Mariaż Polskiego Komitetu Olimpijskiego z firmą Zondacrypto jest jedną z największych afer, które dotknęły polski sport. Radosław Piesiewicz podpisał umowę z giełdą kryptowalut nie informując o tym zarządu PKOl-u, a na siedzibie Komitetu pojawił się neon promujący spółkę. Sponsor jednak okazał się nierzetelny, a wielu działaczy jasno stwierdza, że działanie Piesiewicza naraziło PKOl na wielkie straty finansowe i wizerunkowe.
W końcu neon sponsora zniknął z siedziby PKOl-u. Krótko na Twitterze skomentował to Robert Korzeniowski. "Wstyd, niesmak i Radosław Piesiewicz jednak pozostają, chociaż mam nadzieję, że już nie na długo. Niektórzy mówią, że 'co się zobaczyło, już się nie odzobaczy" - napisał na Twitterze czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie sportowym.
Teraz Korzeniowski dla Interii Sport rozwinął swoją myśl. - To jeszcze nie jest koniec historii, bo to tylko symboliczne zgaśnięcie czegoś, co nigdy nie powinno było się pojawić. (...) Afera zondacrypto jest tylko bardzo wyraźnym i zrozumiałym dla wszystkich elementem powodującym konieczność refleksji nad tym, dokąd zmierza PKOl. I mam nadzieję, że wkrótce dojdzie do tego, że tak jak zgasł neon, tak samo pan Piesiewicz zgasi światło za sobą i koniec - stwierdził.
Zobacz też: Rosjanka przejmuje władzę w światowej federacji. W Moskwie konsternacja
Zdaniem mistrza, wybór Piesiewicza na prezesa PKOl-u był tragedią. - Taka postać, jak Radosław Piesiewicz, nigdy nie powinna się nawet zbliżyć do tego budynku. Może zwiedzając Muzeum Sportu, bo przydałoby się, żeby czegoś o sporcie się dowiedział. Żeby wiedział z czego ten sport wyrasta, jakie tam są postaci i co ruch olimpijski sobą reprezentuje - uważa.
Korzeniowski dobitnie opisał obecną sytuację w Komitecie. - Jeżeli ktoś jeszcze miał wątpliwości, to myślę, że w tym momencie nie ma żadnych, iż szambo wybiło. Nie można mówić, że tu gotuje się zupa pomidorowa naszej babci. Zupę pomidorową każdy lubi, a jaki mamy stosunek do szamba wiemy, prawda? Krótko mówiąc, nie ma co udawać. Teraz nagle nie będzie cudownego odbudowania zaufania, dopóki go sobie sami nie posprzątamy - powiedział wybitny polski chodziarz.
Robert Korzeniowski należy do grona przeciwników Radosława Piesiewicza i choć opozycja ma w zarządzie PKOl-u większość, jest ona niewystarczająca do odwołania prezesa. Piesiewicz do utrzymania władzy potrzebuje zaledwie 21 z 60 głosów, a może liczyć na poparcie 28 działaczy.