To jedna z większych afer w polskim sporcie ostatnich lat. Za skandaliczne ocenia się sam fakt podpisania umowy ze wspomnianą giełdą kryptowalut. Po tym, jak Zondacrypto okazała się nierzetelnym i mocno podejrzanym partnerem na prezesa PKOl posypały się gromy.
Co najgorsze, na należne wypłaty w tokenach Zondacrypto nadal czekają medaliści olimpijscy z Mediolanu i Cortiny, a więc Kacper Tomasiak, Paweł Wąsek i Władimir Semirunnij. Problemy głównego sponsora PKOl każą przypuszczać, że nagrody dla sportowców o łącznej wartości 950 tys. zł nie zostaną wypłacone.
I właśnie ten fakt, a także sam sposób pełnienia urzędu przez prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego są przedmiotem krytyki, jaka spada na barki Radosława Piesiewicza. Liczni działacze nawołują go wprost do dymisji. Ten jednak ani myśli ustępować ze stanowiska.
"Nie ma czegoś takiego jak wstyd czy moralność u pana Radka" - napisał w portalu X Marcin Gortat.
Były gracz NBA od dłuższego czasu obserwuje działalność Radosława Piesiewicza. Ten bowiem w latach 2018-24 zarządzał Polskim Związkiem Koszykówki (PZKosz). I już wówczas wokół niego pojawiły się kontrowersje. Piesiewicz potem odszedł do PKOl.
Sprawa jego odwołania nie jest prosta. By to zrobić, potrzeba 40 głosów zarządu PKOl, a tylu w tej chwili nie ma. Piesiewicz więc zapewne do końca swojej kadencji pozostanie twarzą polskiego olimpizmu. Jego rządy mają potrwać do 2027 roku, albo... dłużej.
"Dotarliśmy do projektu zmiany statutu PKOl - ten nowy może uszczuplić organy zarządzające, pomóc w bardziej autonomicznym zarządzaniu oraz przedłużyć olimpijską przygodę prezesa do listopada 2028 roku, by zrównać ją z rokiem olimpijskim" - napisał na łamach Sport.pl dziennikarz Kacper Sosnowski.
"Neon Zondacrypto wreszcie znika z siedziby Centrum Olimpijskiego PKOl. Wstyd, niesmak i Radosław Piesiewicz jednak pozostają, chociaż mam nadzieję, że już nie na długo. Niektórzy mówią, że 'co się zobaczyło, już się nie odzobaczy'" - napisał z kolei na X czterokrotny mistrz olimpijski Robert Korzeniowski.