Pudzian wykiwał całą Polskę! "Tłumaczyć to ja się mogę przed urzędem"

- Nie zamierzam się tłumaczyć. Tłumaczyć to ja się mogę co najwyżej przed urzędem skarbowym i mamą - tak Mariusz Pudzianowski odniósł się do afery wokół meczu Polska - Austria. W piątek rano "Pudzian" pojawił się na Dworcu Centralnym, by wraz z kibicami udać się pociągiem do Berlina. Okazało się, że wysiadł w... Warszawie Zachodniej. Fani poczuli się oszukani.

Mecz Polska - Austria przegrany 1:3 był dla polskich kibiców wielkim rozczarowaniem. Nieoczekiwanie jednym z jego antybohaterów stał się... Mariusz Pudzianowski. Wszystko przez akcję, w jakiej wziął udział tuż przed spotkaniem. W piątek rano po mediach społecznościowych rozniosły się filmiki, na których widać "Pudziana" na Dworcu Centralnym w Warszawie. Sam sportowiec deklarował, że jedzie na mecz do Berlina. Żartował nawet, że ma kilka zaproszeń do przedziałów. Skończyło się wielkim rozczarowaniem.

Zobacz wideo Czy Lewandowski musi odejść? Tomasz Kłos rozwiewa wątpliwości

Mariusz Pudzianowski "oszukał" kibiców. W końcu zabrał głos."To jest ich problem"

Niedługo później pojawiły się informacje, że Pudzianowskiego nie ma w pociągu do Berlina. Dziennikarz Jakub Bujnik z Wirtualnej Polski ustalił, że były strongman wysiał na pierwszej stacji - w Warszawie Zachodniej. Mimo to w sieci pojawiły się zdjęcia "Pudziana" z trybun Olympiastadionu, tyle że nie widać było jego twarzy.

W sieci aż zaroiło się od złośliwych komentarzy w stylu: "Zrobił teatrzyk ze sponsorem na dworcu", czy "Farmazon Pudzianowski". Teraz zawodnik MMA postanowił odnieść się do całego zamieszania. - Wracając do mojego piątkowego wyjazdu na mecz, po pierwsze na Dworcu Centralnym byłem na zaproszenie firmy Betfan, która zorganizowała wyjazd integracyjny dla dużej grupki najlepszych swoich klientów i byłem tam tylko i wyłącznie dla nich. A to, że przez przypadek portale rozdmuchały to i wzięły sobie informacje z moich social mediów, to jest ich problem - powiedział na nagraniu opublikowanym na InstaStories.

Po chwili w mocnych słowach dał do zrozumienia, że nie chce zdradzać, w jaki sposób znalazł się w Berlinie. - W międzyczasie kilka portali pytało: "Panie Mariuszu, może zrobimy sobie materia, może zrobimy wywiad?". Nie, dziękuję. A w jaki sposób dotarłem do Berlina to jest nasza prywatna sprawa - firmy Betfan i moja - gdzie byłem, co robiłem i jak ten czas spędziliśmy. Nie zamierzam się przed nikim tłumaczyć. Tłumaczyć to ja się mogę co najwyżej przed urzędem skarbowym i mamą - zakończył.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.