Fernando Tatis jr zrobił to, co piłkarska Barcelona. Sprzedał swoje przyszłe dochody za bieżące korzyści. Jak na tym wyjdzie kataloński klub, to dopiero się okaże. Ale gwiazdor baseballa za 2 mln dol., jakie zainwestował w niego amerykański fundusz, musi teraz oddać wielokrotnie więcej. Choć przed sądem sugeruje, że była to "drapieżna pożyczka finansowa".
Baseball dla młodych chłopców z Dominikany to przepustka do sławy i bogactwa. Choć kraj liczy zaledwie 11,6 mln mieszkańców, to do USA rokrocznie wysyła dziesiątki zawodników, którzy grają tam zawodowo w baseball. W najwyższej lidze MLB gra około 100 zawodników z Dominikany i są najliczniej tam obecną narodowością poza Amerykanami.
Zawodnik jak inwestycja
O wielkiej karierze marzył też Fernando Tatis, dlatego w wieku 18 lat podpisał kontrakt z firmą Big League Advance Fund. W 2017 r. dostał 2 mln dol. w zamian za 10 proc. przyszłych dochodów jako zawodnika przez kolejnych 25 lat. Te pieniądze pozwoliły zatrudnić zawodnikowi trenera personalnego i podnieść swoje umiejętności.
Można powiedzieć, że Dominikańczyk zastosował tu dźwignię finansową, jak Barcelona, przed sprowadzeniem Roberta Lewandowskiego. Piłkarski klub z Katalonii nie mógł z powodu fatalnej sytuacji finansowej zaciągnąć kolejnej pożyczki, więc sprzedał 25 proc. swoich przychodów z praw telewizyjnych z tytułu meczów ligowych na kolejnych 25 lat funduszowi Sixth Street za 667 mln euro.
Ryzyko się opłaciło, bo dzięki utrzymaniu stabilności finansowej i pozyskaniu takich piłkarzy jak Lewandowski i Raphinha Barcelona zdobyła trzy tytuły mistrza kraju w ostatnich czterech latach.
W tym roku z tytułu dźwigni finansowej Barcelona będzie musiała oddać ok. 40 mln euro. I gdyby tak było co roku, musiałaby oddać w sumie Sixth Street niewiele ponad miliard. Jednak trzeba założyć, że dochody z praw telewizyjnych mogą raczej rosnąć niż utrzymywać się cały czas na tym samym poziomie, choćby z powodu inflacji. Wtedy suma, jaką będzie musiała spłacić Barcelona, będzie co najmniej dwa razy wyższa niż to, co zarobiła na transakcji.
Dostał dwa miliony i został gwiazdą
W przypadku Tatisa lewar też okazał się skuteczny. Baseballista został gwiazdą MLB. W 2021 roku podpisał 14-letni kontrakt z San Diego Padres na 340 mln dol. Dolę 10 proc. Dominikańczyk odpalał BLA do końca 2023 r. W 2024 r. płacić przestał, uznając, że oddał już wystarczająco dużo.
W odpowiedzi na to BLA zwróciło się do sądu arbitrażowego, aby ten nakazał spłatę Tatisowi zaległych należności. Tamta sprawa rozstrzygnęła się we wrześniu ubiegłego roku. Sąd arbitrażowy nakazał baseballiście zapłacić 3,7 mln dol. z tytułu zaległych płatności, odsetek i kosztów sądowych. Sędzia Anthony J. Carpinello nie uznał roszczeń Tatisa, że jego umowę z BLA należy traktować tak samo, jak umowę o pożyczce. Carpinello stwierdził, że zawodnik dostał 2 mln dol. bez żadnych warunków i bez żadnego zobowiązania do zwrotu kwoty, gdyby nie zrobił kariery w baseballu. Firma wzięła na siebie całe ryzyko związane z inwestycją w zawodnika.
Podobne wyroki jak w przypadku Tatisa Carpinello wydał też w przypadku Genesisa Cabrery i Jose Osuny, którzy również mieli umowy z BLA i nie chcieli płacić.
Gwiazdor przegrał w sądzie
W międzyczasie Tatis pozwał BLA do sądu w Kalifornii, oskarżając kontrahenta o wykorzystanie naiwności nastolatka, by osiągnąć niewspółmierne dochody w stosunku do poniesionych kosztów. Dodatkowo podniósł argument, że działalność, jaką prowadzi BLA, jest nielegalna w świetle stanowego prawa Kalifornii, które zakazuje drapieżnych pożyczek finansowych.
Tydzień temu zapadł też wyrok w sprawie w Kalifornii. Sędzia Judy S. Bae uznała, że nie ma podstaw, by podważyć rozstrzygnięcie w procesie arbitrażowym, nawet jeśliby zarzuty Tatisa wobec firmy BLA były zasadne. Postępowanie arbitrażowe można podważyć tylko w określonych proceduralnych okolicznościach, takich jak nielegalność umowy lub gdy arbiter przekracza swoje uprawnienia. Sędzia Bae tutaj takich okoliczności nie zauważyła.
Tatis zapowiedział odwołanie się od wyroku.