Kolarstwo. Zmierzch EPO(ki), ale "doping był, jest i będzie"

W środowisku kolarskim pojawiają się pytania, czy Vincenzo Nibali, który z miażdżącą przewagą wygrał tegoroczne Giro d';Italia, jechał w wyścigu "na czysto". Badania naukowców bronią Włocha. Zdaje się, że faktycznie obył się bez dopingu. Ale ten "był, jest i będzie", jak twierdzi Tyler Hamilton, były kolarz, autor głośnej książki "Wyścig tajemnic". Szczególnie że na rynek weszły nowe "szpryce".
Podczas majowego Giro kolarz Astany w zasadzie rozbił w proch peleton. Wygrał z przewagą 4 minut i 43 sekund nad Rigoberto Uranem i 5 minut i 52 sekund nad Cadelem Evansem. Takiej dominacji jednego kolarza nie było w Giro od siedmiu lat, kiedy Ivan Basso wygrał wyścig z przewagą aż 9 minut i 18 sekund nad José Gutiérrezem. 28-letni Włoch udowodnił, że jest obecnie najlepszym kolarzem na świecie.

Najlepszym czy na dopingu?

To pytanie pada coraz częściej. Sceptycy, których po aferze z Lance'em Armstrongiem i publikacji książki Hamiltona jest coraz więcej, twierdzą, że 28-letni Włoch nie miał prawa osiągnąć takiej przewagi bez niedozwolonych środków. Wskazują na jego nadludzką odporność na zimno (górskie etapy rozgrywały się na ośnieżonych szczytach gór, gdzie temperatura wynosiła poniżej zera) i wydolność. Przypominają, że występuje w zespole, którego menedżerem jest Alexander Winokurow - były kolarz, który w 2007 roku został zawieszony za przetaczanie krwi. Fani teorii spiskowych są zdania, że nie da się przejechać trzytygodniowego wyścigu bez "wspomagaczy". Taka opinia narodziła się na przełomie XX i XXI wieku - w najciemniejszych latach w historii kolarstwa.

Najlepiej opisał je Hamilton. W "Wyścigu tajemnic" zawarł wszystkie szczegóły procederu dopingowego. Od łykania tabletek testosteronu, przez wstrzykiwanie EPO, do przetaczania krwi w obskurnych hotelach dzień przed startem etapu. Współautor książki, Daniel Coyle, opatrzył całą historię liczbami, które dziś są niezwykle pomocne przy badaniu "sprawy Nibalego". - Z naszych rachub wynika, że średnia prędkość peletonu spada. Czasy osiągane na największych podjazdach są coraz gorsze. Wskaźnik mocy coraz niższy. To świadczy o tym, że epoka EPO mija - tłumaczy Hamilton. - Ale to nie znaczy, że minie. Doping był, jest i będzie.

Nibali wolniejszy od dopingowiczów

Liczby, o których mowa, działają na korzyść Nibalego. "La Gazzetta dello Sport" opublikowała badania, z których wynika, że wyniki Włocha są o wiele gorsze od tych wykręcanych przed laty. Sześć lat temu, gdy ostatnim razem peleton przejeżdżał przez te same trasy w Dolomitach, w Giro dominowali dopingowicze - Danilo Di Luca i Riccardo Ricco. Pierwszy z nich wjechał pod Tre Cime w 15 minut i 30 sekund. Nibali był w tym roku aż o dwie minuty i 30 sekund wolniejszy. Wskaźnik VAM (Mean ascent velocity - parametr, który oznacza prędkość pokonywania przez kolarza przewyzszeń w czasie) też pokazuje różnicę - Di Luca 1,780, Nibali - 1,533. Armstrong i Marco Pantani osiągali pułap 1,800. Każda dziesiętna część tego wskaźnika czyni olbrzymią różnicę.

I styl jazdy znacząco się zmienił. W 2007 roku Di Luca potrafił zaatakować już na początku podjazdu. Nibali robił to praktycznie na finiszu - najwcześniej dwa kilometry przed metą. Poza tym 28-latek nigdy nie był zamieszany w żadną aferę dopingową, do tegorocznego Giro przygotowywał się już od listopada 2012 roku. Astana desygnowała mu do pomocy najlepszych gregario. Zresztą forma Nibalego niby nie powinna dziwić. Od 2007 roku, gdy debiutował, nigdy nie zajął gorszego miejsca niż 20. na wielkim tourze (startował w dziesięciu). W 2010 roku ukończył Giro na trzeciej lokacie, jego kolega z drużyny - Basso - wygrał wtedy cały wyścig. Rok później Nibali był drugi.

- Przypadek Nibalego pokazuje problem "nowoczesnego" kolarstwa - pisze Hood, dziennikarz VeloNews. - Po ostatnich aferach trudno uwierzyć, że ten sport jest coraz bardziej czysty.

Problem w tym, że na rynek weszły nowe środki

- Doping to nie tylko problem kolarstwa. Boryka się z nim większość dyscyplin. Tylko że w tenisie, piłce nożnej czy koszykówce nikt nie chce go wykrywać.... Kolarstwo "cierpi" na tym, że chce walczyć z oszustami, demaskować ich i wygnać - twierdzi Coyle.

Do hurraoptymizmu jednak daleko. Lista zażywających EPO rośnie, choć w nie tak zawrotnym tempie jak kiedyś. Na tegorocznym Giro znów przyłapano Di Lucę. - On jest idiotą. To chory człowiek, który wymaga leczenia - podkreślił Luca Scinto, dyrektor sportowy zespołu Vini Fantini. Di Luca to recydywista. Za używanie niedozwolonych środków zawieszany był w 2007 i 2009 roku. - Konsekwencje za podobne ekscesy ponosimy zawsze my, kolarze - smuci się Nibali.

Głos w sprawie Di Luki zabrał nawet... Armstrong. - Wiem, że w sprawie dopingu straciłem wszelką wiarygodność. Ale mimo to zadaję sobie pytanie: czy jesteś naprawdę takim idiotą, Di Luca? - napisał na swoim Twitterze.

Nie wiadomo, czy największy szwarccharakter w historii sportu przejął się losami kolarstwa, czy jednak kpi z byłego rywala. Na rynku jest już bowiem nowa, lepsza "szpryca". To AICAR, tzw. ćwiczenie w pigułce. Oddziałuje on na geny, zwiększa w mięśniach liczbę włókien wolnokurczliwych kosztem szybkokurczliwych i przyspiesza transport tlenu. Słowem: jest lepszy od EPO. I przede wszystkim nie do wykrycia. AICAR nie zwiększa liczby trombocytów i występuje w moczu jako substancja fizjologiczna. Można go kupić praktycznie bez problemów. Np. w Chinach. To oznacza, że sportowcy, nie tylko kolarze, ale też lekkoatleci, pływacy - wszyscy, którzy uprawiają sporty bazujące na wydolności - znów z łatwością mogą oszukiwać. Testy, kontrole i - co gorsza - kibiców.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS i na Androida