Partnerka Karasia przerwała milczenie. Poszła po bandzie

Robert Karaś przyznał się do stosowania niedozwolonych środków, w związku z czym spadła na niego fala krytyki. W jego obronie stanęła Agnieszka Włodarczyk, która opublikowała w sieci obszerny wpis. "Jak można komuś dowalić, to jest święto" - czytamy.

Robert Karaś w maju pobił rekord świata w 10-krotnym Ironmanie w Brazylii. Podczas badania antydopingowego w jego organizmie doszukano się niedozwolonych substancji. Zawodnik ujawnił, że przyjął je kilka miesięcy wcześniej, w trakcie przygotowań do lutowej walki w Fame MMA. Do czasu startu w brazylijskich zawodach miało nie pozostać po nich śladu. Teraz grozi mu nawet czteroletnia dyskwalifikacja.

Zobacz wideo Minister sportu i turystyki stawia na młodzież. Prezentuje program prozdrowotnych, wakacyjnych półkolonii

Agnieszka Włodarczyk komentuje aferę wokół Roberta Karasia. "Szczerość nie popłaca"

Po tym, gdy Karaś ujawnił prawdę, został mocno skrytykowany. Wstawiła się za nim jego partnerka Agnieszka Włodarczyk, która we wtorek 1 sierpnia opublikowała obszerny wpis na Instagramie. "To będzie o tym, jak szczerość nie popłaca, jak to każdy w tym kraju jest krystalicznie czysty, nigdy nie popełnił błędu i oczywiście nie zrobił nic głupiego. Jak hipokryzja króluje na Instagramie, i o tym, że jak mówisz prawdę, to robisz skandale. Jak żółć i zawiść to nasze cechy narodowe. No bo przecież jak można komuś dowalić, to jest święto" - napisała.

Kobieta zaznaczyła, że jej partner kilkukrotnie zabrał głos w tej sprawie w postach w mediach społecznościowych oraz podczas występu w "Hejt Parku" w Kanale Sportowym. Według niej "czarno na białym" przedstawił dowody, że do rywalizacji w triathlonie "podchodził czysto". Potwierdzeniem jest choćby to, że poddał się badaniu wariografem.

Agnieszka Włodarczyk o sprawie Roberta Karasia. "Błąd, lekkomyślność i naiwność"

Włodarczyk podkreśliła, że Karaś postąpił źle, jednak jego przewinienie nie jest aż tak poważne. Ponadto nie ma wątpliwości, że jej partner wyciągnie z tego wnioski. "Nie mówimy tu o wsiadaniu za kółko po pijaku… Mówimy o błędzie, lekkomyślności i naiwności. To nie jest zbrodnia. Wystarczy, że sam zainteresowany wyciągnął z tego naukę i poniesie konsekwencje adekwatne do sytuacji. Wystarczy, że sam się z tym źle czuje. Wróci do gry silniejszy i bogatszy o to doświadczenie" - dodała.

 

Więcej podobnych treści sportowych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Na koniec kobieta zaapelowała o większą wyrozumiałość, gdyż nie każdy jest w stanie znieść tak ostrą krytykę. "I tak się zastanawiam, bo tym razem trafiło na mocnego zawodnika - co by było, gdyby sprawa dotyczyła dzieciaka, nastolatka czy kogoś, kto by tego nie dźwignął? Znamy takie przypadki. Dosyć hejtu" - zakończyła.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.