Historia napisała się na naszych oczach. Tak Polak zagrał z legendą

Antoni Kowalski bardzo dobrze spisał się w swoim debiucie na mistrzostwach świata w snookerze. Polak podjął walkę z trzykrotnym mistrzem świata - Markiem Williamsem, ale ostatecznie przegrał 4:10. Zebrał jednak sporo pochwał i braw za swoją postawę.
Antoni Kowalski
Screen Eurosport

Antoni Kowalski (69. w rankingu światowym) zaliczył debiut na mistrzostwach świata w snookerze. Został też pierwszym Polakiem, który awansował do turnieju głównego MŚ. 22-letni Kowalski w swoim pierwszym historycznym pojedynku walczył z trzykrotnym mistrzem świata, 51-letnim Markiem Williamsem (6. w rankingu światowym). Po pierwszej sesji, rozegranej w sobotę Polak przegrywał 3:6, ale i tak zebrał sporo pochwał.

Zobacz wideo CAŁA PRAWDA o współpracy z IGĄ ŚWIĄTEK. KONIEC DOMYSŁÓW

Historia napisała się na naszych oczach. Tak Antoni Kowalski zagrał z legendą

Zawodnicy wrócili do gry w niedzielę po godz. 20. - Jest możliwe, by Kowalski wygrał ten mecz. Oczywiście musi się wnieść na wyżyny i pomóc musi też trochę Williams. Potrzebny jest też uśmiech fortuny, wsparcie kibiców - mówił komentator Eurosportu. 

Kowalski rozpoczął drugą serię świetnie od wbicia trudnej, długiej bili czerwonej. 

"Fantastyczne zagranie", "Ależ zagranie, przecież to było potwornie trudne" - dodawali potem komentatorzy w 10. frejmie. Potem obaj zawodnicy popełnili sporo błędów. Mniej zrobił ich Kowalski i to on po 34 minutach cieszył się z wygrania frejma. 

Walijczyk świetnie odpowiedział. Wygrał trzy frejmy z rzędu, wykorzystując kilka błędów Kowalskiego.

- Pierwsza taka dziś oznaka frustracji Kowalskiego, bo wcześniej w takich sytuacjach trafiał. Szkoda, że zawodnik z Zielonej Góry po wygranym frejmie nie wykorzystał niektórych szans - dodawał komentator Eurosportu, gdy Polak nie trafił w niezłej sytuacji w 13. frejmie. 

W 14. frejmie Kowalski był o krok od wygrania swojego piątego frejma, ale zabrakło mu wbicia tylko ostatniej bili na stole - czarnej. Zrobił to Williams i wygrał mecz 10:4. Kowalski zebrał jednak od publiczności sporo braw, bo spisał się naprawdę dobrze w starciu z tak utytułowanym rywalem. Komentatorzy po meczu, m.in. były świetny brytyjski snookerzysta Jimmy White, mówili, że Polak nie zasłużył na taką porażkę, bo grał lepiej, niż pokazał to wynik. 

- Jestem zadowolony z występu. Mogłem zagrać jeszcze lepiej, ale zabrakło mi dziś prądu. Byłem bardzo zmęczony po kwalifikacjach i nie miałem aż takiej energii, jaką powinienem. I tak jednak jestem dumny, że awansowałem do turnieju głównego. W przyszłym sezonie będę już zawodowym snookerzystą i nie mogę doczekać się kolejnych zawodów. Nic tutaj mnie nie zaskoczyło i nie mogę się doczekać, aż wrócę do Sheffield - przyznał Kowalski. 

- Wynik 10:4 nie oddaje tego, jak rywal dobrze grał. Mógł być spokojnie wynik 10:7 dla mnie. Na pewno rywal nauczy się sporo i wróci za rok mocniejszy. Polak zebrał sporo doświadczenia, może minimalnie brakowało mu doświadczenia, nawet przy ostatniej czarnej, którą mu wystawił. Nie powinien tak zagrać. To są tego typu minimalne błędy zawodnika, któremu brakuje właśnie doświadczenia. Gdyby wygrał frejma na 5:9, a potem np. jeszcze dwa kolejne, to na pewno by wywarł na mnie trochę presji - dodał Mark Williams. 

Zobacz także: Piłkarze bronią męskości. Feministki protestują, władze reagują. "Krok wstecz"

Przeciwnikiem Williamsa w 1/8 finału będzie Barry Hawkins (Anglia, 11. w rankingu światowym), który pokonał 10:4 Matthew Stevensa (Walia, 48. w rankingu światowym). 

I runda mistrzostw świata w snookerze: Mark Williams - Antoni Kowalski 10:4

Więcej o: