Sport.pl

Tour de France. Hollywoodzka historia Nairo Quintany

Ta opowieść może posłużyć jako scenariusz kolejnego kinowego wyciskacza łez - żyjący w skrajnej biedzie młody chłopiec dostaje rower. Od tej pory postanawia sobie, że wyrwie się z piekła, w którym żyje, i zostanie kolarzem. Ma w sobie tyle uporu, że nawet największe niepowodzenia nie są w stanie odebrać mu motywacji. Udaje mu się. Pod koniec filmu, w wieku 23 lat, zostaje rewelacją w Tour de France. W środę w "Wielkiej Pętli" czasówka - relacja na żywo na Sport.pl od 15.


"Wyścig tajemnic" - przełomowa, brutalnie szczera opowieść o świecie kolarstwa do kupienia w Publio.pl »

Marzenia skarbem biednego

Gdy 4 lutego 1990 roku Kolumbijczycy z departamentu Boyaca hucznie świętowali start pierwszego etapu jednego z ich ulubionych wyścigów - Vuelta de la Juventud, w jednym z tamtejszych domów, określanych przez rząd Kolumbii jako "budynek borykający się z permanentnymi problemami ekonomicznymi", radość jest o wiele większa - na świat przychodzi szósty potomek rodziny Quintanów Rojasów.

By dobrze oddać warunki, w jakich żyją Quintanowie, za kręcenie zdjęć musiałby się zabrać chyba sam Wojciech Smarzowski. Osiem osób gnieżdżących się w niewielkiej, obskurnej chałupce, ulokowanej w czymś w rodzaju osady, niedaleko miasteczka Combita, z dala od wielkomiejskich uciech. Młody Nairo, bohater tej historii, do najbliższej szkoły ma aż 16 kilometrów.

Co prawda po okolicy jeździ autobus, który zawozi dzieci na lekcje, ale rodziców Naira nie stać na bilet. Początkowo chłopiec musiał więc dreptać po górzystych, niebezpiecznych terenach, co oczywiście było ponad siły kilkulatka. Ojciec postanowił więc, że dobrym, choć niezwykle kosztownym jak na ich możliwości, rozwiązaniem będzie zakup roweru.

Kupiony za równowartość 30 dolarów pojazd nie był cudem techniki. Olbrzymi, niezwykle ciężki, trudny do opanowania nawet dla dorosłego człowieka. Ale dla Naira był wymarzony, najwspanialszy, najdoskonalszy. Jak każdy Kolumbijczyk kochał rowery, więc codziennej 32-kilometrowej przejażdżki nie traktował jako przekleństwo, ale jak błogosławieństwo.

Codziennie, wspinając się na trudne - nawet dla zawodowych kolarzy - podjazdy, wyobrażał sobie, że wygrywa etapy najważniejszych wyścigów. Jego dom znajdował się niemal na szczycie wzgórza, więc tam marzył o metach premii górskich, które przejeżdżał z rękami w górze. Rodzice, chcąc osłodzić swojej pociesze trudy codziennej jazdy, za każdym razem nakładali na niego ruanę, narzutę podobną do meksykańskiego ponczo, mówiąc mu, że to żółta koszulka lidera wyścigu. Nairo całkowicie zafiksował się w kolarstwie. Postanowił, że w przyszłości zostanie zawodowcem.

Pierwszy sukces

Co ciekawe (i to nie pasuje do naszego scenariusza, trzeba to zmienić!), Quintana nie miał idoli. Nie znał kolumbijskich kolarzy, słyszał o słynnym Miguelu Indurainie, ale o podziwianiu go, przypinaniu do ścian jego plakatów nie było mowy.

Z czasem rodzinie Quintanów wiodło się już nieco lepiej. Głównie dzięki "przedsiębiorczości" dzieci, które zajmowały się naprawą rowerów, pracą na farmie, a nawet... jazdą taksówką. Brat Naira nauczył się prowadzić samochód w wieku 10 lat, niedługo później rozwoził ludzi po okolicy. Nocą, by nie wpaść w ręce policji. Ojciec zajmował się sprzedażą owoców.

Poprawa sytuacji finansowej rodziny wcale nie otworzyła młodemu Quintanie drogi do kariery. Nastolatek chciał zacząć jeździć w lokalnych wyścigach, ale nie miał na wpisowe. Ojciec - kupiec, a więc człowiek o wyrobionych cechach demagoga, potrafił przekonać organizatorów zawodów, by jego syn jeździł niejako na kredyt, płacił na mecie, po przyznaniu nagród za czołowe miejsca. Plan tyleż odważny co ryzykowny, ale Nairo nigdy nie zawiódł taty. Przegrywał rzadko.

Swój pierwszy profesjonalny kontrakt podpisał w 2009 roku. Jego zespół powstał pod auspicjami władz Boyaki, nazywał się Boyaca Es Para Vivirla. Rok później wygrał francuski wyścig Tour de l'Avenir, w którym rokrocznie występują najzdolniejsi kolarze młodego pokolenia (wygrywali go m.in. młodzi: Siergiej Suchoruczenkow, Greg LeMond, Indurain, Denis Mienszow). Tam wypatrzyli go ludzie z zespołu Caisse d'Épargne (dziś Movistar), w którym jeździły największe gwiazdy kolarstwa, m.in. Alejandro Valverde. Znakomity Hiszpan nie spodziewał się wtedy, że wkrótce może stać w cieniu kolumbijskiego gołowąsa.

