Polski Komitet Olimpijski przeżywa wizerunkową tragedię, a minister sportu Sławomir Nitras wypowiedział otwartą wojnę jego prezesowi Radosławowi Piesiewiczowi, którego machlojki już odbijają się na sytuacji finansowej komitetu. - Trzeba odwołać tego gościa - mówi nam jeden z do niedawna bliskich współpracowników Piesiewicza, ale opozycjoniści w PKOl nie mają na to konkretnego planu. Zajrzeliśmy za kulisy zamieszania na szczycie polskiego sportu.
- Trzeba odwołać tego gościa – mówi o prezesie Radosławie Piesiewiczu jeden z członków prezydium zarządu Polskiego Komitetu Olimpijskiego. – Jak? – pytam. – No właśnie, dobre pytanie - uśmiecha się smutno mój rozmówca.
Półtora roku temu Radosław Piesiewicz został wybrany nowym szefem polskiego olimpizmu. I zaczął brylować. Pokazywał się jako lew salonowy, aspirował do miana znawcy wszystkich dyscyplin i do miana lekarza, który potrafi znaleźć recepty na wszystkie bolączki polskiego sportu. Ale od miesiąca z okładem prezesa nie widać i nie słychać. Po igrzyskach olimpijskich Paryż 2024 ukrył się w cieniu – nie słyszy pytań o niejasne działania jego i instytucji, na czele której stoi. Czy we wtorek 17 września na zarządzie Polskiego Komitetu Olimpijskiego (początek o godz. 13) Piesiewicz odzyska rezon i skontruje? A może zaskoczy pokorą i spokojnie, merytorycznie wyjaśni to, co wyjaśnień się domaga? Przypomnijmy: