Tour de France. Mocarne nogi kolarza, czyli co z Kwiatkowskim

Gdyby Michał Kwiatkowski wytrzymał tempo na dwóch ostatnich podjazdach etapu Tour de France do La Planche, w środę wyjechałby na trasę jako lider. Czy Polak jest w stanie wygrywać górskie etapy?
- Dzięki pomocy Tony'ego Martina miałem wielką szansę wygrać etap, a być może nawet sięgnąć po żółtą koszulkę. Ale aby to osiągnąć, trzeba mieć dobre nogi - powiedział za metą Kwiatkowski.

Tony Martin, kolega z zespołu (Omega Pharma-Quick Step), robił wszystko, żeby prowadzić Polaka jak najdłużej, ale na przedostatnim podjeździe osłabł. Kwiatkowski, który uciekał w grupie ponad 100 km i był nawet wirtualnym liderem wyścigu, zdołał jeszcze zjechać z przełęczy, ale następna góra była dla niego katorgą. Wyprzedzany przez kolejnych rywali do mety dojechał jako 24. i w klasyfikacji generalnej spadł na 13. miejsce.

- Kwiatkowskiemu brakuje jeszcze trochę dojrzałości, trochę siły. Poznaje siebie, zdobywa doświadczenie. Musiał jechać szybko, bo peleton strasznie za nim pędził. Vincenzo Nibali chciał wygrać ten etap. Gdyby nie to, kto wie, może Kwiatkowski dojechałby pierwszy? A jeśli nie pierwszy, byłby pewnie na podium. Najważniejsze, że próbował. Wszędzie go pełno, ucieka, finiszuje, zwraca na siebie uwagę - mówi Czesław Lang, wicemistrz olimpijski z 1980 roku, były kolarz zawodowy.

Kwiatkowski ma czas

Poniedziałkowy etap z Miluzy do La Planche des Belles Filles z siedmioma górskimi premiami, w tym z czterema premiami górskimi pierwszej kategorii, był trudny, ale Tour dopiero wjeżdża w Alpy i Pireneje, gdzie zaczną się wspinaczki tzw. hors catégorie, czyli najtrudniejsze. Czy Kwiatkowskiemu starczy sił, by powalczyć o wysokie miejsce?

- Ma dopiero 24 lata. W tym wieku specjalnością sportowców jest przede wszystkim siła i szybkość. Później organizm buduje głównie wytrzymałość. Ta cecha potrafi poprawiać się aż do 30. roku życia, co wiemy dzięki badaniom m.in. Justyny Kowalczyk czy reprezentacji kajakarzy i wioślarzy. W peletonie rządzą zawodnicy po trzydziestce - mówi dr Dariusz Sitkowski, fizjolog, wiceszef Instytutu Sportu w Warszawie.

Zwycięzca etapu i lider TdF Vicenzo Nibali 30 lat skończy w listopadzie. Drugi w klasyfikacji generalnej Australijczyk Richie Porte ma 29 lat, a trzeci Hiszpan Alejandro Valverde - 34. Dużo starsi od Kwiatkowskiego są też faworyci, którzy wycofali się z wyścigu. Chris Froome (zwycięzca sprzed roku) ma 29 lat, Alberto Contador - 31, a Andy Schleck - 29.

- Kwiatkowski może jeszcze wiele wypracować na treningach, ale niektórych rzeczy nie przeskoczy, bo ustala je genetyka. Żeby być dobrym w jeździe po górach, trzeba mieć odpowiednią budowę ciała. Najlepsi górale są mali i szczupli, ale oni tracą za to na etapach, gdzie finisze są sprinterskie - dodaje Sitkowski.

- Umiejętność jazdy po górach to często wrodzona cecha. Czasem nawet nie wiemy, że to potrafimy. Jeśli się tego nie ma, to bardzo dużo można wypracować treningami. Nigdy jednak nie jest tak, że przy tym samym treningu osiągniemy poziom osób, które urodziły się z tymi predyspozycjami. Kwiatkowski cały czas się uczy, poprawia różne elementy jazdy na rowerze, w tym góry. Już widać, że na podjazdach radzi sobie lepiej niż przed rokiem - mówi Lech Piasecki, były mistrz świata i jedyny Polak w historii, który w Wielkiej Pętli jechał w żółtej koszulce lidera.

