Kolarstwo. Giro na dachu Europy

Na wysokość 2758 m n.p.m. wjadą dziś kolarze w najtrudniejszym etapie Giro d'Italia. - Rafał Majka trafił z formą, jest mocny, musi pilnować lidera, a jeśli wyczuje moment, niech atakuje - mówi Zenon Jaskuła
Majka, ścigający się w duńskiej grupie Tinkoff-Saxo, po 15 etapach zajmuje świetne trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej i pierwsze w młodzieżowej. 24-letni Polak, który przed rokiem w Giro był siódmy, traci 47 sekund do drugiego Australijczyka Cadela Evansa (BMC) i 1 min 50 s do lidera - Kolumbijczyka Rigoberto Urana (Omega Pharma-Quick Step).

Majka dobrze radzi sobie w górach, na podjazdach jedzie blisko czołówki, na ostatnich dwóch etapach nadrobił nawet po kilkanaście sekund do liderów. Świetnie, jak na górala, pojechał w zeszłym tygodniu płaską czasówkę - zajął czwarte miejsce, bijąc wielu faworytów.

- Rafał jest mocny, widać, że trafił z formą. W górach jedzie bardzo dobrze, nic tylko klaskać, kibicować mu i trzymać kciuki. Ma szansę na wygranie jednego z etapów i podium końcowe w wyścigu, ale nawet gdyby się nie udało, i tak będzie to najlepszy wyścig Polaka od lat - mówi "Wyborczej" Jaskuła, który w 1993 r. wygrał etap i zajął trzecie miejsce w Tour de France. Od tego czasu żadnemu zawodnikowi znad Wisły nie udało się wspiąć na podium jednego z trzech wielkich wyścigów (TdF, Giro, Vuelta).

Dziś, po zasłużonym dniu przerwy, na Giro etap królewski, najtrudniejszy. Kolarze mają do przejechania 139 km z Ponte di Legno do Val Martello. Niby mało, ale będzie to pięciogodzinna męczarnia.

Po drodze czekają aż trzy podjazdy na ponad 2000 m. Najpierw - wspinaczka pod Passo Gavia (2621 m), gdzie w 1988 r. Amerykanin Andy Hampsten zapewnił sobie zwycięstwo w wyścigu, prując do mety w gęstej śnieżycy. Potem - Passo dello Stelvio (2758 m), najwyższy punkt Giro i czwarta najwyżej położona asfaltowa droga w Europie (nr 1 to podjazd na lodowiec Rettenbach w Sölden w Austrii na 2830 m). Minimalnie wyżej niż Stelvio kolarze wspinają się tylko na dwie przełęcze w Tour de France (de la Bonette i Col de l'Iseran), ale od sześciu lat Francuzi nie torturują uczestników swoimi rekordowymi górami.

Włosi - wręcz przeciwnie. Gavia i Stelvio to obowiązkowy punkt programu, chyba że etapy są odwoływane lub skracane ze względu na wiatr i śnieg. Tak było np. w zeszłym roku.

Meta w Val Martello na 2059 m wygląda przy poprzednikach niewinnie, ale tam kolarze poczują w nogach, co przeszli wcześniej.

- Gavia i Stelvio są przejezdne, pogoda jest dobra - obwieścił wczoraj Mauro Vegni, dyrektor wyścigu. Przy czym termin "dobra pogoda" oznacza w tym przypadku, że temperatura w górach sięgnie ok. 5-10 stopni, będzie padać deszcz, a wokół wąskiej drogi leży metrowa warstwa śniegu (dziś o 9.30 ma odbyć się ostateczna inspekcja podjazdów).

- Pogoda na Gavii może zmienić się w ciągu kilkunastu minut. Jeśli rano będzie słońce, w połowie dnia może już lać. To piekielnie trudny podjazd, wąski, śliski, wśród śniegu. Jeszcze kilkanaście lat temu nie było tam nawet asfaltu. Stelvio to dach wschodnich Alp, nie ma wyższej drogi w tym rejonie, legendarna góra - mówi Czesław Lang, były kolarz, dyrektor wyścigu Tour de Pologne.

