Kolarstwo. Jedź, jedz i pij w Giro d'Italia

W ubiegłym roku o tej samej porze był wiceliderem Giro d'Italia. Jeśli Michał Gołaś miałby i w tym roku doskoczyć do ścisłej czołówki, to właśnie w piątek. Transmisja Giro d'Italia w Eurosporcie
Etap z San Salvo do Pescary nie poraża długością, liczy zaledwie 162 kilometry. Ale profil trasy jest najeżony podjazdami trzeciej i czwartej kategorii, miejscami z 16-procentowym nachyleniem. Można się zmęczyć, a klasyfikacja generalna wyścigu powinna po tym etapie ulec gwałtownym zmianom.

- Włosi mawiają o tego typu etapach mangia e bevi (jedz i pij). Cały czas: góra - dół, góra - dół, co premiuje odważnych kolarzy. To jest etap dla Michała - mówi były zawodowy kolarz przez wiele lat mieszkający we Włoszech, dziś dyrektor Tour de Pologne Czesław Lang. - Chłopak jest w formie. W środę, gdyby nie kraksa, mógł być w piątce [był 11.]. Widać, że lubi ten wyścig, zna trasy, przecież tutaj trenuje, chce się pokazać. Ma teraz okazję - dodaje Lang. - To będzie etap z hopkami. Michał jest mocny w górach, jak zresztą wszyscy Polacy w wyścigu. Szkoda tylko, że niewiele traci do lidera. A więc będzie pilnowany - twierdzi komentator Eurosportu Tomasz Jaroński.

Po sześciu etapach Gołaś jest 26., półtorej minuty od lidera. Przed rokiem w tej samej fazie wyścigu wspiął się na drugie miejsce. Ostatecznie ukończył na 93., ale wyczynami z przełomu pierwszego i drugiego tygodnia (trzy dni w koszulce lidera klasyfikacji górskiej) zapisał się w historii polskiego kolarstwa. Był pierwszym Polakiem, który nosił niebieski strój dla najlepszego górala Giro. Na koniec wyścigu zajął czwartą lokatę wśród specjalistów od jazdy po górach.

- Bardzo zdolny - mówi o Gołasiu Lang. Wychował się podobnie jak Michał Kwiatkowski w najlepszym kolarskim klubie w Polsce - Pacific Toruń. Dziś też jeżdżą w tej samej drużynie, w belgijskiej Omega Pharma-Quick Step, m.in. z najlepszym sprinterem świata Markiem Cavendishem. Kwiatkowski nie startuje w Giro, naharował się w pierwszej części sezonu, szczególnie w niderlandzkich klasykach - Amstel Gold i Fleche Walonne, gdzie był 4. i 5. Wcześniej błysnął w Tirreno - Adriatico (czwarta lokata). Dał sygnał, że polscy kolarze w tym roku mogą coś w peletonie znaczyć.

Rafał Majka został wyznaczony na lidera duńskiego zespołu Saxo Bank-Tinkoff. Jest pierwszym od czasu Zenona Jaskuły, czyli od 1994 roku, numerem jeden w wielkim, trzytygodniowym tourze. Wychowanek maleńkiego klubu Krakus Swoszowice przyczaił się w trzeciej dziesiątce, z podobną stratą do lidera jak Gołaś. Zapowiada jednak atak. "Dla mnie walka o klasyfikację generalną ma miejsce na każdym etapie, ale kolejnym dużym sprawdzianem będzie weekend. Długa jazda na czas w sobotę i górski etap w niedzielę to odcinki, na których będę czujny i dam z siebie wszystko" - zapowiedział na blogu Majka.

Najwyżej do tej pory sklasyfikowany z trójki polskich muszkieterów w Giro jest najbardziej doświadczony, 33-letni Przemysław Niemiec z Lampre-Merida. Jeżeli nie dziś, to w każdej chwili może się okazać, że polskie kolarstwo zawodowe wróci do sukcesów z czasów Langa, Lecha Piaseckiego, Jaskuły, Zbigniewa Sprucha. - Na pewno któryś z nas, ja albo Michał Gołaś, Przemek Niemiec, Rafał Majka, zacznie wygrywać. Mam nadzieję tylko, że nie będzie to jednorazowy wybryk, ale stała tendencja - mówi Michał Kwiatkowski.