Osiem miesięcy temu Karasia przyłapano na dopingu po raz pierwszy - wtedy anulowano jego rekord świata w dziesięciokrotnym Ironmanie. Teraz wpadł kolejny raz. Amerykańska Agencja Antydopingowa wykryła w jego organizmie niedozwolone środki.
Robert Karaś tłumaczył, że w jego organizmie wciąż znajdują się pozostałości substancji, które wykryto u niego osiem miesięcy temu. Mało kto dał jednak wiarę tym tłumaczeniom. Marek Plawgo - płotkarz i sprinter, medalista mistrzostw świata i europy - nie żałował mu ostrych słów. "Cyniczny oszust pozostaje cynicznym oszustem. Obrzydliwa kreatura niszcząca wizerunek przepięknego sportu" - napisał w mediach społecznościowych.
Sprawę Karasia skomentowała też Urszula Radwańska. Tenisistka doszła do wniosku, że kolejna wpadka wiele nie zmieni. "I co z tego, że złapany dwa razy na dopingu? Za chwilę zapewne walka w Fame MMA, znów promowanie w mediach, podcasty u celebrytów i udawanie sportowca. Piękny wzór do naśladowania dla młodzieży" - podsumowała.
Z niesamowitych możliwości sportowca przyłapanego na dopingu kpi również Szymon Ziółkowski. Mistrz olimpijski z Sydney stwierdził, że "Karaś to ma jednak wyjątkowy organizm, potrafi utrzymać zakazany środek 18 razy dłużej niż normalny człowiek! No ale wiadomo, że normalny to on być nie może".
Agnieszka Kobus-Zawojska również zażartowała jego kosztem. "Robert Karaś do trzech razy sztuka" - napisała krótko w serwisie X.
W tłumaczenia sportowca nie wierzą również fachowcy zajmujący się dopingiem na co dzień. Michał Rynkowski, szef Polskiej Agencji Antydopingowej, stwierdził, że drostanolon, który wykryto u Karasia, utrzymuje się w organizmie do 30 dni.