Tanisija Onofrijczuk to ukraińska gimnastyczka artystyczna, o której głośniej było już w zeszłym roku, gdy po wygraniu zawodów Pucharu Świata w gimnastyce artystycznej w Baku weszła na podium tylko na hymn swojego kraju, po czym od razu je opuściła, gdyż obok niej były zawodniczki z Rosji oraz Białorusi (pierwsza z nich startowała w barwach Cypru, druga jako neutralna). Teraz Ukrainka znów znalazła się w centrum uwagi, w dużej mierze ze względu na zachowanie rywalki.
Zachowanie Ilterjakow to oczywiste złamanie regulaminu dotyczącego dekoracji. O tym, że takiej postawy Rosjan po ich przywróceniu do międzynarodowej rywalizacji można było się spodziewać, przekonuje Leszek Blanik, prezes Polskiego Związku Gimnastyki.
- Międzynarodowa federacja tak jednak chciała. Kraje afrykańskie i azjatyckie przeważają w niej nad Europą pod względem głosów. Zresztą europejska też niedawno to zrobiła. Zostaliśmy przegłosowani - wyjaśnił w rozmowie z Interią Sport.
Polacy stanowczo sprzeciwiali się jakiemukolwiek powrotowi Rosjan i Białorusinów. - Wraz z federacją niemiecką wystąpiliśmy na kongresie w Pradze z odrębnym stanowiskiem, jeśli chodzi o dopuszczenie neutralnych sportowców. Przecież o to w tym wszystkim chodzi, żeby się wciskać i przepychać, a potem demonstrować własne poglądy - stwierdził Blanik.
Sprawdź także: Historyczny sukces Polaków na MŚ! Niemcy rozbici. "To wspaniałe uczucie"
Dwukrotny medalista olimpijski (złoto w Pekinie, brąz w Sydney) patrzy na sprawę dosyć pesymistycznie. - To przykra sprawa. Tylko czekać, aż będą się odwracać od polskiej flagi. Zbadamy tę sprawę i ewentualnie podejmiemy dalsze kroki jako związek - powiedział.
Podczas zawodów Pucharu Świata w Sofii startowała jedna reprezentantka Polski. Liliana Lewińska, bo o niej mowa, w żadnej konkurencji nie awansowała do finałowej ósemki. W wieloboju zajęła 12. miejsce.