Po pierwszym dniu US Open

Pierwszą nocną sesję na Flushing Meadows faworyci zakończyli pomyślnie. Wyjątkiem była Amanda Coetzer, która przegrała z 21-letnią Austriaczką Barbarą Schwartz.

Po pierwszym dniu US Open

Pierwszą nocną sesję na Flushing Meadows faworyci zakończyli pomyślnie. Wyjątkiem była Amanda Coetzer, która przegrała z 21-letnią Austriaczką Barbarą Schwartz.

Z powodu deszczu poniedziałkowa nocna sesja zamieniła się w tenisowy maraton. Zamiast zaplanowanych początkowo dwóch meczów na stadionie im. Arthura Asha, po siódmej wieczorem grano na Flushing Meadows na większości kortów.

Najciekawsze mecze można było obejrzeć w najbardziej odległych zakątkach tenisowego centrum. Na korcie nr 10 trzyipółgodzinną bitwę stoczyli Chilijczyk Nicolas Massu i Hiszpan Francisco Clavet. Po trzech setach i dwóch tie-breakach wygrał Massu, co nadzwyczaj głośno fetowała spora grupa jego fanów.

Była też niespodzianka. Na korcie numer sześć z turnieju odpadła Amanda Coetzer. Rozstawiona z "13-tką", reprezentantka RPA nie poradziła sobie z agresywnie grającą 21-letnią Austriaczką Barbarą Schwartz.

- Od początku wiedziałam, że moja szansa na zwycięstwo jest spora. Musiałam tylko być dość cierpliwa, by wypracować sobie optymalną pozycję do ataku - tlumaczyła Austriaczka na pomeczowej konferencji.

Jej gra mogła się podobać. Mimo porażki w pierwszym secie 1:6, regularnie atakowała przy siatce. Wygrywała również piłkami z głębi kortu. Dodatkowo pod koniec meczu wszystko zaczęło jej sprzyjać. Dwukrotnie w ważnych momentach piłka po necie spadła na stronę jej przeciwniczki, a przy prowadzeniu 30:0 w ostatnim gemie w rakiecie Coetzer pękła struna.

- Nie miałam nic do stracenia i to mi pomogło - przyznała Schwartz po meczu. Tegoroczny US Open to dopiero jej siódmy turniej po niemal dwuletniej przerwie spowodowanej ciężką kontuzją ręki. Przez ten czas leworęczna zawodniczka z Dolnej Austrii przeszła aż cztery operacje łokcia. - Teraz jest wszystko w porządku. Łokieć jest jak nowy - mówiła szczęśliwa Schwartz.

Po występach swoich reprezentantów również Amerykanie mieli się z czego cieszyć.

Odchudzona Monica Seles wygrała bardzo łatwo z Australijką Nicole Pratt, oddając jej zaledwie trzy gemy. Mimo zmiany wyglądu, jedyne co zmieniło się w grze Seles to decybele w jej okrzykach. Zwiększyły się, co jak piszą Amerykanie, wyjątkowo przeszkadza innej faworytce gospodarzy - Jenifer Capriati. - Nigdy nie umiałam z nią grać, bo drażnią mnie te jej okrzyki - powiedziała Capriati w wywiadzie dla magazynu "Inside Tennis".

W swoich meczach zwyciężyli Andre Agassi, Patrick Rafter, Marat Safin, Lindsay Davenport i Serena Williams. Ta ostatnia, w nowym żółto-granatowym stroju najpierw przegrała pierwszego seta z Niemką Ancą Barna, by potem dosłownie roznieść ją potężnymi serwisami i returnami. W całym meczu zaserwowała 11 asów i miała 39 wygrywających zagrań. Jednak na konferencji prasowej amerykańskich dziennikarzy bardziej interesowała reakcja Sereny na wypowiedź Martiny Hingis, w której Szwajcarka zarzuciła klanowi Williamsów celowe rozdmuchiwanie kwestii rasizmu w sporcie do zdobywania nowych kontraktów reklamowych.

- Nie czytałam tej wypowiedzi, ale jeżeli tak twierdzi, to jej sprawa - ucięła rozmowę młodsza Williams.

Szybka piłka Martiny Hingis

Szwajcarka Martina Hingis w meczu pierwszej rundy wielkoszlemowego turnieju tenisowego US Open (z pulą nagród 15,8 mln dol.) po raz pierwszy w karierze odnotowała serwis, który przekroczył prędkość 160 km/h.

- Takie drobiazgi zawsze cieszą. Tym bardziej, iż zdaję sobie sprawę, że nigdy nie będę serwować jak Venus Williams -

powiedziała na konferencji prasowej 20-letnia Szwajcarka. - Za to moim atutem jest zmienność w grze.

Serwis Amerykanki regularnie przekracza prędkość 180, a często także 190 km/godz.

W poniedziałek najwyżej rozstawiona Szwajcarka łatwo pokonała Amerykankę Laurę Granville, która otrzymała od organizatorów tzw. ?dziką kartę?h do turnieju głównego - 6:2, 6:0. Mecz na Arthur Ashe Stadium trwał 46 minut.

- Nie należę do osób, które wstają zbyt wcześnie. Jednak fakt, iż miałam okazję jako pierwsza w tegorocznym turnieju awansować do drugiej rundy uważam za wielki honor" - powiedziała Hingis, której mecz był zaplanowany jako pierwszy na korcie centralnym.

Od triumfu w Australian Open w 1999 roku, Szwajcarka nie wygrała żadnego turnieju wielkoszlemowego, chociaż trzy razy dochodziła w nich do finałów.

Odnotowała też dwie dotkliwe porażki, w ostatnich trzech startach, na trawiastych kortach w Wimbledonie.

Ostatnie zwycięstwo w imprezie WTA odnotowała w lutym w Dubaju i był to jej trzeci triumf w tym sezonie. Wcześniej wygrała w Sydney i Doha. Mimo to od 203 tygodni zajmuje pierwszą pozycję w rankingu WTA.

- Turnieje Wielkiego Szlema są bardzo trudne dla faworytów, ponieważ każdy jest przygotowany do startu w tych imprezach.

Wszyscy wiedzą, że po prostu trzeba grać swój najlepszy tenis - twierdzi Hingis. - Szanse na zwycięstwo ma absolutnie każdy, pod warunkiem, że tylko chce wygrać.

Z 12 przegranych w tym sezonie meczów, trzy porażki Hingis poniosła z Jennifer Capriati, w tym dwie w imprezach

wielkoszlemowych: w finale Australian Open i półfinale na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa w Paryżu.

W ostatnich tygodniach dwukrotnie - na twardych kortach w San Diego i Los Angeles - musiała uznać wyższość innej amerykańskiej tenisistki Moniki Seles.

Zresztą właśnie Amerykanki są uważane za najpoważniejsze kandydatki do zwycięstwa w US Open. Oprócz Seles i Capriati,

wymienia się także Lindsay Davenport oraz broniącą tytułu Venus Williams, która ma najwyższe notowania.

Po porażce w pierwszej rundzie Wimbledonu z Hiszpanką Virginią Ruano-Pascual Hingis zrobiła sobie pięciotygodniową przerwę od tenisa. Na korty wróciła na początku sierpnia- w San Diego i Los Angeles - a w startach na twardych kortach

odniosła 12 zwycięstw i poniosła tylko dwie porażki.

We wtorek po raz pierwszy na korty mieli wyjść Pete Sampras, Andy Roddick i Venus Williams.