Kolarstwo. Szmyd: Armstrong był lepszym oszustem od innych dopingowiczów

Wszyscy teraz mówią kolarze, a myślą koksiarze. Przeciętni kibice zanurzą się teraz w dopingowych opowieściach, dziennikarze będą tym żyć przez długi czas. Sprawa Armstronga potwierdza uproszczenie, że sport zawodowy, nie tylko kolarstwo, zawalony jest dopingiem - opowiada Sylwester Szmyd, polski kolarz zawodowy.
Sprawa Armstronga uderza w nas - ludzi kolarstwa. Mało kto jednak zauważa, ile nasza dyscyplina zrobiła w walce z dopingiem. Widać to zresztą po wynikach, poziom się wyrównał, nie ma już nadludzi, którzy nagle wyskakują, a później tak samo szybko znikają. Ja też na tle innych zacząłem jeździć szybciej, bo od wprowadzenia systemu kontroli antydopingowej ADAMS, zdolnego namierzyć każdego o każdej porze dnia i nocy, nie ma już takich dysproporcji między zawodnikami, ścigamy się "na sekundy", a nie "na minuty". W pełni świadomie zrezygnowałem z prywatności, godzę się na naście, bądź nawet dziesiątki kontroli i o 23 w nocy i o 6 nad ranem. Po to, by z dopingiem walczyć. Po to, by doceniona została praca i odwaga.

Takie skandale nam nie służą, wszyscy teraz mówią kolarze, a myślą koksiarze. Przeciętni kibice zanurzą się teraz w dopingowych opowieściach, dziennikarze będą tym żyć przez długi czas. Sprawa Armstronga potwierdza uproszczenie, że sport zawodowy, nie tylko kolarstwo, zawalony jest dopingiem. Bo tam gdzie duża kasa, tam duża pokusa. A w sporcie jest nią doping.

Czy mnie dotyka ten szum? Trzeba postawić grubą kreskę i basta. Oczywiście mógłbym teraz denerwować się, że ci wszyscy, którzy teraz przyznają się do dopingu, grali nie fair. Że właśnie przez nich jako jeden z ostatnich zawsze podpisywałem kontrakt i to za taką kasę, że ledwie starczało mi na życie we Włoszech. Że oni startowali w innych warunkach, a ja w innych. Tylko co to teraz zmieni.

Armstrong nie był inny niż pozostali, którzy wpadali. Jak się teraz okazuje, nie brał wyrafinowanego dopingu, tylko taki, jak pozostali dopingowicze. On po prostu okazał się lepszym oszustem, który sprytnie unikał kontroli.

Szkoda w tym wszystkim obrazu, jaki pozostanie. Szkoda opinii, jaka idzie w świat, w dalszej perspektywie sponsorów, którzy od naszego sportu mogą się odwrócić.

My też mamy zdanie! Dzielimy się nim na Facebook.com/Sportpl ?