Był wielki ciałem i duchem. Wygrywał wielkie zawody i przełamywał bariery nie do przełamania. Stał się legendą, a jego dokonania wykraczają poza sport. W czwartek światem sportu wstrząsnęła wiadomość o śmierci Akebono. Miał zaledwie 54 lata.
- Mam nadzieję, że jak tupnę, nic złego się nikomu nie stanie - śmiał się Akebono przed ceremonią otwarcia zimowych igrzysk olimpijskich w Nagano. To jemu przypadł zaszczyt odprawienia na stadionie tradycyjnego rytuału z sumo, którego celem jest oczyszczenie areny przed walką. To wtedy ubrani jedynie w przepaski na biodrach zapaśnicy przenoszą ciężar z jednej nogi na drugą, charakterystycznie tupiąc, by odpędzić z areny złe duch i sypią sól.
Akebono to znaczy nowy świt
Ale w ten lutowy dzień 1998 r. Akebono miał do wypełnienia jeszcze jedną ważną rolę. Organizatorzy postanowili bowiem, że podczas tradycyjnej defilady uczestników igrzysk będą wprowadzać na stadion właśnie zapaśnicy sumo. Akebono wylosował najpierw Grecję, ale gdy okazało się, że jego wielki rywal Takanohana się rozchorował, Japończycy dokonali szybkiej zamiany. To Akebono poniósł tabliczkę z nazwą kraju gospodarza. Można powiedzieć, że ten moment przypieczętował przemianę, jaką ten skromny syn taksówkarza z Hawajów, spowodował w swojej nowej ojczyźnie.
Zanim na areny sumo przebojem wdarł się Akebono, a właściwie Chadwick Haheo Rowan nie do pomyślenia było, aby obcokrajowiec mógł zostać yokozuną. Tym tytułem obdarzano tylko największych z wielkich mistrzów. Ogólnie do czasów Akebono było 63 zawodników, którzy zostali w ten sposób wyróżnieni w ponad 300-letniej historii sportu. Warunkiem nieodzownym, by zostać yokozuną, była wygrana w dwóch lub trzech z rzędu turniejach, lub zanotowanie co najmniej 38 wygranych spośród 45 pojedynków w trzech kolejnych turniejach o Puchar Cesarza. Takich dwutygodniowych zawodów odbywa się w Japonii sześć w ciągu roku. Ale to nie wszystko. Wyboru dokonuje specjalny komitet i on ocenia nie tylko wyniki sportowe zawodnika, ale także jego godność, wdzięk i wyrafinowanie kandydata. Gdy na przełomie 1991 i 1992 r. pochodzący z Hawajów Konishiki wygrał 38 z 45 walk i zdobył dwa tytułu, choć nie z rzędu, to yokozuną nie został, a jeden z członków komitetu powiedział dosadnie: Nie potrzebujemy zagranicznych yokozunów.
"Byliśmy brutalną siłą"
Szybko musiał zmienić zdanie. Niespełna rok później 23-letni wówczas Akebono też z Hawajów nie dał wyboru elektorom i wygrywając dwa z rzędu turnieje w pięknym stylu, wywalczył sobie prawo do noszenia zaszczytnego tytułu wielkiego mistrza. Nowy yokozuna do Japonii przybył niespełna pięć lat wcześniej. Sumo, którym się pasjonował, znał tylko z telewizji, a po japońsku właściwie nie mówił. Zadebiutował zaledwie kilka tygodni po tym, jak w swoje szeregi przyjęła go "stajnia" Azumazeki. - Byliśmy brutalną siłą. Szybko wygrywaliśmy i szybko przegrywaliśmy. Nie byliśmy zbyt zaawansowani technicznie - opowiadał potem w jednym z wywiadów o sobie i swoich kolegach z Hawajów, którzy też marzyli o wielkiej karierze w sumo. Dwa lata zajęło mu, by awansować do najwyższej dywizji w rankingu zapaśników sumo.
W całej karierze mierzący 203 cm wzrostu i ważący 233 kg zawodnik wygrał 11 turniejów i do dziś jest w top10 najbardziej utytułowanych zawodników. Jego wielkie pojedynki z Takanohaną i Wakanohaną spowodowały w latach 90. wielki wzrost popularności tego sportu w Japonii.
"Przez swoje szczere podejście do sumo on sprawia, że zapominam, iż jest obcokrajowcem" - mówił cytowany przez "New York Times", Yoshihisa Shimoie, redaktor japońskiego magazynu poświęconego sumo.
Smutny los wielkiego mistrza
W 1996 r. nie musiał już zapominać, bo Akebono zrzekł się amerykańskiego obywatelstwa i został Japończykiem. Pięć lat później po zdobyciu 11. tytułu wycofał się z rywalizacji z powodu dokuczliwych kontuzji kolan, które nękały go przez całą karierę w tym sporcie.
Próbował potem swoich sił w MMA i wrestlingu. Jego ostatnie lata życia upłynęły pod znakiem wyczerpującej walki o zdrowie. Miał poważne problemy kardiologiczne, musiał poruszać się na wózku. Zmarł na atak serca na początku kwietnia, ale dopiero w czwartek rodzina poinformował o jego zgonie. Miał dopiero 54 lata.
Gubernator Hawajów Josh Green napisał w poście na Facebooku: "Akebono zainspirował niezliczoną liczbę młodych ludzie. Pokazał, że dzięki determinacji i ciężkiej pracy osiągnięcie marzeń jest możliwe".
Ambasador USA w Japonii Rahm Emanuel nazwał Akebono "pomostem między Stanami Zjednoczonymi a Japonią". "Otworzył drzwi innym zagranicznym zapaśnikom do odniesienia sukcesu w tym sporcie" - dodał Emanuel w poście na portalu X.