Może przejść do historii! Ależ wyczyn Polaka

To był mecz przez duże "M", a w roli głównej wystąpił Polak Antoni Kowalski. Snookerzysta z Zielonej Góry w trzeciej rundzie kwalifikacji do mistrzostw świata mierzył się z faworyzowanym Anglikiem Joe O'Connorem i po pierwszej sesji wydawało się, że bez problemu przypieczętuje awans. Wieczorna kontynuacja jednak przyniosła wiele zwrotów akcji, gdyż 28. zawodnik światowego rankingu doprowadził do wyrównania.
Antoni Kowalski
screen

W Sheffield nie ma już 15-letniego Michała Szubarczyka, który pożegnał się z kwalifikacjami do snookerowych mistrzostw świata na etapie trzeciej rundy. Do tego etapu dotarł jednak inny z reprezentantów Polski - Antoni Kowalski. Zielonogórzanin mierzył się z Joe O'Connorem i, mówiąc wprost, faworytem zdecydowanie nie był.

Zobacz wideo Jan Urban zostaje! Wilkowicz: Jego drużyna dała nam tak wiele radości

Piekielnie długa walka Polaka o MŚ. Może przejść do historii

Mecz ten był dla Kowalskiego czymś w rodzaju walki o "być albo nie być". Nie tylko jeśli chodzi o mistrzostwa świata, ale także o obronę swojej profesjonalnej karty w World Tourze, w którym funkcjonuje od dwóch lat. Do tego potrzebował co najmniej dwóch wygranych, czyli awansu do fazy głównej.

Po rozbiciu Connora Benzeya 10:1 w drugiej rundzie, przed Polakiem stało trudniejsze zadanie. O'Connor nie tylko jest wyżej notowany w światowym rankingu, ale także bardziej wyważonym od 22-latka z Zielonej Góry. Kowalski jednak podszedł do stołu pewny siebie i popisowo wbijał kolejne bile do kieszeni.

W pierwszym frejmie mimo rozpoczęcia gry przez Anglika dwoma wbiciami, Polak popisał się brejkiem na poziomie 124 punktów. Kowalskiemu udało się przejąć stół i wyczyścić go, choć nie wbił ostatniej czarnej bili.

Mimo prowadzenia, O'Connor szybko doprowadził do wyrównania, korzystając z pomyłek 22-letniego rywala. Tych w przedpołudniowej sesji Kowalski nie popełniał zbyt wielu. Trzy kolejne frejmy padły jego łupem, a nowością w grze Polaka była mniejsza skłonność do podejmowania niepotrzebnego ryzyka.

Tuż przed przerwą w rywalizacji 22-latek pokusił się o wbicie brejka maksymalnego, ale biała wpadła za różową, co poskutkowało odnotowaniem faulu. Mimo to Kowalski prowadził 7:2 i potrzebował już tylko trzech wygranych frejmów, by przypieczętować awans.

O 20:00 obaj panowie wrócili do stołu, ale O'Connor nie zamierzał składać broni. Polak był bliski podwyższenia na 8:2, ale to Anglik wbił ostatnią bilę w pierwszym frejmie wieczornej sesji, a następnie wygrał dość wysoko dwie kolejne partie (88:0, 85:0).

Kowalski musiał drżeć o wynik i choć odrobił połowę strat przed przerwą, to ponownie musiał uznać wyższość 30-letniego rywala. O'Connor złapał kontakt z Polakiem, doprowadzając do wyniku 7:6. W końcu seria Anglika została przerwana dzięki 66-punktowemu brejkowi Kowalskiego. Zielonogórzanin poradził sobie z pułapkami zastawianymi przez przeciwnika - szczególnie tymi na żółtej bili. Drugi faul angielskiego snookerzysty pozwolił mu odskoczyć na 8:6.

O'Connor nie dawał za wygraną, a Kowalski popełniał błędy. Po nieudanej próbie na czerwonej zostawił rywalowi otwarty stół, a ten wbił 107-punktowego brejka. Kolejny frejm przyniósł remis, gdyż Polak popełnił błąd na żółtej. Piekielnie długa walka o czwartą rundę, nazywaną "Judgement Day" (ang. Dzień Sądu - red.), zdawała się nie mieć końca.

Na szczęście Kowalski wykorzystał swoją okazję w 17. frejmie, wbijając wygrywającego brejka. Po chwili cieszył się z wygranej 10:8, choć łatwo nie było. W ostatniej fazie kwalifikacji zagra z Jamiem Jonesem, który do tej pory ograł Vladislava Gradinariego 10:3. W tym roku przegrał m.in. z Michałem Szubarczykiem.

Spotkanie Antoniego Kowalskiego z kolejnym z Anglików zaplanowano na wtorek 14 kwietnia. Stawką meczu będą pierwsze w historii polskiego snookera finały MŚ w legendarnym Crucible Theatre, a także przedłużenie karty profesjonalnej dla naszego reprezentanta.

Zobacz też: Koniec sezonu genialnego 15-latka z Polski. Czeka go egzamin ósmoklasisty

Więcej o: