Dla Polski odsłoniła niemal wszystko. Po latach żałowała. Tym zajęła się po zakończeniu kariery

Sylwia Gruchała osiągnęła ogromne sukcesy we florecie, zdobywała medale wszystkich najważniejszych imprez. Równie wielką popularność zyskała również za sprawą aktywności w mediach, wzięła udział m.in. w Tańcu z Gwiazdami czy odważnej sesji popularnego magazynu dla mężczyzn. Po latach nieco inaczej oceniała swoje decyzje, jak i cały świat show-biznesu. Obecnie stroni od zgiełku i bardzo rzadko można zobaczyć ją publicznie. Co porabia?

Sylwia Gruchała była wielką gwiazdą polskiego sportu. Zdobyła dwa medale igrzysk olimpijskich (w Sydney srebro drużynowo, a w Atenach brąz indywidualnie), z mistrzostw świata oraz Europy przywiozła łącznie 15 krążków (siedem złotych, cztery srebrne i cztery brązowe). Po zakończeniu kariery usunęła się w cień, na co miało wpływ wiele kwestii.

Zobacz wideo Wychodzili z filmu "Kuba" i płakali. Prawdziwe życie. "Na tym nam zależało"

Sylwia Gruchała była wielką gwiazdą. Nie tylko za sprawą osiągnięć sportowych

Gruchała medal w Sydney wywalczyła jeszcze jako nastolatka, ale sama za przełomowe zawody w karierze uznaje mistrzostwa świata z 2003 r. w Hawanie. Tam wywalczyła złoto w drużynie oraz srebro indywidualnie.

- To były zawody, w których uzyskałam dojrzałość jako zawodniczka uprawiająca szermierkę. Miałem raptem 22 lata, ale już dziesięć lat doświadczenia na planszach, określone osiągnięcia za sobą, jednak od tamtych mistrzostw zaczęły się te występy, w których jeśli wygrywałam, to wiedziałam, dlaczego, a jeżeli przegrywałam, to także potrafiłam wskazać przyczyny tych niepowodzeń. Wcześniej nie byłam tego świadoma - tłumaczyła w rozmowie z "Przeglądem Sportowym". W przeszłości nie zawsze podchodziła do sportu poważnie, w czasach juniorskich potrafiła np. na noc opuszczać zgrupowania kadry. Była to zatem duża metamorfoza.

Kapitalne wyniki w połączeniu z urodą, wyrazistym charakterem oraz zawiłą historią życiową (jej matka zostawiła ją, gdy miała sześć lat, a dziewięć lat później zmarł jej ojciec) sprawiły, że zawodniczka zaczęła budzić wielkie zainteresowanie nie tylko kibiców, ale i mediów. A że jej samej też zależało na rozgłosie, to chętnie się w nich pokazywała.

Najszerszym echem odbiła się odważna sesja w bikini na łamach magazynu dla mężczyzn "CKM", poza tym występowała w Tańcu z Gwiazdami, telewizjach śniadaniowych, teledysku do piosenki zespołu Feel pt. "Jak anioła głos", zagrała też epizodyczne role w serialach: "Wszyscy kochają Romana" (2011) oraz "Rodzinka.pl" (2013). Niebagatelną rolę odgrywały w tym wszystkim kwestie finansowe. Za występy w śniadaniówkach dostawała ok. 1 tys. euro, za odcinek TzG 10 tys. zł, natomiast za sesję dla "CKM" otrzymała więcej niż za brązowy medal w Atenach, za który wypłacono jej 50 tys. złotych.

- Zawsze miałam luźny stosunek do pieniędzy i kiedy były, to je po prostu wydawałam. A im więcej zarabiasz, tym więcej wydajesz, korci cię strasznie. Szalałam, nie będę mówiła, że nie - przyznawała później w rozmowie z portalem Weszło.

Z czasem utytułowana florecistka zaczęła zupełnie inaczej podchodzić do świata show-biznesu. A zachowanie niektórych ludzi będących jego częścią uważała za niepoważne. - (Tam - red.) nie trzeba wiele umieć, żeby zarabiać dobre pieniądze (…). Liczy się popularność, czyli kto jest częściej na okładce. Nie trzeba być wykształconym, inteligentnym i mądrym. Trzeba mieć szczęście i umieć się przepychać łokciami. Ale to się może szybko skończyć, dlatego takie sytuacje trzeba umieć wykorzystywać - tłumaczyła w rozmowie z trójmiejską "Gazeta Wyborczą". Wtedy najbardziej żałowała sesji dla "CKM".

Sylwia Gruchała zniknęła z mediów. "Dziś sprzedaje się zupełnie inne rzeczy"

Po latach w rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem ze Sport.pl już z większym dystansem patrzyła na tę sprawę. Tłumaczyła, że na jej decyzje miała również niska popularność szermierki i poprzez aktywność medialną liczyła na zwiększenie swoich możliwości na osiągnięcie sukcesu. Ale i tak podejście 42-letniej obecnie kobiety do życia zupełnie się zmieniło.

 

- Wycofałam się ze świata medialnego. Bo nie ma w nim wartości i pozytywnego przekazu. Ale też kiedy byłam czynnym sportowcem, to mogłam coś ludziom przekazać, a teraz jestem matką, zwykłą kobietą. Jestem z tego zadowolona, tylko nie widzę, żeby ktoś chciał słuchać, jak o tym opowiadam. Dziś się sprzedaje zupełnie inne rzeczy. Takie, które z moją filozofią życia się nie zgadzają - mówiła. Mimo wszystko dawna popularność dawała o sobie znać, w mediach ukazywały się zdjęcia i relacje z chrztu jej córki.

Gruchała odnalazła się po karierze i zajęła się m.in. prowadzeniem zajęć z coachingu motywacyjnego. - Tak naprawdę zgadzam się na wystąpienia dopiero, jak komuś bardzo zależy, jak oglądał szermierkę, lubi sport, docenia ciężką pracę sportowców. Jeśli ktoś mnie pamięta, ma firmę i chce, żebym zainspirowała jego pracowników, żebym przełożyła doświadczenia ze sportu na biznes, to wtedy jestem - tłumaczyła. Wygłosiła 15-20 tego typu wykładów, później działalność została zawieszona z powodu pandemii.

 

Na sportowej emeryturze 42-latka ma też więcej czasu na realizowanie pasji i zainteresowań. Po igrzyskach w Atenach kupiła sobie skuter piaggio, który szybko sprzedała, gdyż nie miała kiedy na nim jeździć. Kilka lat temu miała zamiar jeszcze raz nabyć taką maszynę, wcześniej zaopatrzyła się w kask i rękawiczki do jazdy.

Najwięcej uwagi Gruchała poświęca 10-letniej córce Julii, którą ma ze związku ze szpadzistą Markiem Bączkiem. Po rozstaniu z nim (rozwiedli się w 2015 r.) znalazła nową miłość. W rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem wspominała o mężczyźnie o imieniu Karol, z którym nawet się zaręczyła. Nie wiadomo, jak dalej potoczyły się losy pary, gdyż obecnie utytułowana florecistka nie udziela się publicznie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.