Być jak Indurain

Wydolnościowym King Kongiem był Miguel Indurain, który wygrywał Tour pięć razy z rzędu w latach 1991-95. Hiszpana zbadali naukowcy z Uniwersytetu w Ferrarze. Okazało się, że "Big Mig", jak nazywali go kibice, fizjologią bił całą kolarską czołówkę. W ciągu minuty jego krew pochłaniała siedem litrów tlenu, kiedy przeciętny człowiek trzy-cztery litry, a dobry kolarz pięć-sześć. W płucach Induraina mieściło się 7,8 litra powietrza, kiedy normalna objętość to trzy-pięć litrów. Serce podczas spoczynku biło mu 28 razy na minutę, gdy dla ludzi naturalne jest 60-72 uderzenia. Te wysokie współczynniki nie dałyby mu nic, gdyby ciało nie było w stanie przyswoić tak dużej ilości tlenu i zmienić go w energię. Pułap tej przyswajalności (VO2 max) Indurain miał na poziomie 88 ml/kg/min. U nieuprawiającej regularnie sportu młodej osoby współczynnik nie przekracza 50. Lance Armstrong VO2 max miał na poziomie 83,8.

To wszystko sprawiało, że Indurain mimo 188 cm wzrostu i 80 kg dobrze sobie radził na podjazdach.

- Indurain wypracował sobie dobrą taktykę, gdy przychodził kryzys. Pod górkę jechał wtedy na miękkim obrocie, kręcił pedałami 100-110 razy na minutę. Nie szarpał się na niższym biegu. To wszystko można wyćwiczyć. W ten sposób powinien właśnie bronić się Kwiatkowski, któremu w poniedziałek na ostatnich 20 km odcięło paliwo - mówi Zenon Jaskuła, wicemistrz olimpijski z Seulu (1988) i trzeci kolarz Tour de France z 1993 roku, który wygrał wówczas z Indurainem górski etap w Pirenejach. I dodaje: - Nie widziałem, żeby coś pił czy jadł, więc może to jest przyczyna, bo na ostatnich dwóch kilometrach już nie jechał, tylko stał w miejscu. To częsty błąd: jedziesz szybko, czujesz się dobrze, więc zapominasz o żelach i batonach energetycznych, a trzeba je jeść co 10-20 km. W końcówce nie ma już na to czasu, bo jest akcja za akcją. Kto uzupełni paliwo na finisz, ten ma przewagę.

Kwiatkowski jest niższy i lżejszy od Induraina - ma 176 cm i waży 68 kg. Pod górę nie można być za ciężkim, zawodnicy walczą, by mieć jak największą moc i jak najmniej ważyć, bo to przekłada się na większą prędkość. Nie wiemy, jakie parametry określają Kwiatkowskiego, ale gdy miał 17 lat, bardzo dobrze wypadł w testach, które zorganizowała mu Omega.

Być jak kanibal

Dla Kwiatkowskiego to dopiero drugi Tour de France. Rok temu w debiucie zajął świetne 11. miejsce.

- W tym roku płaci jeszcze chyba frycowe. Dopiero za dwa-trzy lata powalczy tak naprawdę. Boję się jednak, że może nie wystarczyć mu siły i że może być zawodnikiem na tygodniowe wyścigi, ewentualnie klasyki. W poniedziałek nie było widać, żeby walczył do końca, a taka walka charakteryzuje wielkich, jak np. Eddy Merckx. Belg nie był wybitnym góralem, ale lepsi od niego nie potrafili go zgubić na podjazdach. On był kanibalem, chciał wygrywać wszystko, niezależnie od tego, czy był wyścig mały czy duży. I tak trzeba podchodzić do kolarstwa. W poniedziałek Tony Martin zrobił świetną robotę. Pracował na "Kwiatka". Takie sytuacje Kwiatkowski musi wykorzystywać, bo jeśli kilka razy tego nie zrobi, to menedżer może powiedzieć, że zespół już więcej takiej strategii nie obierze. Kwiatkowski szybko zaczął sezon, szalał już w lutym. Być może drugi rzut formy przyjdzie na mistrzostwach świata - mówi Jaskuła.

Gdyby Kwiatkowski nie stracił sił, w środę rozpocząłby etap z Besançon do Oyonnax (187,5 km) w żółtej koszulce lidera. - A ona wyzwala z zawodnika dodatkową moc, której normalnie by nie miał. Mówi się przecież, że koszulka sama jedzie - kończy Piasecki.

Ból de France. Kraksy kolarzy w "Wielkiej Pętli" [ZDJĘCIA]