Trzy słowa i Simpson wywinął się od kary za morderstwa. Czarni Amerykanie świętowali jak w sylwestra

Michał Kiedrowski
Gdy ława przysięgłych miała ogłosić wyrok w sprawie oskarżonego o podwójne morderstwo O.J. Simpsona, cała Ameryka wstrzymała oddech. 100 milionów ludzi przerwało pracę. Ta jedna chwila kosztowała amerykańską gospodarkę 480 mln dolarów. Liczba międzymiastowych połączeń telefonicznych spadła o 58 proc., o 41 proc. runęły obroty na giełdzie. Gdy padło: "Niewinny", na ulicach amerykańskich miast czarnoskórzy mieszkańcy kraju świętowali jak w sylwestra.

To był szok dla całych Stanów Zjednoczonych. Jak głęboki widać na jednym krótkim fragmencie z programu Oprahy Winfrey. Słynna osobowość telewizyjna śledziła na żywo wraz ze zgromadzoną w studiu publicznością moment ogłoszenia wyroku. Gdy z ekranu pada: "Niewinny" nagle wielka grupa czarnoskórych osób zrywa się z foteli i świętuje z wielką ekspresją. Twarze innych są jak skamieniałe. Nie mogą uwierzyć w to, co się stało. Że człowiek, wobec którego prokuratura zgromadziła, wydawałoby się niepodważalne dowody, wychodzi z sądu wolny.  

Takie sceny powtórzyły się w wielu zakątkach Stanów Zjednoczonych. Po uwolnieniu O.J. Simpsona od zarzutów podwójnego morderstwa ciemnoskórzy Amerykanie świętowali to wydarzenie na ulicach miast, wiwatując i wznosząc toasty jak w sylwestra.  

 Nicole Brown i Ronald Goldman zostali zabici z wielkim okrucieństwem

O.J. Simpson zmarł w czwartek i z tej okazji w całej Ameryce znów wróciło wspomnienie "procesu stulecia", jaki ten kraj obserwował z zapartym tchem przez 10 miesięcy 1995 r. Sądzony w nim były zawodnik futbolu amerykańskiego został oskarżony o zamordowanie byłej żony Nicole Brown Simpson i jej przyjaciela Ronalda Goldmana. Oboje zostali zasztyletowani z wielkim okrucieństwem w Brentwood na przedmieściu Los Angeles w domu Brown. Ona była głównym celem ataku – jak ustalili śledczy, a Goldman zginął przypadkowo. Był on kelnerem w restauracji, w której była żona Simsona wraz ze swoimi rodzicami i dziećmi z małżeństwa z Simpsonem, jedli wcześniej posiłek. Matka Brown zostawiła wtedy tam okulary. Gdy zadzwoniła potem pytać o zgubę, Goldman zaoferował się, że zaniesie je do Brown, bo wie, gdzie ona mieszka. Według śledczych na miejscu zbrodni znalazł się w momencie jej popełniania i dlatego zginął. Zabójca nie chciał pozostawić przy życiu przypadkowego świadka swojej zbrodni.

Zobacz wideo

Szybko głównym podejrzanym został O.J. Simpson były mąż Brown. Sześć dni po morderstwie wystawiono nakaz aresztowania byłego futbolisty. Podstawą były dwa dowody. Na podjeździe posesji Simpsona znaleziono zakrwawioną prawą rękawiczkę, którą uznano za parę z lewą rękawiczką, którą znaleziono na miejscu zbrodni. Drugim przesłaniem nakazu aresztowania była krew trzeciej osoby poza ofiarami, którą znaleziono na miejscu zbrodni. Uznano, że należała ona do Simpsona.

Dziwny pościg za O.J. Simpsonem. 20 radiowozów i 60 km/h

Oskarżyciel ustalił z obrońcami byłego zawodnika NFL, że on sam odda się w ręce policji. Gdy jednak wybiła ustalona godzina, Simpson nie zgłosił się na komisariat. Zamiast tego jego przyjaciel Robert Kardashian i adwokat Robert Shapiro odczytali mediom pismo, w którym były futbolista żegnał z przyjaciółmi, głosił swoją niewinność i składał ostatnią prośbę o pozostawienie jego dzieci w spokoju. 

Shapiro oświadczył, że Simpson jest w bardzo złej kondycji psychicznej i może popełnić samobójstwo. Później zauważono na autostradzie samochód zawodnika, w którym on sam siedział na tylnej kanapie z pistoletem przyłożonym do skroni. Białego forda bronco prowadził Al Cowlings, przyjaciel i kolega z drużyny. Policja rozpoczęła pościg, ale nie kwapiła się do zatrzymania pojazdu Simpsona. Obawiano się, żeby gwiazdor nie pociągnął za spust. Za poruszającym się z prędkością ok. 60 km/h bronco jechało dwadzieścia radiowozów. Nad ich dachami krążyło dziewięć helikopterów stacji telewizyjnych, które nadwały relację z pościgu na żywo. Na poboczu tysiące ludzi wiwatowało na cześć Simpsona. Od samobójstwa miał odwieść oskarżonego jego trener z drużyny uniwersyteckiej. Po niemal 100 km takiej przejażdżki Simpson wrócił do swojego domu, w którym został aresztowany. 

"Dream team" bronił O.J. Simpsona

Shapiro zebrał na proces tzw. "dream team" - zespół najlepszych adwokatów, którzy za kwotę od 3-6 milionów dolarów (tu relacje medialne są rozbieżne) zgodzili się bronić jednego z największych celebrytów tamtych czasów. Głównym adwokatem oskarżonego został Johnnie Cochran. 

