Kolarstwo. Lance Armstrong próbuje ratować twarz

Lance Armstrong przyznał się do dopingu, ale czy to wystarczy, by wrócić do sportu? W wywiadzie dla Oprah Winfrey nie wykazał skruchy, nie przeprosił. I nie uważa się za oszusta.
Relacje na żywo w twoim smartfonie. Pobierz aplikację Sport.pl LIVE ?

Na pytania słynnej dziennikarki, czy brał EPO, testosteron, hormon wzrostu, używał transfuzji, siedmiokrotny zwycięzca Tour de France za każdym razem odpowiadał "tak". Wcześniej nie tylko zaprzeczał, nie tylko mówił, że do końca swoich dni będzie odpowiadał "nie" na pytanie, czy stosował doping, ale też groził, że wytoczy procesy tym, którzy składali obciążające go zeznania. Dopiero kilkaset stron zeznań, świadectw, e-maili, faktur, jakie skompletowała amerykańska agencja antydopingowa (USADA), a następnie dożywotnia dyskwalifikacja złamały go.

Jednak to nie koniec historii upadłej gwiazdy. Nie wszyscy bowiem uznali jego spowiedź za szczerą.

Jednocześnie z wywiadem dla telewizji Oprah Winfrey amerykańskie stacje puszczały rozmowy z innymi bohaterami sportowej zbrodni wszech czasów. CNN rozmawiała z Betsy Andreu, która oczekiwała od Armstronga potwierdzenia, że mówiła prawdę, opisując spotkanie w 1996 r. z lekarzami w szpitalnym pokoju Armstronga. Wtedy to chory na raka kolarz poddający się chemioterapii zdradził im, jaki doping stosował. Betsy - żona partnera Lance'a Frankiego - była jedyną, która od lat nie zmieniła zeznań i nie doczekała się przeprosin za to, że kolarz publicznie nazwał ją wariatką. Była wściekła i w CNN usłyszało to pół Ameryki. Armstrong zapytany o Betsy próbował obrócić "wariatkę" w żart, mówiąc, że przecież nie nazwał jej "tłuściochem". Nie usłyszała przeprosin Emma O'Reilly, była masażystka, którą wyzwał od prostytutek i alkoholiczek. - Powinienem ją przeprosić - zdobył się na tyle. Michele Ferrari, lekarz, który dostarczał doping Amerykaninowi, jest według Armstronga "dobrym człowiekiem". Kolarz nie wskazał współwinnego stworzenia systemu dopingu, chodzi głównie o jego wieloletniego współpracownika Johana Bruyneela. Zaprzeczył, że płacił Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) w zamian za tuszowanie wpadek i ostrzeganie przed kontrolą.

Chyba najbardziej wstrząsająca była odpowiedź Armstronga na pytanie Winfrey, czy czuje się oszustem. - Nie szukałem w słowniku znaczenia słowa "oszust". To osoba, która w nieuczciwy sposób zdobywa przewagę nad innymi, a ja tylko wyrównywałem szanse - stwierdził Armstrong. Jest jednak inaczej, niż mówi były kolarz.

W 1998 r. w peletonie wybuchła afera "Festiny", która zmiotła wielu szefów zespołów, dyrektorów sportowych, trenerów. W konsekwencji wprowadzono ściślejszą kontrolę antydopingową, nowe metody wykrywania transfuzji i używania EPO. Kolarstwo miało wtedy szansę, by stać się bardziej czystym sportem. Ale w następnym roku Armstrong wygrał Tour de France po raz pierwszy, wprowadzając system, który USADA nazwała "najbardziej złożonym, sprofesjonalizowanym i udanym systemem dopingowym w historii sportu".

Szef USADA Travis Tygart nie był pod wrażeniem "spowiedzi" Armstronga, uznał ją za ratunkową akcję wizerunkową. - Jeśli skrucha jest szczera, powinien opowiedzieć o wszystkim pod przysięgą. Na razie zrobił tylko mały krok - powiedział.