Wtorek 7 lipca 2026 roku - to data hańby Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Działacze centrali światowego olimpizmu pozwolili Rosji na powrót do rywalizacji na różnych arenach. Decyzja ta spotkała się z oburzeniem Ukraińców oraz m.in. polskiego Ministerstwa Sportu i Turystyki.
Narodowy Komitet Olimpijski Ukrainy (NKOl) domaga się od władz MKOl ponownego rozpatrzenia decyzji o zniesieniu sankcji na sportowców z Rosji. Decyzja jednak zapadła i spowodowała oburzenie m.in. polskich władz.
"Stanowczo potępiam decyzję Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego o tymczasowym zniesieniu zawieszenia Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego. Konsekwentnie stoimy na stanowisku, że rosyjska agresja na Ukrainę wymaga zachowania szczególnej odpowiedzialności również w obszarze sportu międzynarodowego. Dzisiejsza decyzja MKOl nie zmienia obowiązujących rekomendacji dotyczących zakazu udziału zawodników z Rosji i Białorusi we współzawodnictwie sportowym na terenie Polski pod symbolami narodowymi" - napisał minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki.
Ukraińcy z kolei uznali, że decyzja jest "przedwczesna, bezpodstawna i podjęta bez uwzględnienia obiektywnych okoliczności, które pozostają niezmienne". Narodowy Komitet Olimpijski Ukrainy podkreślił, że podstawą decyzji MKOl było "wyłącznie ogłoszenie strony rosyjskiej o zaprzestaniu działalności na okupowanych terytoriach Ukrainy".
Protest ukraińskiej federacji spotkał się z komentarzem rzeczniczki rosyjskiego MSZ, Marii Zacharowej.
"Dopiero co kropnęli w Monako jednego ze swoich, potem zakopali w Kijowie jakąś ciotkę, na którą zrzucili odpowiedzialność za zamach terrorystyczny [więcej o tej sprawie przeczytasz TU], do natowskiego wspólnego wora [chodzi o sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego - przyp. red.] wysłali wodza [Wołodymyra Zełeńskiego - przyp. red.], żeby prosił o więcej broni - wszystkie sprawy załatwione, teraz można i za sport się zabrać" - napisała na Telegramie.