Najbogatsza liga świata zawiesi rozgrywki?

Właściciele klubów NFL chcą przedłużyć sezon o dwie kolejki i oddać mniejszy procent dochodów zawodnikom. Ci nie chcą się na to zgodzić. Najbogatszej lidze świata grozi lokaut.

- Powinienem przeskoczyć przez ten stół i was walnąć - podniesionym głosem Vince Lombardi junior, syn najsłynniejszego trenera w historii NFL, odpowiedział na postulaty związku zawodowego graczy. Był 1982 r. Lombardi jr reprezentował właścicieli klubów - najpotężniejszej sportowej organizacji w Ameryce. Za nim stały miliardy dolarów i najlepsze kancelarie prawnicze. Naprzeciwko siedział Ed Garvey, szef związku zawodników, i Gene Upshaw, były gracz ofensywnej formacji Oakland Raiders. Związek był wtedy organizacją dość słabą i biedną, z którą wcześniej właściciele klubów nie bardzo się liczyli. Teraz jednak zażądał, by bogacze swoimi rosnącymi dochodami podzielili się z tymi, którzy miliony im wypracowują. Związek chciał, by zawodnicy dostawali 55 procent wpływów ligi. To był rewolucyjny pomysł w zawodowym sporcie. Dlatego Lombardi tak się uniósł. Był pewien, że wszystkie atuty są po jego stronie. - Jestem tutaj. Dlaczego nie przyjdziesz i mnie nie walniesz? - zapytał Upshaw zimnym, spokojnym głosem. Lombardi zamilkł i już wiedział, że tym razem rywala musi traktować poważnie. W trakcie negocjacji zawodnicy strajkowali 57 dni. W końcu właściciele się ugięli.

Teraz historia się powtarza. Właśnie w NFL wygasa umowa zbiorowa między właścicielami i zawodnikami. Dopóki obie strony nie wynegocjują nowej, nie będzie rozgrywek. Kończąca się umowa (oficjalnie obowiązuje do 3 marca) gwarantuje zawodnikom 59,6 proc. dochodów ligi. Zarobki zawodników ogranicza, co prawda, salary cap (w ostatnim sezonie było to 128 mln dolarów na ok. 50-osobowy zespół), ale z drugiej strony mają zapewnione zarobki minimalne - czyli tzw. salary floor (112 mln).

Teraz właściciele, skuszeni szybko rosnącymi mimo kryzysu dochodami ligi, chcą przedłużyć sezon o dwie kolejki i oddać mniejszy procent dochodów zawodnikom. Gra idzie o miliard dolarów za sezon. Do tej pory właściciele od dochodów ligi (w tym sezonie było to 9 mld dolarów) mieli prawo odjąć miliard dolarów i dopiero obliczyć, ile należy się zawodnikom. Teraz chcą, aby ich "kwota wolna od podatku" wynosiła dwa miliardy. Dowodzą, że w ten sposób będą mieli więcej pieniędzy na rozwój i inwestycje (np. budowę i modernizację stadionów). Zawodnicy nie chcą się zgodzić ani na zmniejszenie swojego udziału w dochodach ligi, ani też na dłuższy sezon, bo to oznacza większe ryzyko urazów. Rozgrywki powinny ruszyć w połowie sierpnia.

Rozbieżności są duże i mało kto wierzy, że szybko uda się osiągnąć kompromis. Bardzo prawdopodobne, że podobnie jak to było niedawno w NBA i NHL dojdzie do lokautu, czyli sytuacji, w której właściciele zamykają zakład pracy z powodu braku uregulowań prawnych, które określają jego funkcjonowanie. W NFL do tej pory lokautu nie było. Dwa razy dochodziło do strajku zawodników (w 1982 i 1987 r.) i wtedy trzeba było skracać sezon.

W lepszej sytuacji negocjacyjnej na pewno są teraz właściciele klubów, którym stacje telewizyjne obiecały miliard dolarów na przetrwanie, nawet jeśli żaden mecz w nadchodzącym sezonie się nie odbędzie. Większość kibiców nie opowiada się jednak po żadnej ze stron. Według przeprowadzonego sondażu ponad połowa ankietowanych uważa, że winna jest chciwość obu stron.

Tymczasem szef ligi, czyli komisarz Roger Goodell, chce pokazać, że chciwy nie jest, i zapowiedział, że w razie lokautu zredukuje swoje zarobki do jednego dolara. W ubiegłym roku zarobił wraz z premiami 10 mln dolarów.

Padł rekord oglądalności w USA 111 mln widzów Super Bowl ?