W październiku doszło do sytuacji bez precedensu. Radosław Piesiewicz podpisał umowę sponsorską z giełdą kryptowalut Zondacrypto, obiecując przy tym wysokie nagrody olimpijczykom za podium podczas tegorocznych zimowych igrzysk. Prezes PKOl obiecywał, że po raz pierwszy w dziejach premie otrzymają także sportowcy z miejsc 4-8, a sponsor przyzna je w tokenach.
W ostatnim czasie Piesiewicz jest pod ostrzałem, co nie może dziwić. Zondacrypto przestała działać, a sportowcy mieli prawo się zdenerwować.
W piątek na stadionie PGE Narodowym w Warszawie odbyło się specjalne spotkanie ministra sportu Jakuba Rutnickiego z szefami związków sportowych. Dotyczyło ono rzecz jasna kryzysowej sytuacji, w jakiej znalazł się PKOl. Robert Korzeniowski, czterokrotny mistrz olimpijski, przekazał przed kamerami, że wszyscy zgromadzeni proszą o to, by Piesiewicz podał się do dymisji.
- Padło pytanie czy ktoś jest przeciwny i nie było ani jednego głosu sprzeciwu - mówił później w rozmowie z portalem Sport.pl Leszek Blanik, członek zarządu PKOl.
Piesiewicz został zapytany o całą sytuację w rozmowie z Telewizją Republika. - Żałuję, że jak pan minister zapraszał wszystkich na to spotkanie, nie zaprosił mnie, czyli osoby najbardziej zainteresowanej - podkreślił.
Prezes PKOl wymienił kluby, które miały umowy sponsorskie z Zondacrypto. To choćby ekipy z Włoch - Atalanta i Juventus, ale także te z naszego podwórka - Raków Częstochowa, GKS Katowice, Lechia Gdańsk, Wieczysta Kraków. Piesiewicz później postawił warunek dotyczący dymisji.
- Jeżeli pan minister Rutnicki namówi wszystkich prezesów tych klubów, które wymieniłem, łącznie z prezesem Atalanty i Juventusu i oni podadzą się do dymisji, to wtedy ja się zastanowię, czy też podać się do dymisji - podkreślił.
Jak widać, Piesiewicz najprawdopodobniej sam nie odejdzie ze stanowiska. Sportowcy z miejsc 4-8 ostatecznie spieniężyli swoje tokeny, ale pozostaje pytanie, co będzie z medalistami olimpijskimi. Na razie na pieniądze czeka choćby Kacper Tomasiak.