Tour de France. Piasecki: Kwiatkowski ma mentalność zwycięzcy

- Michał Kwiatkowski może wygrać jakiś etap, a w "generalce" będzie na jednej z czołowych pozycji - mówi Lech Piasecki przed startem setnej edycji Tour de France. Były mistrz świata i jedyny Polak w historii, który w "Wielkiej Pętli" jechał w żółtej koszulce lidera, dobrej jazdy spodziewa się też po Przemysławie Niemcu, a od Macieja Bodnara oczekuje, że będzie jechał również dla siebie, a nie tylko dla liderów grupy. Pierwszy etap TdF w sobotę. Transmisja w Eurosporcie od godz. 11.45, relacja na żywo w Sport.pl
Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

Łukasz Jachimiak: Wierzy pan, że setna edycja Tour de France będzie wyjątkowa dla naszego kolarstwa? Jest choć minimalna szansa, że któryś z trzech Polaków nawiąże do etapowego zwycięstwa Zenona Jaskuły sprzed 20 i jego trzeciej pozycji w całym wyścigu albo do pańskiego osiągnięcia z roku 1987, kiedy dwa etapy przejechał pan jako lider "Wielkiej Pętli?

Lech Piasecki: Mamy grupę młodych, utalentowanych zawodników, na których możemy liczyć. Jej liderem jest Michał Kwiatkowski. Szkoda, że nie wystartuje w tegorocznym Tour de Pologne, ale za to zobaczymy go w tym największym wyścigu, o którym marzy każdy zawodnik. On w Tour de France powinien pokazać swoją wartość. Patrząc na jego poczynania w zawodowym peletonie, sądzę, że szybko stanie się jednym z najlepszych kolarzy świata.

Aż tak?

- Na pewno będzie widoczny. Nie przejedzie tych tygodni bez walki, bo to nie byłoby zgodne z jego charakterem. Moim zdaniem już teraz ma szansę powtórzyć sukces Zenona.

Ma pan na myśli wygranie etapu czy podium w klasyfikacji generalnej?

- W "generalce" będzie na jednej z czołowych pozycji, na pewno stać go na wygranie któregoś etapu, a życzę mu też żółtej koszulki lidera. Chociaż na jeden dzień.

Szefowie grupy Omega Pharma-Quick Step od Polaka aż tyle nie wymagają. Tłumaczą, że wygrywać ma dla nich świetny sprinter Mark Cavendish, a w górach liczą głównie na Sylvaina Chavanela. Kwiatkowski ma zbierać doświadczenie i spróbować powalczyć o białą koszulkę dla najlepszego młodzieżowca.

- Nie chcą go poddawać presji, ale są świadomi jego potencjału. Jak najbardziej realna jest walka Michała o białą koszulkę. On w każdym wyścigu, w którym startuje jest widoczny, nie inaczej będzie teraz. Na pewno będę z przyjemnością śledził go na poszczególnych etapach, bo on w każdej chwili może się świetnie pokazać. Ten chłopak ma wszystkie atuty - jest znakomitym "czasowcem", bardzo dobrze jeździ po górach i jeszcze potrafi zafiniszować. Tak wszechstronnych kolarzy jest niewielu, teraz prawie każdy ma swoją specjalizację. Michał naprawdę jest zawodnikiem mogącym wygrywać wielkie wyścigi. Na pewno nie jest gorszy od Słowaka Petera Sagana, z którym wielu go porównuje.

Sagan to rówieśnik Kwiatkowskiego, który wygrywał już etapy Tour de France i był najlepszy w Tour de Pologne. W ekipie Cannondale razem z nim wystartuje kolejny rywal Kwiatkowskiego - Moreno Moser, który przed rokiem w Tour de Pologne był lepszy o 5 sekund. Obu ma pomagać Maciej Bodnar.

- Sagan to świetny kolarz, o jego klasie rzeczywiście świadczy zwycięstwo w Tour de Pologne, kilka wygranych etapów Vuelta a Espana oraz trzy zwycięskie dla niego etapy i pierwsze miejsce w klasyfikacji punktowej ostatniego Tour de France. Ale Słowakom wcale nie musimy zazdrościć. Sagan to specjalista głównie od sprintów, a Kwiatkowski może być jeszcze lepszy. Dobrze poznałem Michała jesienią, kiedy byliśmy na objeździe tras Tour de Pologne. To wspaniały chłopak, widzę, że ma poukładane w głowie, ma mentalność zwycięzcy. To bardzo ważne, bo niektórym naszym zawodnikom ścigającym się w największych grupach takiej mentalności brakuje. Nie będę mówił nazwiskami, nie mam nic do Bodnara. Po prostu część naszych kolarzy ma mentalność pracownika, który chce zrobić tylko to, za co mają płacone, czyli pomóc swojemu liderowi. Michał zawsze chce więcej. On wie, jakie ma możliwości, jeździ tak, jakby się urodził na rowerze, przyjemnie się na to patrzy i w końcu wszyscy zobaczymy, jak wysoko go to doprowadzi.

Na razie bycie niepokornym wychodzi mu na dobre. Kiedy w 2011 roku w nieprzyjemnych okolicznościach przenosił się z grupy Radioshack do ekipy, w której jeździ obecnie, za karę nie mógł wystartować w Tour de Pologne. Eksperci krytykowali go wtedy, twierdząc, że Quick Step i tak nie da mu szybko wystartować w Tour de France czy w Giro d'Italia.

- On jest dojrzały i dobrze wie, co jest dla niego najlepsze. Na wielkie toury gotowy był już w zeszłym roku. Przecież do końca walczył o zwycięstwo w Tour de Pologne, a przegrał końcową klasyfikację o włos. Ktoś może powiedzieć, że Tour de Pologne to nie Tour de France. Zgoda, nasz wyścig trwa tydzień, a nie trzy, ale też jest w elicie, bo jest naprawdę bardzo wymagający. Takim startem u nas Michał swoją pozycję w grupie, w której jeździ, na pewno umocnił.

Pokusi się pan o typ na wynik Kwiatkowskiego w TdF?

- Może wygrać jakiś etap, ale jak będzie w czołowej "dziesiątce" całego wyścigu, to na pewno będziemy z niego dumni.

Czego spodziewa się pan po Przemysławie Niemcu, który w tegorocznym Giro osiągnął najlepszy wynik w historii naszego kolarstwa, zajmując szóste miejsce w klasyfikacji generalnej?

- W Giro wiele razy startowałem [Piasecki wygrał pięć etapów], wiem jak trudny to wyścig, dlatego bardzo doceniam wynik Przemka. Powiem więcej, uważam, że gdyby na jednym z etapów dyrektor sportowy grupy Lampre-Merida nie wycofał go do Michele Scarponiego i nie nakazał pomagać liderowi, to Polak byłby na miejscu Włocha w klasyfikacji generalnej [Scarponi zajął czwartą pozycję] albo jeszcze wyżej. Przemek już od lat jeździ dobrze, ale długo ścigał się w grupie drugiej dywizji, dlatego medialnie nie był tak znany. W środowisku go jednak ceniliśmy, choćby dlatego, że wygrywał etapy w bardzo trudnym Giro del Trentino. Przejście do grupy ProTouru jeszcze go rozwinęło, widać w nim jeszcze większą chęć do walki. Nie jest już tak młody [ma 33 lata], jak Kwiatkowski czy Rafał Majka, ale twierdzę, że i tak wiele dobrego przed nim. Oby tylko teraz nie musiał za bardzo pracować na Damiano Cunego.

Tuż za Niemcem w Giro uplasował się Majka, którego w "Wielkiej Pętli" nie zobaczymy. Bardzo pan żałuje, że tak zdecydowali szefowie Teamu Saxo-Tinkoff?

- Rafał w Giro do końca walczył o koszulkę najlepszego młodzieżowca, zajął w tej klasyfikacji drugie miejsce, pojechał świetnie. Jest jeszcze młody [ma 24 lata], takich zawodników często się oszczędza, nie wystawia się ich do tych dwóch największych wyścigów w jednym roku. Oczywiście są kolarze, którzy jadą nawet trzy wielkie toury w jednym roku i nawet w każdym walczą, ale uważam, że Rafał na takie starty ma jeszcze czas.

Liderem grupy Majki jest Alberto Contador, ale to nie w nim eksperci upatrują faworyta TdF. Tomasz Jaroński stwierdził niedawno, że kandydatów do zwycięstwa jest trzech, a nazywają się Christopher Froome, Christopher Froome i Christopher Froome. Zgadza się pan, że pod nieobecność Bradleya Wigginsa jego pomocnik sprzed roku jest skazany na zwycięstwo?

- Tomek na bieżąco śledzi kolarstwo, zna zawodników, komentuje wyścigi, ma bardzo dobrze rozeznanie. Jeżeli tak mówi, to pewnie ma rację. Natomiast jeśli chodzi o Wigginsa, to niewątpliwie jest obecnie największą gwiazdą peletonu, dlatego cieszymy się, że zapowiedział start u nas. Na pewno nie będzie rozczarowany, kilka dni temu wróciłem z Włoch, oglądałem trasę dwóch pierwszych etapów, które odbędą się właśnie tam. To będą naprawdę mocne odcinki. Typowe, królewskie etapy w górach.

Z taką skalą trudności, jak dwukrotna wspinaczka na l'Alpe d'Huez na jednym z etapów Tour de France?

- Można to porównać, bo Passo Pordoi to kultowa góra we Włoszech, jeden z symboli Giro. Wjedziemy na prawie 2300 m, wcześniej będzie dużo górskich premii, naprawdę nasi kolarze zmęczą się, jak ci z Tour de France.