Radosław Piesiewicz jest w poważnych tarapatach. Jak ujawnił Sport.pl, znaczna większość z 27 prezesów związków sportowych podpisała apel o podanie się do dymisji przez prezesa PKO, którego w innym wypadku mogą spróbować odwołać. A inna sprawa może mieć dla niego znacznie poważniejsze konsekwencje.
Prokuratura Regionalna w Gdańsku wszczęła śledztwo dotyczące podejrzenia, że 44-latek mógł popełnić tzw. zbrodnię VAT, a kwoty nieprawidłowości sięgają 10 mln zł - za to grozi nawet 25 lat więzienia. Udział w śledztwie wezmą również Centralne Biuro Antykorupcyjne oraz Krajowa Administracja Skarbowa, która przeprowadziła kontrole w PKOl-u oraz Polskim Związku Koszykówki i Polskiej Lidze Koszykówki, z którymi to instytucjami również był powiązany Piesiewicz (w latach 2018-2024 był prezesem PZKosz).
- Umowy te były korzystne dla konkretnych ustalonych osób, a niekorzystne dla Polskiego Komitetu Olimpijskiego, który wskutek tych umów poniósł kilkumilionową szkodę majątkową - podkreślił prokurator Mariusz Marciniak.
O komentarz portal WP SportoweFakty zapytał Katarzynę Kochniak-Roman, rzeczniczkę prasową PKOl-u. Nie komentowała ona doniesień dotyczących PZKosz i PLK, gdyż nie dotyczą one komitetu. A jak skomentowała stanowisko prokuratury ws. PKOl-u?
- Trudno nam się odnieść do tych sformułowań. Nie wiemy, jakie dokładnie umowy ma na myśli pan prokurator. W toku prowadzenia kontroli KAS nie pytał nas o wyjaśnienia do zawieranych umów - powiedziała.
Zobacz też: Switolina przemówiła po spotkaniu Trumpa z Zełenskim. Poszło w świat
- Mogę jednak zapewnić, że będziemy współpracować z prokuraturą. Jak dobrze rozumiem, PKOl jest tutaj stroną postępowania. Jak dostaniemy szczegółowe informacje, to będziemy mogli się do nich odnieść bardziej konkretnie. Na razie komunikat prokuratury dotyczący PKOl jest zbyt enigmatyczny - dodała.
Pozostaje zatem czekać na ustalenia śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Regionalną w Gdańsku. - Ewidentnie jest to inspirowane działaniami pana Sławomira Nitrasa. Chcę jeszcze raz podkreślić, że będziemy współpracowali ze wszystkimi instytucjami, tak jak do tej pory współpracujemy, a to, co się ukazało w mediach, to jest to totalne kłamstwo. Nie ma takiej możliwości, żeby w PKOl było łamane prawo. Jako PKOl nie mamy sobie nic do zarzucenia - komentował w lutym Radosław Piesiewicz, gdy sprawa była na wcześniejszym etapie.