Wojciech Nowosielski: Jak rośnie trawa

Wojciech Nowosielski: Jak rośnie trawa

Portablówka kojarzyła się dawniej z przenośną maszyną do pisania. Nowy sens dla tego słowa znaleźli Australijczycy. Na rozpoczynający się w Melbourne finał Pucharu Davisa z Francją przygotowali przenośny, trawiasty kort. Trawa dojrzewała na farmie 100 km od miejsca rywalizacji. Kilka dni temu trawnik pocięto na kwadraty o boku 2,4 m i zapakowano do tirów. Wreszcie tym naturalnym dywanem ze 150 części wyłożono plac gry w Rod Laver Arena, przykrywając stałą, sztuczną nawierzchnie, na której zwykle gra się Australian Open. - Wygląda jak prawdziwy - brzmiały opinie zachwyconych gospodarzy finału.

Takie manewry nie są oczywiście nowością w pucharowych rozgrywkach. Sprowadzają się do przygotowania kortu, w tym przypadku szybkiego, który daje pewne przewagi ekipie gospodarzy. Podobną akcję przeprowadzili i Francuzi, gdy dwa lata temu podejmowali tenisistów Australii. Tyle, że w odwrotnym kierunku - pod dachem hali w Nicei wyszykowali kort ceglany. Walcowali, polewali i nic. Triumfowali Australijczycy i potężnie serwujący Philippoussis. Z dawniejszych edycji pucharu znana jest podobna brawurowa akcja Szwedów w Goeteborgu, w nowoczesnej hali Scandinavium, po której jeździły jak szalone małe walce. Wszystko to na przyjęcie Amerykanów z McEnroe na czele wychowanych na szybkich placach har-tru. Kilka lat temu podczas półfinału Rosja-Niemcy w Moskwie, niemal utopiono ziemny kort poddając strugom wody. Sędzia ugrzązł, kort ratowano maszynkami do suszenia włosów, Niemcy przegrali.

W każdym z opisanych przypadków w nowoczesne hale, infrastruktury, lokowano coś, co było związane z naturą i plenerem. Nie chodzi jednak tylko o paradoks technologii. Puchar Davisa wyzwala emocje nie mniejsze niż mecze piłkarskie narodowych reprezentacji. Bohaterowie finału w Melbourne oprócz zwycięstwa mogą jeszcze bardziej poprawić koniunkturę na tenis. Oglądalność telewizyjna jest wysoka, wzory dla dzieci wspaniałe. Rafter, Hewitt czy Philippoussis, wreszcie pucharowa drużyna mają za sobą blisko 10 procent Australijczyków, którzy mówią, że grają w tenisa. Tylko pływanie, obowiązkowe w szkołach, ma lepsze statystyki. Tenis jest też bardzo dostępny dla dzieci, nawet z rodzin słabo zarabiających. Na forum "Gazety" czytelnik z Australii podawał dane: - Wynajęcie trenera na pół godziny kosztuje 18 dol. , opłata za godzinę kortu - od 6 dol. , zajęcia ogólnorozwojowe dla dzieci w klubie, przez cały rok - 50 dol. Najniższe ustawowe wynagrodzenie w Australii - 12 dol. za godzinę.

To mocny pretekst żeby wymyślać przenośny kort i patrzeć jak rośnie trawa.