Radosław Piesiewicz musi zostać wyrzucony z PKOl. Natychmiast

Radosław Leniarski
Polski Komitet Olimpijski nigdy nie był w większym kryzysie - spowodował go jeden człowiek-demolka, Radosław Piesiewicz. PKOl powinien się od niego uwolnić.
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Szokujące słowa premiera Donalda Tuska, wygłoszone w piątek w Sejmie, brzmiały: "U źródeł sukcesu finansowego tej firmy [Zondacrypto] stoją nie tylko rosyjskie pieniądze powiązane z tak zwaną bratwą, czyli jedną z najważniejszych grup mafijnych w Rosji, ale także ze służbami rosyjskimi".

Zobacz wideo Kontrowersje wokół zarobków Piesiewicza. "Jego pensja jeździła jak winda w Pałacu Kultury"

Wstrząsające oskarżenie o związkach sponsora generalnego PKOl z rosyjską mafią nie zostały wypowiedziane na imieninach cioci Krysi przez Felka Zdankiewicza, ale w Sejmie przez prezesa Rady Ministrów RP, w obliczu kryzysu, który może dotknąć 30 tys. osób, w tym olimpijczyków. Są to osoby, które zawierzyły Zondacrypto, również dzięki PKOl, bo nobilitował podejrzaną giełdę kryptowalut, uczynił ją godną zaufania, bo komitet miał do niedawna wartościowy wizerunek: kto jest z nim, jest wiarygodny, uczciwy, sprawdzony. Ten wizerunek został zaprzepaszczony, już go nie ma. Jest w najlepszym razie memem: siedzibą PKOl o nazwie Zondacrypto Centrum Olimpijskie im Jana Pawła II.

Już latem zeszłego roku

Tymczasem już pierwsza, powierzchowna kwerenda, wykonana w dniu podpisania umowy z Zondacrypto 22 października 2025 r., mogłaby ukazać grozę sytuacji: Sylwester Suszek, szef giełdy Bitbay, poprzedniczki Zondacrypto – jednocześnie poprzednik Przemysława Krala na stanowisku prezesa – zaginął bez wieści wkrótce po materiale TVN o jego związkach z mafią na Śląsku. Sam premier mówił w piątek w Sejmie (ponownie, bo wspominał o tym również wcześniej), że prawdopodobnie nie żyje. Kral z kolei unikał wizyt w Polsce. Według eksperta od rynku finansowego Macieja Samcika już latem zeszłego roku – a więc miesiące przed podpisaniem umowy PKOl z Zondacrypto - można było podejrzewać, że firma ta nie ma wystarczającego kapitału, czytaj: prosi się o wielki krach.

Dziś kilkoro olimpijczyków – w tym trzykrotny medalista olimpijski w Mediolanie Kacper Tomasiak i Damian Żurek, panczenista dwukrotnie czwarty - wciąż ufa, że otrzyma od sponsora generalnego MKOl obiecane  nagrody. Wiadomo, że Żurkowi, który szczegółowo o tym mówił, sponsor winny jest ok. 100 tys. zł, po zleceniu wymiany tokenów, czyli nagrody od Zondacrypto za wyniki na igrzyskach.

Obiecano mu wymianę w końcu kwietnia, ale nie wiadomo, czy giełda dotrwa do tego momentu. W piątek minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował o wszczęciu postępowania karnego ws. giełdy Zondacrypto, na podstawie artykułów kodeksu karnego mówiących o oszustwie i praniu brudnych pieniędzy. W niedzielę wieczorem w Estonii podała się do dymisji cała rada nadzorcza firmy-matki zondacrypto - BB Trade Estonia OÜ.

A w poniedziałek Piesiewicz powiedział na specjalnie zwołanym briefingu dla mediów, że nie ma formalno-prawnych podstaw do tego, żeby PKOl zerwał umowę z Zondacrypto, bo sponsor wywiązuje się ze zobowiązań wobec komitetu i zawodników - dostali przecież obiecane tokeny.

Premier użył słowa "bratwa". Jest to rosyjski odpowiednik mafii. Dodał, że chodzi o "jedną z najważniejszych grup mafijnych". To wskazuje na mafię sołncewską. Bo, gdy w Rosji mówi się bratwa, na ogół chodzi o Bratwę z wielkiej litery, o mafię z przedmieścia Moskwy, z Sołncewa. Mafia ta współpracowała ze skorumpowanymi funkcjonariuszami rosyjskiego MSW, KGB i FSB. Jest na to aż nadto dowodów. Aż nadto jest też poszlak wskazujących, że służby rosyjskie poprzez sołncewską mafię mieszają w Polsce – stąd słowa premiera Tuska o "scenariuszu pisanym cyrylicą", gdy wyjaśniano aferę podsłuchową.

Mało tego, na początku grudnia 2025 r., po pierwszym zawetowaniu rządowej ustawy o regulacji rynku kryptowalut przez prezydenta Karola Nawrockiego (i tuż przed próbą odrzucenia weta przez Sejm), rząd przekazał posłom wszystkie informacje, jakie zostały zebrane przez polskie służby o podejrzanych związkach Zondacrypto. Można się spodziewać – choć w tej części posiedzenie Sejmu było niejawne – że koledzy i przyjaciele Piesiewicza z PiS mieli pełną wiedzę o grozie sytuacji. 

