Co teraz z Kanałem Sportowym? Wielki problem na horyzoncie

Jaka przyszłość czeka Kanał Sportowy po odejściu Krzysztofa Stanowskiego? Po trzech i pół roku funkcjonowania projektu Stanowski zdecydował się go opuścić. Pozostawił w nim Tomasza Smokowskiego, Mateusza Borka oraz Michała Pola. Jakie będą tego konsekwencje? Tego nie wie nikt, a obaw nie brakuje. - Może po prostu zacząć brakować takiej wyraźnej twarzy Kanału Sportowego - nie ukrywają eksperci pytani przez portal Wirtualne Media.

Po trzech i pół roku funkcjonowania Kanał Sportowy traci jednego ze swoich założycieli. I to być może najważniejszego, bo to właśnie Krzysztof Stanowski, który zdecydował się odejść, był postacią, która zbierała dla Kanału Sportowego zarówno kontrowersje, jak i wyświetlenia oraz subskrypcję. Po kilkutygodniowych spekulacjach odejście potwierdził sam Stanowski na Twitterze. Opublikował swoje wypowiedzenie.

Zobacz wideo Euro 2024 bez Polski? PZPN reaguje. "To jest najgorsze"

"Od dłuższego czasu w przestrzeni publicznej pojawiały się domysły dotyczące mojego odejścia z Kanału Sportowego, a od miesiąca - gdy usunąłem KS z opisu w swoich mediach społecznościowych - temat stał się głośny. Dzisiaj złożyłem wypowiedzenie, co oznacza, że mam obowiązek świadczenia pracy przez kolejne trzy miesiące (do końca stycznia 2024), chyba że strony ustalą inaczej. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy tworzyli ze mną ten ekscytujący projekt. Przede wszystkim dziękuję widzom, z którymi spędziłem ostatnie blisko cztery lata - czy też rozmawiając podczas programów, czy też czytając Wasze komentarze. Fajnie było! I może jeszcze będzie" - pisał Stanowski na portalu X (dawniej Twitter). 

Co z Kanałem Sportowym po odejściu Stanowskiego? Eksperci mówią o obawach. "Tego może zabraknąć"

Przyszłość projektu pod nazwą "Kanał Sportowy" stanęła pod znakiem zapytania. Kanał zbudował sobie bardzo dużą publikę - ma ponad 1,1 mln subskrybentów, ale Stanowski był niewątpliwie tym, który swoją osobą "ciągnął" ten projekt. Teraz ta odpowiedzialność musi się rozłożyć na trio Mateusz Borek - Tomasz Smokowski - Michał Pol. Obaw nie kryją także eksperci pytani przez portal Wirtualne Media. 

- Przy niezbyt częstym udziale Mateusza Borka w programach, który na pewno jest bardziej charyzmatyczny i ma większy potencjał na memy, zaczepki w serwisie X i wszelkiego rodzaju shorty niż Michał Pol i Tomasz Smokowski, może po prostu zacząć brakować takiej wyraźnej twarzy Kanału Sportowego - kogoś, kto będzie pierwszym skojarzeniem po usłyszeniu nazwy "Kanał Sportowy" - wyraża swoje obawy Patryk Roszkowiak z agencji marketingu sportowego SportWin Group

- Sam Stanowski zapowiedział, że głównym powodem odejścia jest inna wizja rozwoju, której po prostu nie da się pogodzić ze współzałożycielami. Kanał Sportowy traci kogoś, kto zapewnił niesamowite liczby i zasięgi, ale trzeba pamiętać o tym, że od razu tych zasięgów i subskrybentów nie straci - dodaje Roszkowiak.

Zdaniem dr Katarzyny Kopeć-Ziemczyk, ekspertki komunikacji i PR oraz medioznawczyni, wyrokowanie ws. Kanału Sportowego jest na razie "wróżeniem z fusów".

- Rynek medialny w Polsce już wielokrotnie nas zaskakiwał. Często tam, gdzie wróżyło się szybki upadek, nic takiego nie następowało. Trudno dziś wróżyć z fusów. O przetrwaniu będą świadczyć twarde dane: pieniądze ze sponsoringu, słupki oglądalności, reklama, marketing. Biorąc pod uwagę, że coraz większy procent polskiego społeczeństwa przenosi się do mediów internetowych, myślę, że jest szansa na to, aby oba projekty utrzymały się na rynku. Czy i z jaką skutecznością będą to czynić, oto jest pytanie. Na obu projektach w przyszłości będzie ciążyła duża odpowiedzialność za przekaz. To z takich projektów szczególnie młode społeczeństwo czerpie wiedzę i na podstawie takich przekazów kreuje swój światopogląd. Prawdopodobnie w kontekście przyszłości obu kanałów nie rozmawiamy o podawaniu wyników sportowych, ale także o szeroko rozumianej publicystyce - tłumaczy Kopeć-Ziemczyk.

Nie wiadomo także, jak na odejście Krzysztofa Stanowskiego zareagują sponsorzy i reklamodawcy. Wszystko dlatego, że Stanowski zapewniał Kanałowi Sportowemu świetne statystyki, ale też jest postacią wywołującą spore kontrowersje. 

- Z jednej strony brak tak zdecydowanych i często dość radykalnych wypowiedzi, jakimi charakteryzuje się Stanowski, może wpłynąć pozytywnie na potencjalnych sponsorów i partnerów Kanału Sportowego - nie ukrywa Patryk Roszkowiak. - Jednak z drugiej strony jakiegoś spadku widowni należy się spodziewać, a to zawsze stawia partnera na wyższej pozycji negocjacyjnej i daje dodatkowe argumenty przy ustalaniu warunków kontraktu. Przy ostatnich odejściach Sharpa i Liptona, spowodowanych niefortunnym żartem w "KS Poranku" i ostatecznie właśnie pożegnaniem Stanowskiego, Kanał Sportowy na pewno będzie w następnych miesiącach aktywnie szukał nowych partnerów. Czas pokaże, z jakim skutkiem.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.