Simpson był nie tylko słynnym futbolistą, który w drużynie uniwersyteckiej uniwersytetu Południowej Kalifornii zdobył mistrzostwo kraju i został wybrany najlepszym zawodnikiem sezonu. Był numerem 1 draftu, który potem bił rekordy w liczbie zdobytych jardów w zawodowej NFL - najpopularniejszej lidze w USA. Choć jego zespół Bufflo Bills tylko raz zakwalifikował się do play-off podczas jego kariery, to on był uważny za jednego z najlepszych w historii w swoim fachu. Został nawet MVP sezonu w 1973 r. Kariera futbolisty, choć zapewniła mu ogólnokrajową sławę, była tylko przedsionkiem do świata show-biznesu. Sympatyczny, wygadany, dobrze się prezentujący gwiazdor był twarzą reklam wielu marek. Był też aktorem. Wystąpił w epizodzie w słynnym serialu "Korzenie". W trzech odsłonach "Nagiej broni" miał już dużo większą drugoplanową rolę. Piękna żona jeszcze dodawała blasku jego gwieździe.  

Ogólnie rzecz biorąc, był uosobieniem amerykańskiego snu, że każdy w USA dzięki wytrwałej pracy może zostać milionerem i zdobyć sławę. I to niezależnie od swojego pochodzenia, koloru skóry czy wyznania. Ale choć Simpson mówił przyjaciołom: "Ja nie jestem czarny, ja jestem O.J." to właśnie jego kolor skóry był centralnym punktem obrony. Cochran, który był znany z prowadzenia spraw o uprzedzenia rasowe i walki o prawa obywatelskie, twierdził, że celebryta padł ofiarą spisku ludzi, którzy mieli mu za złe jego mieszane małżeństwo. 

Czarni Amerykanie wierzyli w niewinność Simpsona

Czarni Amerykanie byli przekonani o niewinności Simpsona (68 procent w badaniach opinii publicznej), natomiast biali o jego winie (62 procent). 

A dowody znalezione na miejscu zbrodni wydawały się bardzo obciążające byłego futbolistę. Były nimi krwawe ślady butów, które odpowiadały rozmiarowi butów oskarżonego. Krople krwi, z których pobrany materiał DNA odpowiadał DNA byłego gracza NFL. Była też lewa rękawiczka znaleziona na miejscu zbrodni, identyczna z modelem, jaki kupiła mu była żona i którą nosił podczas transmitowanych meczów futbolowych (Simpson był też komentatorem). W dodatku była to według śledczych para do prawej rękawiczki przesiąkniętej krwią ofiar i podejrzanego, znalezionej na posesji byłego futbolisty.

Adwokaci Simpsona starali się podważyć wszystkie te dowody. Wyciągnęli policji, że popełniono błędy proceduralne przy zbieraniu materiału DNA i mógł on zostać zanieczyszczony, a niektóre próbki mogły nawet ulec rozkładowi. Podważyli fakt, że nie ma dowodu, żeby Simpson miał buty ekskluzywnej marki, których ślady znaleziono na miejscu zbrodni i w samochodzie byłego zawodnika. Podważono też wiarygodność Marka Fuhrmana, który znalazł prawą rękawiczkę na posesji byłego zawodnika. Oskarżono go o rasizm i uprzedzenia rasowe. Gdy policjant zaprzeczał, że używał słowa "czarnuch" w ostatnich 10 latach, odtworzono mu nagranie sprzed ośmiu lat, w którym to słowo pada z jego ust 41 razy. Na nic były słowa, że to było odgrywanie ról, a nie prawdziwa rozmowa. Adwokaci twierdzili, że tak uprzedzony rasowo policjant mógł podrzucić dowody na posesję Simpsona, zwłaszcza że wszedł na nią bez nakazu sądowego. Cochran porównał Fuhrmana do Adolfa Hitlera i określił go jako "ludobójczego rasistę, krzywoprzysięzcę, najgorszy koszmar Ameryki i uosobienie zła". 

O.J. Simpson powiedział trzy słowa i wystarczyło

Ale największą klęską prokuratury była demonstracja rękawiczek. Simpson założył je na ręce i pokazał ławie przysięgłych. "Są za małe" - powiedział i były to jedyne trzy słowa, które wypowiedział podczas procesu. Potem jego adwokat Cochran wypowiedział rymowankę, która przeszła do historii amerykańskiego sądownictwa: "If it doesn't fit, you must acquit", czyli "jeśli nie pasuje, musisz być uwolniony".  

Prokuratura miała dwie teorie na temat rozmiaru rękawiczek. Jedna mówiła, że nasiąknięte krwią rękawiczki się zbiegły. Druga twierdziła, że były zawodnik cierpiał na przewlekłe zapalenie stawów i miał spuchnięte dłonie. 

Niemniej jednak właśnie ten moment uważano za kluczowy dla werdyktu ławy przysięgłych. 

Ale to nie był koniec. Niezależnie od procesu karnego rodziny ofiar wytoczyły Simpsonowi proces cywilny. A ponieważ amerykańskie prawo dopuszcza, by proces karny nie rzutował w żaden sposób na proces cywilny, to wyrok był już zupełnie inny. Ława przysięgłych uznała Simpsona za odpowiedzialnego za śmierć żony i Goldmana i skazała na zapłacenie 33,5 mln dolarów odszkodowania. Gwiazdor zapłacił z tego tylko drobną część. 

Do więzienia poszedł w 2008 r. za napad z bronią w ręku i uprowadzenie. Do przestępstwa doszło 15 września 2007 r. Simpson włamał się wtedy do sklepu z pamiątkami sportowymi, żeby - jak mówił - odebrać swoją własność. Chodziło o zlicytowane wcześniej na odszkodowanie jego sportowe trofea. Został skazany na 33 lata więzienia, ale wyszedł warunkowo zza krat w sierpniu ubiegłego roku.  

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.