Kolarze dadzą się przekręcić?

Wśród kandydatów w dzisiejszych wyborach na szefa Polskiego Związku Kolarskiego jest były sekretarz generalny Jarosław Potocki, współodpowiedzialny za finansową katastrofę związku. Mimo że toczy się wobec niego prokuratorskie postępowanie, ma duże szanse na zwycięstwo
Trzy lata temu Polski Związek Kolarski znalazł się na krawędzi bankructwa. W jego siedzibie w Pruszkowie pod Warszawą wyłączono telefony, dostawy wstrzymały firmy ciepłownicze i energetyczne, pracownicy nie otrzymywali pensji. Zadłużenie związku przekroczyło dziewięć milionów złotych.

Do dziś PZKol. nie może wykaraskać się z długów, choć telefony działają, a w biurach jest jasno i ciepło. Zobowiązania maleją, bo każda zarobiona złotówka idzie na ich spłatę. - To była moja największa bolączka mijającej kadencji. Wszystko, co dostawałem od sponsorów, musiałem wydawać na spłatę długów, nic na sensowny sportowy rozwój - przyznaje ustępujący prezes i jeden z czterech kandydatów Wacław Skarul.

Postępowanie w sądzie

Jego bezpośrednim poprzednikiem był Ryszard Szurkowski (powołany przez zarząd w trybie pilnym na ratunek przed upadłością związku), faktycznym - Wojciech Walkiewicz. To on był pomysłodawcą budowy toru kolarskiego w Pruszkowie. Inwestycja pochłonęła 92 mln zł, z czego 86,5 mln pochodziło ze środków publicznych - z Ministerstwa Sportu. Tor budowano pięć lat, o dwa dłużej niż planowano. Kiedy powstał, nie było pieniędzy na jego utrzymanie. Najwyższa Izba Kontroli wykazała nieprawidłowości, podważyła sens budowy toru, wykazała, że od początku był narażony na straty. Sprawą zajęła się prokuratura.

Przy okazji w toku śledztwa wypadły kolejne trupy z szafy. Największą stratę związek ponosi z tytułu prac modernizacyjnych toru, wykonanych na zlecenia zarządu PZKol. z Walkiewiczem jako prezesem i jego prawą ręką Potockim jako sekretarzem generalnym. Aby dostosować obiekt do norm UCI, wydano kolejne 5 mln zł. Wykonawca - firma Mostostal Puławy - do dziś nie otrzymał zapłaty, po negocjacjach ustanowił hipotekę na torze.

Niejasna jest też sprawa budowy hotelu Victor w pobliżu toru. Inwestorem była spółka EKO Kampinos z prezesem zarządu... Grzegorzem Piotrem Walkiewiczem, synem Wojciecha. Wojciech Walkiewicz i ówczesny sekretarz generalny poręczyli weksel in blanco jako zabezpieczenie kredytu inwestycyjnego wziętego przez EKO Kampinos - na 13 mln zł. Związek pod budowę wniósł aportem działkę. Spółka okazała się deficytowa, dziś jest w stanie upadłości.

Kolejna zagadkowa sprawa to 824 675,87 zł przeznaczone dla związku przez Ministerstwo Sportu i Turystyki na cele szkoleniowe. Kolarska federacja musi zwrócić ministerstwu tę kwotę, bo została wydana na cele niezgodne z przeznaczenie. Według Skarula związek został zobowiązany do zorganizowania wcześniej planowanej imprezy. Teoretycznie musi więc znaleźć 1,6 mln zł.

Doniesienie w sprawie "wyrządzenia znacznej szkody finansowej" przez byłego prezesa zarządu PZKol. i byłego sekretarza generalnego złożył w październiku obecny zarząd związku.

Walkiewicz pod presją wydarzeń podał się do dymisji w 2010 roku. Potocki niedługo potem został zwolniony dyscyplinarnie m.in. za podpisywanie dokumentów niezgodnych ze statutem związku.

Ministerstwo: reputacja nadszarpnięta

Kandydatami na prezesa związku są oprócz Skarula: prawnik z województwa świętokrzyskiego Marcin Melzacki, działacz z Wielkopolski Lucjusz Wasielewski i Potocki.

- To jest po prostu oburzające - mówi o kandydaturze Potockiego dyrektor Tour de Pologne Czesław Lang. - Jak komuś takiemu można zaufać? Jak można stawać do wyborów, mając na sumieniu niemal wszystkie długi związku. Bo to Potocki wspólnie z Walkiewiczem do tej sytuacji doprowadzili.

Ale o tym, kto w wyborczym peletonie pojedzie, decydują delegaci - oni dają rekomendacje, bez których nie można stanąć do wyborów. Były sekretarz generalny zaprosił ich do hotelu w Pruszkowie i tam wystawnie podjął. Otrzymał rekomendację, znaczy, może ubiegać się o prezesurę. - Takie to jest środowisko. Nie widzi nic więcej niż czubka własnego buta. Jednym obieca jakieś stanowisko, innym pieniądze na ich klub, więc dają się przekabacić - tłumaczy Lang.

Związek z powodu dawnych długów nie dostaje od trzech lat dotacji z Ministerstwa Sportu. Karencja kończy się w kwietniu 2013 roku. Co się stanie, jeśli Potocki zostanie wybrany? Zapytaliśmy w Ministerstwie Sportu. "Związki są autonomiczne. Ministerstwo nie może ingerować w wynik wyboru, tym bardziej nie zajmuje się sprawami personalnymi. Wiemy jednak, że reputacja pana Potockiego jest nadszarpnięta" - otrzymaliśmy odpowiedź.

Potocki w czwartek poprosił o przełożenie rozmowy o jeden dzień. W piątek nie odebrał telefonu. Jego ucieczkę przed reporterami TVP nagrały kamery "Wiadomości".