Kolarstwo. Psy łańcuchowe, czyli jak znaleźć dopingowicza, oglądając go z daleka

Obserwują zawodników, mierzą ich czasy, porównują i liczą. A potem mówią: "On osiąga tak niesamowite wyniki, że trzeba mu się przyjrzeć". O "psach łańcuchowych" współczesnego kolarstwa pisze w dodatku "Sport.pl Ekstra" Piotr Stanisławski.
Kilkanaście lat temu kolarstwo było inne. A przynajmniej nam, zwykłym kibicom, takim się wydawało. Wtedy niesamowite podjazdy L'Alpe d'Huez czy Ax 3 Domaines były po prostu miejscem najwyższego wysiłku i ekstremalnych zmagań. Potem przyszły czasy okrutnej prawdy, demaskowania dopingu i wykreślania rekordów. No i zwieńczenie tego - doping Lance'a Armstronga.

Czy po tym wszystkim kolarstwo ma jeszcze coś wspólnego ze sportem, czy to już czysta biochemia? Sprawdzenie tego jest niezwykle trudne. Rośnie grupa fanów kolarstwa, którzy postanowili wziąć sprawy we własne ręce. Pomysł "psów łańcuchowych" polega na tym, by wykorzystać wszystkie informacje, które można zdobyć z samej obserwacji kolarzy, nie mając dojścia do wewnętrznych danych poszczególnych zespołów.

Michael Puchowicz, doktor medycyny sportowej z Arizona State University, opublikował niedawno w magazynie "Outside" prostą analizę osiągnięć Chrisa Froome'a z zespołu Sky.

Na początek bierze to, co najprostsze - czasy wjazdu na Ax 3 Domaines. Jeśli weźmiemy 100 najlepszych czasów wjazdu, tegoroczny wynik Froome'a (23,14) znajdzie się na trzecim miejscu. I będzie jedynym w pierwszej dziesiątce wynikiem z "nowego pokolenia" (czyli wynikiem uzyskanym po 2008 roku). To oczywiście nic złego. Froome mógł mieć po prostu swój dzień. Ale według metody psów łańcuchowych dostaje pierwszą flagę "podejrzany". Bo osiągnąć taki wynik bez dopingu jest bardzo, bardzo trudno.

Co jeszcze mierzą "Psy łańcuchowe"? Co na to kolarze i ich trenerzy? Przeczytaj cały tekst Piotra Stanisławskiego w magazynie Sport.pl Ekstra, dostępnym także w poniedziałkowej "Gazecie Wyborczej".



Więcej o: