Travisowi Tygartowi grożono śmiercią, bo obalił legendę

Dzięki jego śledztwu Lance Armstrong, siedmiokrotny zwycięzca Tour de France, straci wszystkie tytuły. - Grożono mi śmiercią. Musiało zająć się tym FBI - mówi Travis Tygart, szef amerykańskiej agencji antydopingowej
Siedziba Amerykańskiej Agencji Antydopingowej (USADA) w Colorado Springs przypomina Fort Knox, gdzie trzymane są rezerwy złota banku federalnego. Zasłonięte okna, pracujące non stop kamery.

- Agencja, moje biuro i dwa inne pokoje są niedostępne dla żadnych gości. W każdej chwili możemy opuścić budynek tajnymi wejściami. Już kilka razy grożono nam śmiercią - opowiada szef USADA Travis Tygart w wywiadzie dla dziennika "L'Equipe".

Francuscy dziennikarze jako jedyni z Europy dotarli do człowieka, który obalił legendę Armstronga. Tygart ma 41 lat. Skończył filozofię i prawo. Od 2002 roku pracuje w agencji antydopingowej, od pięciu lat jest jej szefem. Dziś jest bez wątpienia najbardziej znanym człowiekiem tropiącym niedozwolony doping. Zawodowy sukces osiągnął w sierpniu. Po przesłuchaniu wielu świadków w USA i we Francji, po przeprowadzonych przez wybitnych lekarzy badaniach próbek pobranych od słynnego kolarza, dzięki pracy doświadczonych śledczych i naukowców agencja zebrała materiały obciążające Lance'a Armstronga. Tygart mógł ogłosić dożywotnią dyskwalifikację Armstronga, utratę wszystkich tytułów zdobytych przez amerykańskiego kolarza w latach 1998-2010, w tym siedmiu zwycięstw w Tour de France.

Decyzja wywołała prawdziwe trzęsienie ziemi w USA i w świecie sportu. Tygarta zaatakował nie tylko sam Armstrong i jego otoczenie, ale też politycy. - Niektórzy uznali mnie za lewicowego radykała, inni za prawicowego ekstremistę. Ale etyka nie jest ani republikańska, ani demokratyczna. Zarzucają coś mi republikańscy senatorowie? A przecież jeden z nich, John McCain, poparł mój raport w sprawie Armstronga. Były prezydent USA George W. Bush, też przecież republikanin, ratyfikował mój mandat na konwencji antydopingowej UNESCO. Wsparł mnie Joe Biden, demokratyczny szef Senatu - mówi Tygart.

Kiedyś drzwi do agencji dla wszystkich stały otworem. Ale w 2007 roku afera BALCO - było to laboratorium, które dostarczało hormon wzrostu, sterydy i inne zakazane środki sportowcom amerykańskim, m.in. lekkoatletce Marion Jones - wszystko zmieniła. Grożono Tygartowi i jego rodzinie, grożono jego poprzednikowi Terry'emu Madenowi. Przy okazji afery Armstronga pogróżek było jeszcze więcej, sprawą zajęło się nawet FBI. - Kiedy rozpoczęliśmy przesłuchania Floyda Landisa [amerykański kolarz, jeździł z Armstrongiem w jednej grupie], trzykrotnie zagrożono mi śmiercią - opowiada Tygart.

Z dopingiem Armstronga nie poradzili sobie dziennikarze. W lutym wstrzymane zostało śledztwo prowadzone przez agentów federalnych - prawdopodobnie z uwagi na rozpoczynającą się wówczas kampanię prezydencką. Ale Tygarta nic nie mogło zatrzymać. Walczył do końca, często wbrew opinii zakochanych w Armstrongu i jego sukcesach Amerykanów.

- Moim celem nie było obalanie legendy, złamanie marzeń. To mnie nie ekscytowało. Mandat agencji jest jasny: jesteśmy po to, żeby bronić czystych sportowców, i to właśnie robimy - twierdzi.

Szef USADA obciąża nie tylko Armstronga, ale również jego grupę US Postal, w barwach której Amerykanin odnosił pierwsze zwycięstwa w TdF. - Myślę, że w US Postal była prawdziwa konspiracja dopingowa. Doskonale zorganizowana, przy zaangażowaniu wielu osób. Wielu uwikłanych w ten proceder przyznało się do niego - opowiada Tygart.

Szef amerykańskiej agencji osobiście wystąpił, by odebrać Armstrongowi wszystkie siedem zwycięstw w Tour de France. To budzi ogromne wątpliwości, bo dlaczego karać kogoś post factum, kiedy w czasie zawodów nic nie zostało mu udowodnione. - Nasze oskarżenie mówi o sportowcu, który oszukiwał, wpływał na świadków, ukrywał dowody, kłamał pod przysięgą. To wszystko ukaże się w materiałach poświęconych Armstrongowi - zapowiedział.

"Akt oskarżenia" przygotowany przez amerykańską agencję antydopingową przekazany zostanie Międzynarodowej Federacji Kolarskiej (UCI) jeszcze we wrześniu. Według prawników federacji musi ona zatwierdzić karę, ale agencja Tygarta oraz Światowa Agencja Antydopingowa uważają, że mają prawo ogłosić dyskwalifikację, nie oglądając się na kolarski związek.

Do końca roku raport będzie ogólnodostępny. Znajdą się tam m.in. zeznania świadków, którzy obciążyli Armstronga, jego byłych kolegów z drużyny, mechaników, lekarzy. Tygart chce, żeby kolarzy, którzy zdecydowali się współpracować z agencją i innymi organizacjami walczącymi z dopingiem, objąć amnestią. Szef Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) Pat McCaid w ubiegłym tygodniu powiedział, że do 2015 roku, kiedy światowa agencja antydopingowa wprowadzi nowe zasady, jest to niemożliwe.