60 godzin, 21 minut i 24 sekund - taki czas Robert Karaś osiągnął podczas pięciokrotnego Ironmana, który pod koniec lutego odbył się w Clermont na Florydzie. Tym wynikiem Karaś pobił rekord świata, którego autorem był inny Polak - Adrian Kostera. W ramach rywalizacji zawodnicy mieli do przepłynięcia 19 km, 900 km musieli przejechać na rowerze, a ostatnie 211 km przebiec.
Chociaż był to wielki sukces Karasia, to został on odebrany z wielkim dystansem. Wszystko przez to, co działo się wokół zawodnika kilka miesięcy temu. Pod koniec lipca zeszłego roku w organizmie Karasia wykryto meldonium oraz drostanolon, czyli zakazane, dopingujące substancje. Kilka miesięcy wcześniej sportowiec podczas rywalizacji Brasil Ultra Tri w Rio de Janeiro pobił rekord dziesięciokrotnego Ironmana, który składa się z: 38 km pływania, 1800 km jazdy na rowerze i 422 km biegu.
- To był jedyny raz, kiedy przed walką zgodziłem się na coś takiego, bo myślałem, że te środki działają doraźnie przez kilka godzin - tłumaczył się wówczas Karaś. Konsekwencją jego niewiedzy okazała się dyskwalifikacja przez federację IUTA do 29 maja 2025 roku, a zdobyty rekord został unieważniony.
Po ostatnim sukcesie Karasia rozpętała się burza. Po rekordzie świata w pięciokrotnym Ironmanie zawodnik znów podejrzewany był o doping. Na Twitterze bronił go jednak m.in. Łukasz Jurkowski. "Robert wpadł, dostał karę. Startuje dalej. Niesamowite jest też to jak niewiele wiecie o sporcie i wyczynie Karasia. Ja coś w życiu liznąłem. Nie ma takiego koksu, który pomoże ci wykręcać takie rezultaty. Lodu na głowę ludzie. Obyście byli tak samo sprawiedliwi w wieszaniu na szafot, w swoim życiowym maratonie" - napisał na Twitterze były zawodnik KSW, dziś komentator Polsatu.
Niestety w tej dyskusji rację mieli ci, którzy nie wierzyli w czystość Karasia. Jak się okazało w piątek po południu, Polak został kolejny raz przyłapany na stosowaniu nielegalnych środków! Za pośrednictwem mediów społecznościowych Karaś przekazał informację, jaką otrzymał od Amerykańskiej Agencji Antydopingowej (USADA).
"Otrzymałem informacje z USADA, że w moim organizmie nadal znajdują się pozostałości substancji, które wykryto u mnie po zawodach w Brazylii. Nie miałem możliwości przeprowadzenia badań antydopingowych przed ostatnim startem w USA. To niedozwolone" - napisał Karaś.
"Niestety nadal mam w sobie pozostałości po tych substancjach. Nie wiem jeszcze, jakie konsekwencje formalne mnie czekają, ale nie to jest najważniejsze. Niech moja historia będzie przestrogą dla każdego sportowca, zwłaszcza dla ludzi młodych. Nie szukam wytłumaczeń, muszę teraz ponieść konsekwencje swojej głupoty i nieostrożności. Błąd popełniony 1,5 roku temu zostanie ze mną już na zawsze" - dodał.
Do słów Karasia odniósł się szef Polskiej Agencji Antydopingowej - Michał Rynkowski. Ten nie tylko potwierdził pozytywny wynik testu antydopingowego, ale podważył też usprawiedliwienia samego zawodnika. W jego organizmie wykryto drostanolon i klomifen. Można wątpić w jego wyjaśnienia, dla przykładu ta pierwsza zakazana substancja utrzymuje się w organizmie do 30 dni - powiedział Rynkowski w rozmowie z Mateuszem Ligęzą z Radia ZET.
Jak to w ogóle możliwe, że zawieszony do końca maja 2025 r. Karaś wystartował w innych zawodach i pobił kolejny rekord? Polak został zawieszony przez Międzynarodową Federację Ultratriathlonu (IUTA) i to w zawodach tej federacji nie może startować.
Florida Anvil Ultra Triathlon, w którym w lutym Karaś pobił rekord, nie jest zrzeszony w IUTA. To zawody organizowane przez World Ultratriathlon Association (WUTA), czyli federację, która powstała w zeszłym roku.