Międzynarodowa Federacja Judo (IJF) zdecydowała, że rosyjscy judocy ponownie mogą reprezentować swój kraj i nie muszą już startować jako zawodnicy neutralni. To oznacza, że po ich zwycięstwach na najważniejszych zawodach międzynarodowych znów usłyszymy hymn Rosji, a sportowcy mogą nosić flagi narodowe.
Jako Sport.pl rozmawiamy z Krzysztofem Wiłkomirskim, prezesem Polskiego Związku Judo, wielokrotnym reprezentantem Polski i m.in. byłym brązowym medalistą mistrzostw świata z 2001 roku w wadze do 73 kg. Wiłkomirski nie kryje zaskoczenia postanowieniem IJF, do którego podchodzi krytycznie.
- Jestem zdziwiony tą decyzją, bo jeśli chodzi o status wojny - nic się nie zmieniło. W Ukrainie nadal codziennie umierają ludzie. Co chwilę słyszymy o bombie, która wylądowała na jakimś szpitalu albo szkole. Giną cywile, giną żołnierze. Od wielu miesięcy trwają co prawda negocjacje pokojowe, ale niewiele z nich wynika. Mam oczywiście nadzieję, że to szybko się skończy, ale doświadczenie podpowiada, że wojna może jeszcze długo potrwać - mówi prezes PZJ.
Zdaniem Krzysztofa Wiłkomirskiego w obecnej sytuacji podjęcie takiej decyzji przez Międzynarodową Federację Judo tylko wzmacnia i utwierdza Rosję, że może stawiać na swoim. - Dopuszczając rosyjskich judoków bez ograniczeń do rywalizacji, Federacja wysyła sygnał, że chce wracać do stanu poprzedniego, co nie jest w porządku. Rosjanie do tej pory startowali pod flagą IJF, tak jak wielu innych zawodników, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji - uchodźcy, osoby, które z różnych powodów nie mogą reprezentować swojego kraju.
Ta sytuacja miała miejsce od stycznia 2023 roku, bo wcześniej rosyjscy judocy w ogóle nie byli dopuszczani do rywalizacji, gdy doszło do ataku na Ukrainę. - Moim zdaniem już takie rozwiązanie (by występowali jako neutralni - przyp. red.) było „na granicy", ale Federacja tłumaczyła, że za każdym razem weryfikowała zawodników. Sprawdzała przed mistrzostwami świata i igrzyskami, czy takie osoby nie są rzeczywiście zaangażowane np. w promocję wojny, nie popierają działań zbrojnych. Analizowano ich profile w social mediach.
Choćby z tego powodu z 17 rosyjskich judoków, którzy mieli wystartować w zeszłym roku na igrzyskach w Paryżu, dopuszczonych zostało raptem czterech. Krajowa federacja obraziła się wtedy i ostatecznie nie wysłała żadnego zawodnika do stolicy Francji. - Rozumiem też argument, w myśl którego część osób wskazuje, że ci judocy to często młodzi ludzie, którzy mają np. 20 lat i są Bogu ducha winni tego, co robią władze ich kraju. Natomiast sport był i jest wykorzystywany w promocji, czy nawet w propagandzie państwowej. Wykluczanie ze sportowej rywalizacji to jedna z form nacisku na państwo-agresora, może nie tak mocna, jak sankcje gospodarcze, ale również ma znaczenie - zauważa prezes Polskiego Związku Judo.
Jak słyszymy, nasz związek jako członek Międzynarodowej Federacji nie został uprzedzony, że taka decyzja będzie podejmowana. Komunikat na stronie IJF pojawił się w czwartek. - Sport musi pozostać neutralny, niezależny i wolny od wpływów politycznych. Judo, zakorzenione w wartościach pokoju, jedności i przyjaźni, nie może pozwolić sobie na stanie się platformą dla geopolitycznych interesów - wskazano w oświadczeniu Federacji. Do zmiany doszło zaledwie dzień przed rozpoczęciem ważnych zawodów wielkoszlemowych w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Wiłkomirski wskazuje: „Nikt z nami tego nie konsultował. Tym bardziej jesteśmy zaskoczeni, że tak istotna zmiana została przeprowadzona w ten sposób, bez pytania krajowych związków o opinie. Nie dziwi mnie natomiast moment ogłoszenia tej decyzji z uwagi na to, gdzie odbywały się kolejne zawody". To właśnie do Emiratów wyemigrowało w obawie przed sankcjami wielu rosyjskich oligarchów. Po wybuchu wojny w lutym 2022 r. kraj ten nie raz odwiedzał także m.in. Władimir Putin.
Czytaj także: Były piłkarz Lecha zobaczył, co napisała Legia
W maju międzynarodowi działacze dopuścili białoruskich judoków do startów pod flagą i przy wykorzystaniu hymnu państwowego. W reakcji na to Ukraiński Związek Judo zbojkotował czerwcowe mistrzostwa świata w Budapeszcie. Tłumaczył, że „decyzja IJF to dowód rażącego lekceważenia ofiar wojny i prawa międzynarodowego". Wcześniej Ukraińcy wycofali się np. z mistrzostw świata juniorów 2023 w portugalskim Odivelas, gdzie dopuszczono jako neutralnych Rosjan i Białorusinów.
- Nie oczekuję od polskich judoków, by rezygnowali z walk z rywalami z Rosji. Jako Polski Związek moglibyśmy tak postanowić, ale wtedy za decyzję IJF płaciliby sportowo nasi zawodnicy, a nie kraj, który jest najeźdźcą. Aczkolwiek to jest trudna sytuacja - Ukraińcy wcześniej na znak protestu rezygnowali z zawodów, co można zrozumieć. Tam prawie każdy z nich ma kolegę, koleżankę czy członka rodziny, który ucierpiał w wojnie - wskazuje prezes Wiłkomirski. Przyszłoroczne mistrzostwa świata w judo odbędą się w Baku - stolicy Azerbejdżanu.
Ani Polacy, ani Ukraińcy nie startowali na zakończonych w ostatnią niedzielę zawodach Wielkiego Szlema w Abu Zabi. Wystąpili przedstawiciele 52 państw, a w klasyfikacji medalowej najlepsi okazali się Rosjanie, którzy zdobyli dwa złote i cztery srebrne medale. Mistrzami zostali w kategorii 60 kg Ajub Blijew oraz Arman Adamian do 100 kg, dla których organizatorzy zagrali rosyjski hymn.
- Sytuacja z judo jest jasna. To przede wszystkim zasługa naszego prezydenta Władimira Putina. Jego autorytet w świecie judo jest niepodważalny - powiedział rosyjski minister sportu Michaił Diegtiariow. Putin jest honorowym prezesem IJF, formalnie zawieszonym od lutego 2022. Od dziecka ćwiczył judo i zna się dobrze z byłym rumuńskim judoką Mariusem Vizerem, który kieruje obecnie światową federacją.