Miało być zupełnie nowe otwarcie w PKOl-u, a wyszło... Wyszedł poważny skandal związany z niewypłacalnością jednego z głównych sponsorów Komitetu. Afera Zondacrypto spowodowała wielki zamęt wokół środowiska olimpijskiego, a także stres wśród samych sportowców.
To, co stało się w związku z upadkiem Zondacrypto poważnie nadszarpnęło zaufanie do zarządzania PKOl-em przez prezesa Radosława Piesiewicza. Spore grono działaczy chciało odwołać go ze stanowiska, co jednak nie doszło do skutku. Niewielka to pociecha dla Julii Walczyk-Klimaszyk.
Polska florecistka była jedną z twarzy programu "Mamy Olimpijki". PKOl wespół z Zondacrypto miał wesprzeć te sportsmenki, które zdecydowały się na macierzyństwo. Chodziło o wypłacenie 50 tys. zł w tokenach. Julia Walczyk-Klimaszyk jest pokrzywdzoną w tej sprawie. Jako pierwszy informował o niej Mateusz Ligęza z Radia ZET.
Jak podał, sportsmenka nie tylko nie otrzymała obiecanych pieniędzy, ale też musiała odprowadzić od nich... podatek i to w wysokości 16 tysięcy złotych. - Jedyne, co dostałam, to spłata należności z tytułu podatku PIT, ale w niższym progu niż wynika z mojego oświadczenia podatkowego. Nikt się ze mną nie kontaktował i nie zaoferował pomocy. Sama zadzwoniłam i dopominałam się w swojej sprawie, a i tak zostałam pominięta przy wypłatach - skarżyła się Walczyk-Klimaszyk.
Florecistka zaczęła działać w swojej sprawie, gdy Zondacrypto jeszcze była obecna na rynku.
- Zleciliśmy przelew, jak jeszcze zarówno aplikacja, jak i strona giełdy normalnie funkcjonowały. Musieliśmy zweryfikować konto, co też trochę trwało, ale na stronie wszystko działało. Przynajmniej tak to wyglądało. Nie czekaliśmy tygodniami. Zajęliśmy się tematem pod koniec marca, a na początku kwietnia zleciliśmy przelew - relacjonuje Walczyk-Klimaszyk w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
Z czasem jednak florecistka zaczęła podejrzewać, że nie dostanie obiecanych wcześniej pieniędzy, a co gorsze zostanie obarczona podatkiem.
- Po artykułach, które pojawiły się w mediach w miniony poniedziałek, otrzymałam maila od PKOl z wykazem dokumentów, które są potrzebne do zwrotu pieniędzy z podatku. Od razu wszystko wysłałam, ale do piątku, gdy rozmawiamy, nie mam żadnej odpowiedzi - przyznała florecistka.
Polska olimpijka nie wyklucza bardziej radykalnych kroków, w tym dołączenia do pozwu przeciwko PKOl. Taki chcą bowiem wystosować m.in. polscy skoczkowie z Kacprem Tomasiakiem na czele.