Mogli go ostrzec. Bo za wejście do PKOl giełdy kryptowalut o (jak to ujął prezes Rady Ministrów) mafijnych związkach i inspiracjach służb specjalnych Kremla, odpowiada Piesiewicz. Jego pierwsze słowa w dniu podpisania umowy PKOl z Zondacrypto brzmiały: - Zondacrypto i Polski Komitet Olimpijski po prostu pasują do siebie
Piesiewicz na poniedziałkowym briefingu powiedział, że tuż przed podpisaniem umowy wysłał pismo do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego z ogólnymi pytaniami dotyczącymi współpracy międzynarodowej, nie wspominając przy tym nazwy sponsora ani tego, że zajmuje się kryptowalutami. Kilka godzin później rzecznik służb specjalnych opublikował na platformie X enigmatyczne pismo od PKOl i dodał, że próby skontaktowania się funkcjonariusza ABW z wyznaczonym przez Piesiewicza pracownikiem komitetu były nieskuteczne.

Protesty zarządu PKOl

O piśmie do ABW nie wiedziało co najmniej 15 członków zarządu PKOl i sześciu wiceprezesów komitetu, bo byli zaszokowani, gdy dowiedzieli się, że ich prezes jest w Monako i podpisuje umowę z giełdą kryptowalut. Nikt z nimi jej nie konsultował. Przy czym w takich poważnych sprawach nie chodzi o to, że być może Radzio powiedział Mietkowi, że szykuje niezły deal, ale o formalną ocenę przez zarząd kluczowej decyzji dotyczącej szacownej instytucji, która 100 lat pracowała na swój wizerunek.

Można podejrzewać, dlaczego tak się stało: z powodu wszechpotężnej w naszym kraju polityzacji wszystkiego, co się rusza, i z powodu skrajnej polaryzacji opinii w kraju – Piesiewicz na tych obydwu falach pędził z ogromną prędkością w kierunku ściany, z którą teraz się zderzył, niestety wraz z PKOl.

Pamiętajmy wprowadzenie przez niego polityki w najgorszym wydaniu. Wybrano go na szefa PKOl, bo obiecał działaczom rzekę pieniędzy ze spółek skarbu państwa, kontrolowanych wówczas przez Jacka Sasina, przyjaciela-wicepremiera w rządzie PiS-u, któremu Piesiewicz kiedyś udzielił pożyczki. Już wtedy prezesa za to krytykowano i ostrzegano, że to droga na zatracenia – w tym ostrzegał niżej podpisany.

Owszem, na początku działalności Piesiewicza budżet PKOl gwałtownie wzrósł. Dzięki jego znajomościom z prominentnymi działaczami PiS spółki skarbu państwa, kontrolowane przez Sasina, nagle zapałały miłością do olimpizmu. Nawet PKP Cargo, które wkrótce musiało zwalniać tysiące pracowników.

Ale potem korkociąg konfliktów i kłopotów PKOl, sprowokowanych upolitycznieniem przez jego prezesa olimpijskiego sportu, przyspieszał. Zmieniła się władza i to, co było oczywiste (ale nie dla prezesa), ziściło się: polityczne zaangażowanie Piesiewicza wbrew interesowi PKOl stało się jego wielkim obciążeniem.

Piesiewicz skonfliktował PKOl z obecnym rządem Koalicji 15 Października na skalę, jakiej wcześniej w swoich kontaktach z rządzącymi komitet nie doświadczył. Piesiewicz skłócił się też z dużą częścią własnego zarządu, a jednego z wiceprezesów w sposób upokarzający wyprowadził z jego gabinetu. Skłócił się z największą gwiazdą zarządu – Adamem Małyszem. Skłócił się z wielkim sponsorem PKOl -  Polkomtelem i ze sprzyjającą PKOl-owi telewizją Polsat.

Przez pieniactwo i ciągłą demolkę uskutecznianą przez Piesiewicza, PKOl zaczął mieć gigantyczne kłopoty finansowe.

Na co liczą sprzymierzeńcy Piesiewicza

Wciąż są w komitecie osoby sprzyjające Piesiewiczowi wbrew faktom, wbrew sytuacji, wbrew klęsce, wbrew interesom PKOl, wbrew rozsądkowi, a także zwykłej przyzwoitości. Jednak struktura komitetu, specyfika demokracji sportowej powoduje, że bardzo trudno usunąć prezesa ze stanowiska, jeśli ma sprzymierzeńców. Nie wiadomo, na co jego sojusznicy liczą – być może na to, że pomoże prezydent Karol Nawrocki, znany miłośnik Zondacrypto, korzystający na sponsorskim entuzjazmie giełdy, skądinąd słusznym. Sponsorowani – prawicowe konwentykle, fundacje, założone przez prawicowych polityków - zablokowali przecież ustawę o regulacji rynku kryptowalutowego. Dzięki temu Zondacrypto funkcjonuje poza Komisją Nadzoru Finansowego i poza MiCA, czyli przepisom Unii Europejskiej.

Być może liczą na zmianę podczas przyszłorocznych wyborów parlamentarnych, choć walące się na łeb i szyję sondaże PiS nie powinny ich optymistycznie nastrajać. To głupie myślenie i marsz w kierunku przepaści.

Powinni być jak najdalej od krajowej polityki, od politycznych rozgrywek, bo na tym sport tylko traci. Powinni uwolnić sport od polityki, uwalniając PKOl od Piesiewicza i od jego nachalnego politykierstwa.

Radosław Leniarski
Więcej o: