Szkolnikowski odsłonił kulisy pracy w TVP. "Ludzie przychodzą jak na ścięcie"

- Zostałem odwołany z dnia na dzień. Wezwano mnie do pana prezesa Mateusza Matyszkowicza i usłyszałem, cytuję: "Muszę cię odwołać". Usłyszałem tylko, że chodzi o politykę i komuś nacisnąłem na odcisk. Swoją drogą, słyszałem też, że od kilku miesięcy za moim odwołaniem chodził Adam Bielan - opowiedział w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego Onet" Marek Szkolnikowski, były dyrektor TVP Sport. Skrytykował także Sebastiana Staszewskiego, który przejął po nim stanowisko.
Marek Szkolnikowski
Artur Zawadzki/REPORTER / Artur Zawadzki/REPORTER

Przez ostatnie lata funkcjonowania Telewizji Polskiej sporo pieniędzy wyłożono m.in. na rozwój technologiczny TVP Sport i prawa telewizyjne stacji, To była część telewizji najmniej krytykowana w kwestiach politycznej propagandy. Wydawało się, że redakcja sportowa pozostanie nietykalna, ale w ostatnim czasie straciła ten status. Zmiany, jakie trwają w TVP, sięgnęły także pionu sportowego.

Zobacz wideo Sportowcy w sejmie. "Nie wyrażałem zgody na poprzedni kierunek"

Szkolnikowski zwolniony nagle

Wielkie zmiany zaczęły się pod koniec sierpnia, kiedy Marek Szkolnikowski pożegnał się z funkcją TVP Sport. Przyznał, że decyzja o odsunięciu go miała charakter polityczny, ale nie dostał żadnego konkretnego powodu do dzisiaj. Wszystko stało się nagle.

- Przez 17 lat TVP Sport miało trzech dyrektorów, od sierpnia tego roku był czwarty, a teraz jest już piąty. Zostałem odwołany z dnia na dzień. Wezwano mnie do pana prezesa Mateusza Matyszkowicza i usłyszałem, cytuję: "Muszę cię odwołać". Zapytałem, jaki jest powód mojego odwołania? W raporcie NIK, o którym teraz tak głośno, nie było ani jednej krytycznej uwagi dotyczącej sportu, mimo bardzo szczegółowej kontroli. Usłyszałem tylko, że chodzi o politykę i komuś nacisnąłem na odcisk. Widocznie byłem zbyt mało sterowalny - powiedział w rozmowie z "Przeglądem Sportowym Onet".

Szkolnikowski nie ukrywał zaskoczenia, gdy w sportowych programach zaczęli się pojawiać politycy PiS-u, co szczególnie było niepokojące w czasie kampanii wyborczej. Stwierdził, że "pojawiło się też coś na kształt cenzury". - Każdy artykuł, który dotyczył PZPN, musiał być zaakceptowany przez redaktora naczelnego - mówił.

Szkolnikowski punktuje Staszewskiego

Posadę po Szkolnikowskim przejęli Krzysztof Zieliński i Sebastian Staszewski, którzy podzielili się obowiązkami. Obu znał dość dobrze, ale nominacja dla drugiego z wymienionych była dla niego zaskakująca. Nie uważa, by miał odpowiednie umiejętności do zarządzania zasobami ludzkimi, w dodatku wątpliwości budzą jego powiązania z osobami z poprzedniej władzy.

- Nie ukrywam, że byłem zaskoczony powołaniem Sebastiana z powodu bezpośrednich konotacji politycznych. Wykonywał polecenia z maili Dworczyka, pojawiał się w otoczeniu ludzi Mateusza Morawieckiego, współpracował z panem Mastalerkiem, z którym stworzył dwa filmy, a ostatnio próbował przeforsować kolejny. Swoją drogą, słyszałem też, że od kilku miesięcy za moim odwołaniem chodził Adam Bielan. Szkoda, że żyjemy w czasach, w których każdy musi być czyjś, a kompetencje schodzą na dalszy plan. Chyba nie jest najlepszy w zarządzanie, bo atmosfera w zespole jest fatalna, a ludzie przychodzą do pracy jak na ścięcie. Ostatnio słyszałem, że przez 7,5 roku nie było tyle polityki w TVP Sport co przez ostatnich kilka miesięcy - stwierdził w wywiadzie dla "PS".

Staszewski pozostał w TVP, natomiast Zielińskiego zastąpił Jakub Kwiatkowski, były rzecznik PZPN.

Dziś Marek Szkolnikowski jest bliżej związany ze światem marketingu i sponsoringu sportowego, prowadzi wykłady, pracuje nad projektem związanym z branżą deweloperską. - Będę też przyglądać się wszystkiemu z dystansu, ale i z dużą sympatią patrzeć na TVP Sport, bo zostawiłem tam wielu przyjaciół, którym dobrze życzę. A jak pojawi się jakaś opcja na horyzoncie, która znowu wywoła dreszczyk emocji, to będę gotowy - dodał.

Więcej o: