W Mediolanie i Cortinie rosyjscy sportowcy ze łzami wzruszenia śpiewają hymn na paralimpijskim podium. I teraz wyobraźmy sobie, że MKOl - powołując się na odrębność polityki i sportu oraz olimpijską misję pokoju - nie odwołał igrzysk w grudniu 1939 r., dokładnie wtedy, gdy Einsatzgruppen i NKWD realizowały w swoich strefach okupacyjnych Intelligenzaktion i na różne sposoby masakrowały polskich cywilów.
Rosyjski hymn na zimowej paralimpiadzie we Włoszech wybrzmiał już czterokrotnie. Głosami krajów dalekich od wojny, którą Rosja rozpętała w Ukrainie, Międzynarodowy Komitet Paralimpijski zdecydował, że Rosjanie mogą startować w igrzyskach sportowców niepełnosprawnych na galowo: w barwach narodowych, z imperialnym godłem na piersi oraz hymnem w razie zwycięstwa.
Warwara Woronczyszyna ze łzami wzruszenia śpiewała "Rosja to nasze święte mocarstwo" na podium paraigrzysk jako pierwsza Rosjanka od ponad 12 lat, bo po raz ostatni hymn zabrzmiał na paraigrzyskach w 2014 r. w Soczi.
Ktoś powie: "Zaraz, zaraz, to tak długo Rosjanie byli wyrzutkami?"
Byli. Wywalono ich z hukiem w sierpniu 2016 r., tylko że początkowo nie z powodu inwazji i zbrodni wojennych (to później), ale z powodu oszustw. W Soczi niepełnosprawni sportowcy zdobyli 21 medali. Ich próbki moczu wyczyścili państwowi chemicy z pomocą funkcjonariuszy Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). Ile trzeba mieć w sobie obłudy, żeby oszukiwać niepełnosprawnego rywala i wygłaszać górnolotne słowa o równości w sporcie?
Za Rosją w decydującym głosowaniu o powrocie na paralimpiadę ujęły się głównie kraje Afryki, Ameryki Płd. i Azji. Nie tylko daleko za granicą, ale nawet w Polsce słychać głosy, że wykluczenie reprezentacji nie jest właściwą drogą, bo polityka musi pozostać oddzielona od sportu. Przecież Niemcy po II wojnie światowej wrócili do sportu – mówią sojusznicy Rosji w tej sprawie, choć porównywanie jej do nazistów nie leży w interesie Kremla.
Tak jest, Niemcy wystartowali po raz pierwszy po wojnie na igrzyskach w 1952 r. Najpierw jednak tamta wojna się skończyła, zbrodniarze wojenni zostali osądzeni, państwo i jej hitlerowscy funkcjonariusze ukarani. Żałujemy, że ten proces nie był idealny, jednak główni przestępcy zostali powieszeni, zmarli w więzieniu po dożywotnich wyrokach, przesiedzieli w nich wiele lat, a państwo przyznało się do winy i zapłaciło kontrybucje.
Nie mam nic przeciwko powrotowi Rosjan do sportu, do igrzysk, do paraigrzysk, do śpiewania hymnu, a nawet do obnoszenia się z imperialnym godłem – pod warunkiem, że między Rosją a Ukrainą zostanie zawarty pokój, zbrodniarzy wojennych osądzą międzynarodowe trybunały, a Kreml zapłaci za zniszczenie sąsiedniego kraju. Do tego jeszcze daleko - agresja na Ukrainę trwa, arcyłotrzy są na wolności, satrapia Putina żyje i rani.
Podobne opinie, racjonalizujące powrót Rosji do świata normalnych wartości, są niepojęte w Polsce, a jednak je wyraźnie słychać. Przeprowadźmy pewną analogię. Wiecie, że w 1940 r. igrzyska olimpijskie miały się odbyć w Tokio? Wojna Japonii z Chinami spowodowała jednak, że MKOl wskazał zastępczego gospodarza - stolicę Finlandii, Helsinki. W grudniu 1939 r. ostatecznie odwołano igrzyska, m.in. z powodu napaści Niemców, a potem ZSRR, na Polskę i ze względu na wojnę zimową Związku Sowieckiego z Finlandią.
Wyobraźmy sobie, że MKOl - powołując się na odrębność polityki i sportu oraz olimpijską misję pokoju - nie odwołał igrzysk w grudniu 1939 r., dokładnie wtedy, gdy Einsatzgruppen i NKWD realizowały w swoich strefach okupacyjnych Intelligenzaktion i na różne sposoby masakrowały polskich cywilów. Następnie wyobraźmy sobie, że Hitler dogaduje się, w imię utrzymania pokoju, z Francją i Anglią. Dzięki temu latem 1940 r. do Helsinek wyruszają przedstawiciele morderców polskich oficerów w Katyniu, ich kolegów rozstrzeliwujących cywili w Palmirach (tak jak niedawno Rosjanie zabijali masowo Ukraińców w Buczy czy Izjum).
Startują razem z polskimi olimpijczykami, trenującymi we Francji (bo trzeba pokazać światu, że wciąż istniejemy). Zuchy z ZSRR i III Rzeszy triumfują często, pokonują naszych w różnych sportach. Na podium słuchają i śpiewają Das Deutschlandlied i Międzynarodówkę ze łzami wzruszenia, bo tyle poświęcili dla sportu, dla Hitlera, dla Stalina.
To właśnie się dzieje teraz.