Dominikańczyk pobije w ten sposób rekord Shohei'a Ohtaniego, Japończyka, który związał się z Los Angeles Dodgers na 10 lat za 700 mln dol. Tyle tylko, że Ohtani zgodził się na odroczenie wypłaty 680 mln dolarów. Klub zacznie mu je wypłacać dopiero w 2034 r. w corocznych równych ratach przez następnych 10 lat. Ze względu na inflacje te pieniądze będą więc warte mniej niż dziś. Ohtani zgodził się na takie rozwiązanie, bo inflacja nie zje mu tak wiele, ile wysokie podatki stanowe w Kalifornii, gdzie teraz mieszka i pracuje. Poza tym Ohtani zarabia bardzo dobrze i poza boiskiem. W Japonii jest największą gwiazdą sportu i przyciąga sponsorów jak płomień ćmy.
Juan Soto też miał propozycję, by związać się z Dodgers i klub też mu proponował odroczone płatności. Ale Dominikańczyk na to nie przystał. Wolał ofertę od New York Mets, którzy są gotowi płacić od razu bez żadnych kruczków prawnych. Więcej: to Soto, a raczej jego agent, czyli słynny w USA Scott Boras, wynegocjowali niecodzienną umowę, która stawia zawodnika w uprzywilejowanej sytuacji.
Dominikańczyk dostanie nie tylko 75 mln dolarów za sam podpis na 15-letniej umowie, ale jeszcze po pięciu latach umowy będzie mógł ją wypowiedzieć i stać się wolnym agentem. Klub natomiast będzie mógł wtedy skorzystać z opcji zatrzymania zawodnika, ale pod warunkiem, że w kolejnych 10 latach kontraktu zwiększy jego zarobki z 51 mln dolarów za sezon do 55 mln dol. za sezon. A to oznaczałoby, że umowa zamknie się finalnie kwotą 805 mln dolarów.
Soto już trzy lata temu mógł podpisać najwyższy kontrakt w historii baseballu, zanim jeszcze zrobił to Ohtani. Wtedy Washington Nationals, w którym grał, proponowali mu przedłużenie umowy na 15 lat za 440 mln dol. Dominikańczyk odrzucił propozycję, choć w barwach Nationals wygrał World Series. "Niektórzy ludzie myśleli, że Soto oszalał" - skomentował serwis "The Athletic". Zawodnik nie chciał się jednak wiązać na tak długo z drużyną, która wtedy była w głębokiej przebudowie i miała najgorszy bilans w całej MLB. W dodatku przyszłość drużyny była niepewna, bo właściciele zamierzali ją sprzedać.
W tym roku Soto ponownie grał w finałach MLB, ale tym razem w barwach New York Yankees, z którymi wiązała go roczna umowa na 31 mln dolarów. Tytuł wygrali jednak Dodgers po pięciomeczowej serii.
W Mets znów będzie miał okazję powalczyć o najważniejsze trofeum w baseballu. Właściciel Steve Cohen to biznesmen z gatunku tych, którzy nie liczą się z forsą, jeśli chcą osiągnąć cel. Od 2020 r., kiedy stał się większościowym udziałowcem klubu za 2,5 miliarda dolarów, stara się wzmacniać skład i nie przeszkadza mu nawet to, że przez to musi płacić tzw. podatek od luksusu.
W MLB w przeciwieństwie do innych amerykańskich lig takich jak: NBA, NFL czy NHL nie ma salary cap. Jednak żeby zapewnić w miarę wyrównaną rywalizację, kluby, które na pensje wydają więcej niż zakreślone limity, muszą zapłacić podatek, który zasila potem kluby najbiedniejsze.
W tym roku Mets w play-off awansowali aż do finału Nationals League (półfinał rywalizacji o mistrzostwo). Tam ulegli w sześciomeczowej serii Los Angeles Dodgers.
Kwota 765 mln dolarów to dla zwykłego śmiertelnika coś niewyobrażalnego. Przeciętna roczna pensja w Polsce to 19 tys. dolarów (dane Eurostatu). Na kontrakt Soto przeciętny Polak musiałby pracować 40 tys. lat.