13 października Krzysztof Stanowski postanowił oficjalnie rozstać się z Kanałem Sportowym. "Fajnie było" - napisał na Instagramie. Jego odejście wywołało medialną burzę i scysję pomiędzy współwłaścicielami spółki. Ogromne poruszenie wywołał materiał dziennikarza, w którym wyjawił szczegóły rozstania z KS. "Wyznawał, że mnie nienawidzi" - powiedział w trakcie filmu, opisując jego relacje z jednym z byłych kolegów. Jedno jest pewne, po odejściu 41-latka rozpoczął się tzw. efekt domina.
Na początku grudnia informowaliśmy, że Kanał Sportowy odnotował gigantyczne spadki. Analityczny portal Social Blade wyliczył, że w listopadzie kanał wygenerował "jedynie" 12,1 miliona wyświetleń, podczas gdy we wrześniu, kiedy Stanowski pracował jeszcze w firmie - 21 milionów.
Teraz liczby są jeszcze bardziej niepokojące. Marcin Szczupak poinformował we wtorek na Twitterze, że do 23 stycznia 2024 roku KS zgromadził tylko... 2,9 mln wyświetleń. Jest to zatem gigantyczny spadek w porównaniu do ostatnich lat, kiedy w analogicznym okresie osiągał ok. 20 mln. Social Blade dodaje, że w ciągu ostatnich 30 dni jego wyświetlenia spadły o kolejne 18 proc., a tendencja pozostaje spadkowa. Podobnie zresztą jest z liczbą subskrybentów, która spadła o 50 proc.
Wyświetlenia Kanału Sportowego do 23 stycznia w ostatnich czterech latach:
Są to fatalne informacje dla współzałożycieli spółki, zwłaszcza że 1 lutego na rynek wkracza nowy projekt Stanowskiego - Kanał Zero. Ostatnio dziennikarz przedstawił pierwsze nazwiska osób, które wspólnie z nim będą tworzyć kanał i niejako uderzył w Tomasza Smokowskiego. "No to zaczynamy!" - napisał.
Kanał Zero zgromadził już na YouTube aż 494 tys. subskrypcji. Dla porównania Kanał Sportowy ma aktualnie nieco ponad milion subów. Do tej pory Stanowski opublikował na nowe platformie tylko jeden film, który przez dwa miesiące uzbierał 1,5 mln wyświetleń.