Po tym zwycięstwie Quintanę odwiedził prezydent Kolumbii. 20-latek usłyszał, że stanowi wzór dla młodych rodaków, odebrał gratulacje i podziękowania za promocję kraju. W odpowiedzi Quintana stwierdził, że to dopiero początek, poprosił o cierpliwość, bo w przyszłości zamierza dokonywać rzeczy większych i wspanialszych. Opowiadał o tym w blasku fleszy i błysku kamer.

Wielki talent. Wielka przyszłość?

Karuzela ruszyła. Zaczęły się wywiady, autografy, wizyty w zakładach pracy. Quintana dał się poznać jako szczery, bardzo skromny i ułożony chłopak. Taki kolumbijski Adam Małysz. Gdyby to miało jakiś merytoryczny sens, śmiało mógłby powtarzać, że jego celem jest przejechać dwa równe etapy...

W 2012 roku Quintana wygrał wyścig Vuelta a Murcia. Po tym zwycięstwie ostrzył sobie zęby na występ w Giro d'Italia. Chciał pójść w ślady swoich wielkich poprzedników, których losami zaczął interesować się od niedawna - Herrery, Parry i Botero. Ale zespół uznał, że nie jest gotowy, by wystąpić we włoskim wyścigu. 22-latek był srogo zawiedziony.

Ale gdyby teraz Quintana usiadł i wrócił myślami do tamtych wydarzeń, doszedłby do wniosku, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zamiast w Giro Kolumbijczyk pojechał w Critérium du Dauphiné, najważniejszym wyścigu przed Tour de France. Tam wygrał szósty etap i pokazał, że ma predyspozycje do jazdy we francuskich górach. To właśnie wtedy po raz pierwszy napisano: "Quintana to przyszła gwiazda TdF".

Powtórzono to w kwietniu tego roku, gdy 23-latek wygrał klasyfikację generalną prestiżowego i bardzo wymagającego wyścigu Dookoła Kraju Basków. Pokonał w nim m.in. Alberto Contadora z Saxo-Bank i Richiego Porte z grupy Sky. Od tej pory stał się prawdziwą gwiazdą kolarstwa.

Status ten pielęgnuje w tegorocznym TdF. Quintana zajmuje siódme miejsce w klasyfikacji generalnej i pierwsze w młodzieżowej. W tej ostatniej walczy z Michałem Kwiatkowskim. To Polak był pierwszym młodzieżowcem, który założył białą koszulkę, ale gdy wyścig wjechał w Pireneje, Quintana zdystansował rywala i zrzucił go na drugie miejsce.

Zwycięstwo wśród zawodników poniżej 25. roku życia może mu odebrać tylko kontuzja. O ile Kwiatkowski jest szybszy w czasówkach, o tyle Quintana zdecydowanie przewyższa naszego kolarza, jeżeli chodzi o jazdę w wysokich górach. A ta dopiero przed nami - w trzecim, ostatnim tygodniu wyścigu.

Jak skończy się film? Quintana wygra wspomnianą klasyfikację młodzieżową i wskoczy do pierwszej piątki "generalki". To wszystko w debiucie w największym kolarskim wyścigu na świecie. Wiele też wskazuje na to, że w przyszłości, za dwa, może trzy lata powstanie druga część, oparta na jeszcze większym wyczynie - zwycięstwie w całym wyścigu.

Więcej o:
Komentarze (14)
Tour de France. Hollywoodzka historia Nairo Quintany
Zaloguj się
  • kldz04ss

    Oceniono 21 razy 19

    To jest bardzo dobry przykład,że nigdy nie można się poddawać.Nawet kiedy wszystko jest przeciwko tobie należy mieć w sobie siłę i z odwaga patrzec w górę.Wielkie gratulacje dla niego i życzę aby odnosil same sukcesy.

  • k-x

    Oceniono 15 razy 11

    Myślę, że życiorys niemal każdego kolarza mógłby być kanwą scenariusza. To są twardzi ludzie, których życie raczej nie pieściło w dzieciństwie.

  • shamickgaworski

    Oceniono 2 razy 0

    a u nas ... "w koncu rzeby Tusk odszedl to Kaczynski ten caly balagan naprawi i miedzy innymi milionami rzeczy jakie naprawi, (np da wszystkim piekne pensje i wszyscy beda zadowoleni) takze zrobi od podstaw dobry program kolarski {takze pilkarski, koszykowka i wszystkie inne programy naprawi tez}.
    a my bedziemy tylko siedziec i nazekac iz 'w tym kraju nie ma zadnych perspektyw' ("w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wyksztalceniem" i "nie bede robic na nich")

  • marnic2z

    Oceniono 1 raz -1

    Góry górami, ale bez znaczącej poprawy w jeździe na czas to o pierwszej piątce generalki nie ma co marzyć, nie mówiąc juz o wygraniu całego wyścigu. A Kolumbijczycy zazwyczaj dobrymi czasowcami nie byli - nie te predyspozycje. Już większe szanse miałby w Giro, gdzie gór więcej i sensowniej zaprojektowane etapy pod górali właśnie. TdF jest w ostatnich latach nudny jak flaki z olejem, a to właśnie przez źle zaprojektowane trasy.

  • seydlitz

    Oceniono 86 razy -2

    Czy autor Konrad Mazur był w Kolumbii? Raczej nie. Czy rozmawiał z Quintaną? Też nie. A może porozmawiał z kolarzami z zespołu Movistar? Nie?

    A może przepisał po prostu informacje z kilku ostatnich L' Equipe?

    GW - nam nie jest wszystko jedno odpisujemy jak leci.

    Były czytelnik

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX