Zamach bombowy nie powstrzymał maratończyków w Izrelu

Około 10 tys. biegaczy wzięło w piątek udział w pierwszym w historii Jerozolimskim Maratonie. Dwa dni wcześniej w centrum miasta w wyniku zamachu bombowego ciężko rannych zostało 30 osób, a jednak osoba zmarła na miejscu.

W cieniu ataku i gorącej sytuacji w Strefie Gazy, miłośnicy biegania przemierzyli ulice stolicy Izraela. Trasa biegła głównie przez odcinki arabskiej części wschodniej, mocno utrudniając ruch w mieście.

Raptem kilka dni wcześniej na jerozolimskich ulicach doszło do tragicznego bombowego ataku. Ładunek znajdujący się w jednym z autobusów eksplodował w pobliżu dworca centralnego. O zamach - pierwszy w Jerozolimie od siedmiu lat - podejrzewa się palestyńskich bojowników.

Świeżo po tych wydarzeniach burmistrz miasta Nir Barkat odrzucał sugestie, że z powodów bezpieczeństwa maraton może zostać odwołany.

- Kiedy terror zmierza by zniszczyć nasze życie, najlepszym rozwiązaniem jest powrót do normalności najszybciej jak to możliwe - wyjaśniał Barkat.

W imprezie wzięło udział 6 tys. Izraelczyków, wliczając 2 tys. żołnierzy. Pozostałe 4 tys. to przyjezdni zza granicy.

Wydarzenie rozpaliło konflikt między organizacjami organizatorami a palestyńskimi grupami, roszczącymi sobie pretensje do arabskiej części miasta. Palestinian Boycott, Divestment i Sanctions Committee listownie skierowały protest do firmy Adidas - sponsora imprezy, za wspieranie Izrealczyków i izraelskich żołnierzy.

Dystans 42,2 km. najszybciej pokonał Kenijczyk Robert Cheriot (2:27:48).

Komentuj, śledź, dyskutuj. Znajdź Sport.pl na Facebooku! ?