za doping. Latami unikał odpowiedzialności, kłamał i kluczył, aż w 2012 r. dopadli go śledczy Amerykańskiej Agencji Antydopingowej (USADA). - Byliśmy świadkami najbardziej wyrafinowanego oszustwa w dziejach sportu - grzmiał Travis Tygart, szef USADA.

Organizatorzy Tour de France zabrali Teksańczykowi tytuły i - symbolicznie, jako element dopingowego oczyszczenia - postanowili w ogóle nie przyznawać zwycięstwa za lata 1999--2005.

- Takie to były czasy, doping w sporcie był powszechny, nie tylko w kolarstwie. Armstrong to mistrz ery dopingu, ale jest częścią historii. Wyścig z ponad 100-letnią tradycją nie może nie mieć zwycięzcy przez siedem lat - uważa Roche, który w 1987 r. wygrał Tour de France, Giro d'Italia i mistrzostwa świata. Irlandczyk to niezły ambasador dopingowej ery, też latami oskarżano go o nielegalne wspomaganie. David Walsh, ten sam dziennikarz "Sunday Timesa", który długo tropił Armstronga, a potem jako pierwszy zdemaskował go w książce "L.A. Confidential", twierdzi, że Roche jako jeden z pierwszych kolarzy brał EPO. Oficjalnie Irlandczyk nigdy nie wpadł (EPO było niewykrywalne do igrzysk w Sydney w 2000 roku) ani się nie przyznał. Czy teraz przemawia przez niego solidarność z ludźmi tej samej epoki? - Nikt nie wmówi mi, że Jacques Anquetil [francuski mistrz z lat 60.] wygrywał czysto. Albo czemu Richard Virenque może zatrzymać swoją koszulkę najlepszego górala? - odpowiada Roche. Jego zdaniem Virenque jest dobrym przykładem na to, że oczyszczanie kolarstwa działa wybiórczo. Francuz siedem razy wygrywał klasyfikację górską, potem - jak Armstrong - wpadł na dopingu, ale tytułów "króla gór" mu nie zabrano.

- Każdy wyścig powinien mieć zwycięzcę. Jeśli nie jesteśmy w stanie wskazać, kto zdobył te siedem tytułów, niech ma je Armstrong - dodaje Indurain, który też nigdy nie wpadł na dopingu, ale startował w czasach, gdy skuteczna walka z nowoczesną farmakologią dopiero się rozkręcała. Nie wszyscy dają dziś wiarę, że na początku lat 90. kręcił pedałami tak szybko wyłącznie dlatego, że pojemność jego płuc to prawie osiem litrów, niemal o dwa więcej niż u innych wyczynowców. - Zabierajmy tytuły pół roku po zwycięstwie, ale nie siedem lat po - podkreśla rodak Induraina Pedro Delgado (1988). Za zwróceniem tytułów opowiedzieli się też Włoch Felice Gimondi (1965), Hiszpan Federico Bahamontes (1959) i Holender Jan Janssen (1968). A spośród niedawnych mistrzów - Oscar Pereiro (2006, po dyskwalifikacji Floyda Landisa). - Kto za kilka lat będzie pamiętał drugie miejsca? Tour powinien mieć zwycięzcę, Armstrong powinien nim pozostać - podkreśla Andy Schleck. I raczej dobrze wie, co mówi, bo gdyby nie przyznano mu tytułu po dopingowej wpadce Alberto Contadora w 2010 roku, też byłby jednym z anonimowych wicemistrzów.

Skąd taka fala zrozumienia dla Armstronga? - Im więcej o tym myślę, tym wyraźniej widzę, że jest ofiarą polowania na czarownice. Nie może być tak, że jeden człowiek ponosi całą winę za pewną epokę w kolarstwie - mówił niedawno Pat McQuaid, były szef Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI).

Kto był przeciw? Eddy Merckx (1969--72, 1974) i Contador (2007, 2009) odmówili komentarza, dwóch kolejnych mistrzów powiedziało, że nie ma zdania, tylko siedmiu zdecydowanie powiedziało "nie". Wśród nich zwycięzcy ostatnich trzech w teorii już bardziej "czystych" edycji - Australijczyk Cadel Evans (2011) oraz Brytyjczycy Bradley Wiggins (2012) i Chris Froome (2013). - Te puste miejsca to symbol ery. Powinny pozostać puste - stwierdził Froome. Evans i Wiggins dodali, że jeśli ktoś powinien wykonać jakiś gest, to raczej Armstrong, który wciąż nie oddał siedmiu zwycięskich żółtych koszulek.

"De Telegraaf" skontaktował się też z Armstrongiem, zadając to samo pytanie. - Mam pogląd w tej sprawie, ale chyba będzie lepiej, jeśli nic nie powiem - odparł Teksańczyk, którego w USA czekają kolejne procesy sądowe. Rząd federalny oskarża go o defraudację kilkudziesięciu milionów dolarów - głównym sponsorem napędzanej dopingiem grupy US Postal była bowiem państwowa poczta.

Czy jest szansa, że nazwisko Armstronga wróci na listy zwycięzców? - zapytali na koniec Holendrzy organizatorów. - Nigdy - opowiedział dyrektor Tour de France Christian Prudhomme.

Ból de France. Kraksy kolarzy w "Wielkiej Pętli" [ZDJĘCIA]