W niedzielę za pomocą mediów społecznościowych Robert Karaś poinformował, że podczas badań po 10-krotnym Ironmanie w Brazylii wykryto w jego organizmie niedozwolony środek. Mowa o drostanolonie, należącym do grupy sterydów anaboliczno-androgennych. Zawodnik przyznał, że świadomie zażył ten środek, ale podczas zawodów, gdzie pobił rekord świata, miał nie być pod jego wpływem.
Na zawodnika wylała się fala hejtu, jednak nie zabrakło osób, które stanęły w obronie Karasia. Jedną z nich był drugi zawodnik zawodów w Brazylii, Jurand Czabański. "Ten człowiek po prostu jest sobą, nie umie udawać, nie umie kłamać, wymyślać. Ten człowiek nie jest zdolny do kłamstwa, czy wymyślania historii z powietrza" - stwierdził w obszernym komentarzu.
Teraz w obronie ultramaratończyka postanowił stanąć Sebastian Fabijański. - Z racji tego, że czasy są szybkie, świat jest scrollowany, to bardzo łatwo jest przypiąć komuś łatę. Ja ani nie będę mówił, że wiem, jaka jest prawda, czy wspierał Roberta, mówiąc: "Słuchajcie, dajcie mu spokój, bo on nie ma nic na sumieniu", ani nie będę tym, który będzie na niego pluł - powiedział w rozmowie z portalem pudelek.pl.
- To, co ludzie z nim robią... Ludzie potrzebują katów, potrzebują ofiar. Z drugiej strony on był trochę takim superbohaterem. Gościem, który wytrzymał wszystko i nagle ten superbohater ma skazę i na tej skazie ludzie się teraz tak, wiesz, jak pasożyty - dodał aktor i zawodnik FAME MMA.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl
Fabijański w tym kontekście odniósł się również do zachowań ludzi w obecnych czasach. - Wiem, jak łatwo jest wejść w jakąś szufladę i jak działa ten mechanizm mediów. Że z dnia na dzień stajesz się clickbaitem, który jest bardzo klikalny. Ludzie w tych czasach bardzo lubią wyrokować, oceniać i sądzić. To jest takie trochę smutne, że każdy coś ma na sumieniu, każdy popełnił błąd, pomylił się, zrobił coś głupiego, odwalił jakąś lipę, a tak łatwo przychodzi ocenianie innych i wytykanie im tego później przez całe życie - podsumował.