Karaś znów zaszokował. Niebywałe. "Cieszę się"

Polski internet mocno przeżywał kilka miesięcy temu próbę bicia rekordu świata przez Roberta Karasia na dystansie 10-krotnego Ironmana. Dwa miesiące po wyczynie u polskiego triathlonisty wykryto niedozwolone substancje. Początkowo Karaś się bronił, ale potem przyznał do brania dopingu. Kilka miesięcy po tamtych wydarzeniach postanowił do nich wrócić. Stwierdził, że jest zadowolony z tego, jak sprawy się potoczyły.

Wiosną tego roku Robert Karaś wykręcił najlepszy czas w historii 10-krotnego Ironmana. Dystans pokonał w 164 godziny, 14 minut i 2 sekundy. Przepłynął 38 kilometrów, przejechał na rowerze kolejne 1800 km, a potem przebiegł 422 km. Ale dwa miesiące po zawodach w Brazylii wykryto u niego drostanolon, środek z grupy sterydów anaboliczno-androgennych.

Zobacz wideo Sport, w którym piją na potęgę. "Tu alkohol nie jest zakazany"

Karaś wrócił do wpadki dopingowej sprzed miesięcy

Wykryty niedozwolony środek jest najczęściej stosowany przez kulturystów i zawodników sportu walki. Karaś stosował go zimą, kiedy przygotowywał się do walki na gali freak fightów Fame MMA z Filipem Marcinkiem, którą wygrał. Był przekonany, że do czasu zawodów w Brazylii z jego organizmu znikną wszelkie ślady drostanolonu.

Mimo wykrycia dopingu walczył we wrześniu z Jakubem Nowaczkiewiczem, ale przegrał ten pojedynek.

Na Karasia wylała się spora fala krytyki, jego fani poczuli się oszukani przez niego. Podczas ostatniej sesji Q&A na Instagramie zapewniał, że wyciągnął odpowiednie wnioski z tegorocznej wpadki dopingowej.

Padło też pytanie, czy jego rekord świata z zawodów w Brazylii wciąż obowiązuje. Okazuje się, że ze względu na wpadkę dopingową wynik trzeba było usunąć z list światowych.

Triathlonista przyznał, że jest zadowolony z takiej decyzji, bo dzięki temu ma motywację, by wziąć udział ponownie w zawodach 10-krotnego Iron Mana.

- Tak, wynik został anulowany. Powiem wam, że z perspektywy czasu nawet się cieszę, bo normalnie bym tego nie powtarzał, a tak mam okazję zrobić to kilka dobrych godzin szybciej. Nie mogę się doczekać - powiedział Karaś.

Dodał też, że planuje pobiec znacznie szybciej, niż wyniósł jego niedoszły rekord świata. Jego celem jest zejście poniżej 140 godzin, czyli musiałby pokonać trasę ponad dobę szybciej, niż zrobił to w Brazylii.

Poza tym zdradził, że ma w dalszych planach start na dystansie 20-krotnego Ironmana. To 76 kilometrów pływania, 3600 km jazdy na rowerze oraz 844 km biegu. Już w czerwcu Karaś mówił, że i na tym dystansie jest w stanie ustanowił nowy rekord świata. W zawodach w Szwajcarii we wrześniu tego roku dwóch Polaków startowało w 20-krotnym Ironmanie. Piotr Młynarczyk zajął drugie miejsce z czasem 528 godzin, 30 minut i 16 sekund, a Tomasz Lus był szósty, kończąc cztery dni po Młynarczyku z czasem 629 godzin, 17 minut i 30 sekund.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.