Slobodan Soro to utytułowany piłkarz wodny. Z reprezentacją Serbii dwukrotnie zdobył brązowy medal igrzysk olimpijskich, odnosił też sukcesy na mistrzostwach świata (złoto i srebro) oraz Europy (2x złoto, srebro, brąz). 29 kwietnia Soro został prezesem Serbskiego Związku Waterpolo.
I początek jego kadencji jest naprawdę wybuchowy. Zaczęło się od tego, że Soro stwierdził, że selekcjoner Uros Stevanović będzie musiał wybrać pomiędzy pracą w klubie a w reprezentacji (do tej pory łączył te funkcje). Krótko potem, Soro udzielił wywiadu telewizji, w którym powiedział, że złoty medal mistrzostw Europy ze stycznia był "bardziej efektem chwilowej inspiracji niż dowodem jakości".
A warto przypomnieć, że Serbowie są w światowej czołówce od lat. Igrzyska olimpijskie wygrali trzy razy z rzędu. Tegoroczny triumf w mistrzostwach Europy był jednak pierwszym sukcesem na tej imprezie od 2018 roku. W dodatku złote medale udało się zdobyć w Belgradzie.
Nie minął tydzień, odkąd Soro został szefem federacji i Uros Stevanović podał się do dymisji. W oświadczeniu szkoleniowiec stwierdził, że wizja jego oraz nowych rządzących znacząco się różni i nie chce, żeby wynikły z tego większe niesnaski w zespole.
Tylko że drużyna narodowa postanowiła się sprzeciwić. W czwartek 7 maja 11 zawodników serbskiej drużyny narodowej ogłosiło, że nie zamierza grać w kadrze, dopóki prezesem federacji będzie Soro. Wśród nich znalazł się kapitan drużyny Nikola Jaksic. Piłkarze opublikowali wspólne oświadczenie.
"Jako wieloletni członkowie drużyny narodowej, obecni mistrzowie Europy i trzykrotni mistrzowie olimpijscy, czujemy się zobowiązani zabrać głos nt. tego, co się dzieje w federacji. Wierzymy, że prezes związku Slobodan Soro próbuje umniejszyć i zdyskredytować nasze osiągnięcia, które nie są wynikiem chwilowej inspiracji, ale lat pracy, poświęcenia i jedności" - zaczynają.
Zawodnicy oskarżają też Soro o niesportowe zachowanie, gdy ten był związany z klubem VK Novi Belgrad.
"Uniemożliwiano treningi, pozbywano się zawodników z klubu i odmawiano im gry dla drużyny narodowej. Wierzymy, że takie działania bezpośrednio uderzały w drużynę narodową i jej jedność" - podkreślili.
"Po licznych rozmowach i długich rozważaniach, jednogłośnie postanowiliśmy zrezygnować z dalszej gry dla reprezentacji, tak długo, jak Slobodan Soro i jego ludzie szefują federacji" - ogłosili.
Piłkarze zdecydowali się więc na opcję atomową. Albo oni, albo prezes federacji. Zapewne w ciągu kilku najbliższych dni okaże się, kto wyjdzie zwycięsko z tej wojny. Serbskie media nazywają to w swoich materiałach jednym z największych skandali w historii krajowego sportu.