Wokół Radosława Piesiewicza od kilku tygodni zbierają się ciemne chmury. Jego odwołania domaga się wielu działaczy, a sprawą, która przelała czarę goryczy była afera wokół sponsora głównego PKOl, giełdy kryptowalut Zondacrypto.
W piątek 22 maja zebrał się zarząd PKOl. To właśnie podczas niego miało dojść do głosowania dotyczącego zwołania Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia. I wtedy właśnie pozycja prezesa Piesiewicza miała zacząć chwiać się w posadach.
Pod wnioskiem o usunięcie obecnego szefa PKOl podpisało się 80 związków, działających wokół tego ciała. To większość, bo łączna ich liczba wynosi 106. A także wystarczająca liczba do konieczności zajęcia się tym wnioskiem przez zarząd. Dlaczego? Bo jest większa niż wymagane 2/3 członków PKOl. Radosław Piesiewicz jednak nie pozwolił na zajęcie się nim, bo uznał go za niezgodny ze statutem.
- Dwukrotnie padł wniosek, ale został storpedowany przez akolitów prezesa. Powoływano się na kruczki prawne, by nie doprowadzić do głosowania. Czułem się trochę jak w 'Misiu' - nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobi. To jednak nic nie zmienia. Po prostu droga do celu będzie nieco dłuższa. Mam nadzieję, że jeszcze w czerwcu będziemy głosowali nad odwołaniem prezesa - zrelacjonował w WP Sportowych Faktach szef Polskiego Związku Sportów Saneczkowych Zdzisław Ignielewicz.
Co więc udało się "załatwić" opozycji względem prezesa Piesiewicza?
- Z pozytywnych rzeczy usłyszeliśmy, że poznamy w końcu szczegóły umowy z Zondacrypto. Co do wniosku pisemnego o zwołanie Walnego Zgromadzenia, to złożymy go dopiero w przyszłym tygodniu, gdy sprawdzimy poprawność wszystkich podpisów i wykonamy kopię wszystkich dokumentów u notariusza. Jestem naprawdę spokojny - przyznał wiceprezes PKOl Adam Konopka.