Trener Biało-Czerwonych Robert Kalaber nie gryzł się w język, gdy po porażce ze Słowacją opowiadał rodzimym mediom o stanie polskiego hokeja. - Pod względem popularności hokej jest na 10. miejscu, daleko za piłką i siatkówką, w której Polacy mają najsilniejszą ligę świata. W każdym klubie hokejowym występuje po 16 i więcej obcokrajowców, którzy podnoszą poziom ligi, ale jednocześnie zabierają miejsce młodym Polakom. Przez to nie mamy wielkiego wyboru. Rekrutowałem 25-osobową kadrę z 35-30 hokeistów - mówił szkoleniowiec, cytowany przez Polsat Sport.
Ze szkoleniowcem nie zgadza się prezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie Mirosław Minkina, który w rozmowie z Polsatem Sport zwraca uwagę, że dzięki takiemu rozwiązaniu liga jest ciekawsza, a reprezentanci Polski mają szansę się rozwinąć. - Przed zmianą liga była nudna, o mistrzostwo walczyły dwie drużyny Cracovia i GKS Tychy. Dzisiaj w walce o tytuł liczy się nawet sześć zespołów na równym poziomie. Dzięki temu zawodnicy, którzy stanowią trzon kadry narodowej, przez cały sezon toczą wyrównane mecze na wysokim poziomie, a to podnosi także ich indywidualny poziom - powiedział.
Wydawałoby się, że skoro jest tak dobrze, to nie ma powodów do zmian, ale okazuje się, że słowa selekcjonera nie trafiły w próżnię, bo Minkina chce "spolszczyć" polską ligę.
- Sezon, który jest przed nami – 2024/2025 będzie ostatnim, w którym minimum sześciu Polaków wystąpi w każdej drużynie. Od kolejnej kampanii – 2025/2026 każdy zespół będzie musiał w meczu wykorzystywać co najmniej ośmiu Polaków, w następnym sezonie – dziewięciu, a w rozgrywkach 2028/2029 – dziesięciu i w ten sposób dojdziemy do złotego środka - zapowiedział w rozmowie z telewizją.
W szerokiej kadrze każdej drużyny będzie musiało być przynajmniej 14 polskich zawodników, żeby zespoły były zabezpieczone na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń. To jednak nie koniec. Ma powstać również zespół z najzdolniejszymi polskimi młodzieżowcami, który będzie grał w krajowej lidze. Pomysł przedstawiono już ministrowi Sławomirowi Nitrasowi.
- Jestem już po rozmowie z ministrem Sławomirem Nitrasem na temat wprowadzenia do ligi SMS-u U20, rozszerzonego o zawodników z roczników 2004, 2003, 2002 i 2001 - przyznał prezes PZHL i podkreślił, że podobne rozwiązanie sprzed kilku lat dało owoce. - Proszę zwrócić uwagę na fakt, że niedoskonały projekt sprzed pięciu lat, gdy drużyna SMS-u rozegrała w lidze tylko pierwsze dwie rundy w Polskiej Hokej Lidze, spowodował, że mamy dziś w kadrze na MŚ Pawła Zygmunta, Kamila Wałęgę i Dominika Pasia.
Powstanie takiej drużyny oznaczałoby, że w lidze byłoby 10 drużyn. Gdy ostatni raz próbowano takiego rozwiązania, to młodzi hokeiści nie radzili sobie najlepiej. W 20 meczach, które rozegrali w sezonie 19/20 zdobyli trzy punkty i mieli bilans bramkowy 31:151. Wcześniejsze lata? Wyglądało to tak:
Ten zespół miałby jednak funkcjonować w dużo bardziej profesjonalnych warunkach, niż drużyny PZHL z poprzednich lat. - Teraz obowiązywałyby zasady: pełne skoszarowanie, pełny cykl treningowy i rozegranie całego sezonu zasadniczego około 42 meczów. To musi przynieść korzyści - zapowiedział prezes Mirosław Minkina.