- Pamiętam 1988 r., gdy Hampsten jechał w śnieżycy. Kolarze na zjazdach zsiadali z rowerów i wchodzili do samochodów, bo mieli dość. Jak się ochłodzi, jest naprawdę ciężko. Rafał musi bardzo uważać na zjazdach, żeby się gdzieś nie zgubić. Niech trzyma się lidera, patrzy głęboko w oczy faworytom i jak wyczuje okazję, niech sam zaatakuje - mówi Jaskuła. - Mało który kolarz potrafi oszukać i zakamuflować kryzys, choć np. Miguel Indurain potrafił. Pamiętam, jak w 1993 r. jechał w tych swoich okularkach, nic po sobie nie pokazywał, dopiero na mecie okazało się, że ledwo żył - wspomina Polak.

Majka jest trzeci. Musi patrzyć w oczy Evansa i Urana, ale też oglądać się za siebie, bo za jego plecami muskuły prężą inni świetni górale. Czwarty jest Włoch Fabio Aru z Astany (34 s do Polaka), piąty - Kolumbijczyk Nairo Quintana z Movistaru (50 s), drugi w zeszłorocznym Tour de France, a szósty - kolejny Włoch Domenico Pozzovivo z AG2R (52 s). Wszyscy - a zwłaszcza Quintana, uważany za najlepszego górala w stawce - będą szukać okazji do ataku.

- Trzeba zachować czujność, ale często na najtrudniejszych etapach nic się nie dzieje, bo wszyscy się czają, boją odkryć wszystkie karty, chcą przetrwać. Może ktoś odważy się na atak dopiero na ostatnim podjeździe - zastanawia się Lang.

Majka pochodzi z podkrakowskich Dobczyc, na rowerze zaczynał jeździć pod okien trenera Zbigniew Klęka, który odkrył jego talent w klubie WLKS Krakus Swoszowice. Już Klęk zachwycał się niesamowitą wydolnością Polaka i przewidywał, że zrobi wielką karierę. Gdy w 2011 r. Majkę do duńskiej ekipy Saxo Bank (teraz Tinkoff-Saxo) ściągnął dyrektor Bjarne Riis na specjalną prośbę lidera Alberto Contadora, stało się jasne, że polski trener się nie pomylił.

W tegorocznym Giro Majka jedzie jako lider grupy (Contador skupia się na TdF), na jego wynik pracuje sztab ludzi, choć akurat do tego ostatniego można się trochę przyczepić. - Irlandczyk Nicolas Roche atakuje w górach na własne konto, ale jeszcze nie widziałem, żeby pomagał Rafałowi. Tej pomocy kolegów trochę mi brakuje. Choć z drugiej strony widać, że Rafał poprawił się w górach, w jeździe na czas, widać, że ma mądrych dyrektorów sportowych, dobrze ułożony plan treningu. Z formą nie szarżował wiosną, odpuścił początek sezonu, chyba trafił idealnie w Giro - mówi Lang.

- Faktycznie, koledzy nie pomagają mu przesadnie, ale na ostatnich podjazdach to i tak bez znaczenia. Ważne, żeby Rafał jechał w głównej grupie. Na ostatniej górze zawsze jesteś zdany na siebie. Trzeba pilnować najlepszych i łapać koło, jeśli uciekają. Tak jak mnie w 1993 r. pilnował Tony Rominger, bo bał się, że zabiorę mu drugie miejsce - podkreśla Jaskuła.

Zdaniem Langa Majka, tak jak większość faworytów, objechał najtrudniejsze podjazdy tegorocznego Giro kilka miesięcy temu wiele razy. - Trzeba te góry znać na pamięć, żeby potem wiedzieć, gdzie można złapać oddech, gdzie przycisnąć, nie można być zaskoczonym - podkreśla Lang.

Jaskuła opowiada o odżywianiu: - Kolarz przed tak trudnym etapem na kolację zjada dwie miski makaronu z oliwą, śniadania je dwa, jedno rano, drugie przed etapem. Może być makaron, płatki, jajecznica - co kto lubi. Ważne, żeby nie eksperymentować. Ja jadłem zawsze makaron z dżemem, na słodko. Włosi się śmiali, że profanacja, ale potem mówili: "nawet niezłe". Podczas etapu cały czas trzeba coś pić i podjadać: co 10 km łyk napoju, co 20 km - batonik lub żel energetyczny. Jeśli poczujesz się słabo - już po tobie. To znak, że o czymś zapomniałeś.

Na kogo Majka powinien dziś najbardziej uważać?

Lang: - Na Pozzovivo i Quintanę.

Jaskuła: - Na Quintanę i Evansa. Australijczyk to stary wygra, nie odpuści do końca. Niech pilnuje Urana, ale jak Quintana pójdzie do przodu, niech pruje za nim.

Giro kończy się w niedzielę 1 czerwca w Trieście.