US Open - zwycięstwa Venus Williams i Andy'ego Roddicka

Faworyci gospodarzy wygrywają, ale dotychczas nie mieli zbyt wymagających rywali. Obrończyni tytułu Venus Williams potrzebowała na zwycięstwo zaledwie 52 minuty

US Open - zwycięstwa Venus Williams i Andy'ego Roddicka

Faworyci gospodarzy wygrywają, ale dotychczas nie mieli zbyt wymagających rywali. Obrończyni tytułu Venus Williams potrzebowała na zwycięstwo zaledwie 52 minuty

W okolicach godziny 20. wagoniki metra linii 7, łączącej centrum Manhattanu z parkiem Flushing Meadows, są pełne. O tej porze biznesmeni z nowojorskiego City, mieszkańcy okolic Central Parku i turyści, którzy przylecieli z różnych stanów jadą pokibicować. Jedni na baseball (dokładnie vis-a-vis centrum tenisowego jest bowiem stadion jednej z najlepszych drużyn w USA - New York Mets), inni na nocną sesję US Open. Bilet na dobre miejsca na baseballowym Shea Stadium kosztują od 40 dolarów, tymczasem wejściówka uprawniająca do obejrzenia dwóch wieczornych meczów na stadionie im. Arthura Asha to równowartość 200 dolarów. Mimo to chętnych na oglądanie tenisa nie brakuje.

- Pan z Polski? Moja matka była Polką. Co pan tu robi? My z mężem przyjechaliśmy na US Open na jeden dzień. Z Atlanty - opowiada nam sympatyczna Amerykanka, gdy czekamy na przerwę w meczu Andy Roddicka ze Slavą Dosedelem, by wejść na trybuny.

Podczas wtorkowej sesji na stadionie Arthura Asha zasiadło około 10 tysięcy widzów. Tyle, że za swoje pieniądze nie obejrzeli zbyt dużo. Faworyci gospodarzy wygrywają gładko. Jennifer Capriati i Roddick ze swoimi rywalami rozprawili się nadzwyczaj łatwo. Szczególnie bolesne było to dla Dosedela, który jak do tej pory zawsze dobrze spisywał się na US Open. Dwa lata temu doszedł nawet do ćwierćfinału. Teraz nie miał szans z 18-latkiem. - To wcale nie był taki łatwy mecz - zastrzegał się Roddick, jednak jego słowa brzmiały niezbyt wiarygodnie.

Na konferencji prasowej po meczu Capriati z Holenderką Amandą Hopmans padło tylko jedno pytanie dotyczące zakończonego spotkania. Dziennikarze interesowali się bardziej życiem prywatnym Amerykanki.

- Jest tyle rzeczy, które mogą mnie odciągnąć od tenisa. Na szczęście wiem na czym powinnam się skoncentrować - tłumaczyła spokojnie Capriati. Przyznała też, że miło by było wyjechać z Nowego Jorku jako numer jeden światowego rankingu. Może się tak stać, jeśli Amerykanka wygra cały turniej.

Jak na razie reprezentanci gospodarzy podczas sesji nocnych wygrali wszystkie swoje mecze. Jako ostatni zrobił to rozstawiony z nr. 30 Todd Martin.

Sztuczne światło nie służy za to Jewgienijowi Kafelnikowowi. Grając wieczorem na korcie nr. 3 o mało co nie przegrał z mało znanym Szwajcarem Michaelem Kratochvilem. Rosjanin uratował się tylko dzięki większemu doświadczeniu, paru nadzwyczaj kontrowersyjnym decyzjom sędziowskim i dopingowi publiczności.

Wcześniej do drugiej rundy awansowali też Pete Sampras i Venus Williams. 30-letni Amerykanin grał ospale, jedynie od czasu do czasu zmuszany zagraniami Bouttera do energiczniejszych ruchów. Dwa sety rozstrzygnął na swoją korzyść dopiero w tie-breakach.

Potem tryskał jednak dobrym samopoczuciem.

- To nie ja jestem tu faworytem, więc mogę grać słabiej. Nie jestem już numerem jeden, tylko 10 - odpowiedział na krytykę swojej gry ze strony dziennikarzy. - Możecie być jednak pewni, że będę się jednak cieszył z kolejnych zwycięstw - dodał.

Starsza z sióstr Williams potrzebowała zaledwie 52 minut na pokonanie Słowaczki Lenki Dlohopolcowej. Z rozstawionych zawodniczek w drugiej rundzie sa także Kim Clijsters i Jelena Dementiewa.