Każdy kibic skoków narciarskich na świecie z pewnością wie, kim jest Adam Małysz. Nie wspominając o fanach z Polski, dla których skoczek stał się wręcz bohaterem narodowym. Cztery Kryształowe Kule, tyle samo złotych medali mistrzostw świata czy triumf w Turnieju Czterech Skoczni to tylko niektóre z największych osiągnięć Małysza. Konkursy z jego udziałem śledziły miliony kibiców, a stacje telewizyjne do dziś chwalą się kosmicznymi słupkami oglądalności tych wydarzeń.
Wszystko to sprawiło, że na początku lat 2000. w naszym kraju zapanowała "Małyszomania". Było to zjawisko społeczno-kulturowe, w myśl którego Polacy masowo zaczęli interesować się skokami narciarskimi ze względu na kapitalne wyniki Małysza. Sportowiec nie mógł opędzić się od kibiców, którzy marzyli o zdjęciu czy krótkiej rozmowie.
W tamtym czasie Adam Małysz nie miał jeszcze 25 lat. Jak poradził sobie z tak ogromnym zamieszaniem wokół swojej osoby? W ostatnim wywiadzie dla portalu WP SportoweFakty 46-latek przyznał, że czasami przeżywał bardzo trudne chwile. - Były sytuacje, że chciałem uciec od tego wszystkiego. Wręcz wykrzyczeć, że mam dość. Każdy z nas jest tylko człowiekiem i ma swoje granice. Zatrzymujesz się, przemyślisz i idziesz dale - powiedział wprost legendarny skoczek.
Sportowiec zaznaczył także, że niektórzy fani nie potrafili zrozumieć, dlaczego akurat oni nie mogą zrobić sobie zdjęcia ze swoim idolem. Takie sytuacje mocno obciążały psychikę Małysza. - Po prostu kibic często nie jest w stanie zrozumieć, że komuś dałem autograf, a jemu nie. Nie wie jednak, że wcześniej zrobiłem sobie zdjęcie z tysiącem albo dwoma tysiącami osób. Trudno to wytłumaczyć. Z drugiej strony często stawiałem się po drugiej stronie. Taki kibic często przyjeżdża w dane miejsce tylko po to, żeby sobie zrobić ze mną zdjęcie. Wszystko trzeba umieć wyważyć - dodał.