Ostatnio Robert Karaś wplątał się w aferę dopingową. Sportowiec poinformował w mediach społecznościowych, że w jego organizmie wykryto niedozwolone substancje, czyli między innymi drostanolon. - Byłem w ogromnym szoku, ponieważ całe życie suplementuję się tak samo - powiedział w nagraniu na Instagramie. I dodał, że w grudniu rozpoczął współpracę z osobą o imieniu Michał, która przepisała mu pewne środki.
- Ta osoba zapewniała mnie, że to, co mi podaje, działa tylko doraźnie i nie będzie miało żadnego wpływu na moją dalszą karierę, przygotowania i w żadnym wypadku nie wpłynie na moją formę podczas wyścigu - dodał Karaś. W poniedziałek triathlonista wziął udział w programie Hejt Park w Kanale Sportowym. W jego trakcie pojawił się również mężczyzna, który przepisał mu wspomniane środki. Przedstawił się jako Michał Maciej i jak sam stwierdził, zajmuje się suplementami hobbystycznie.
- Pasjonaci często mają większą wiedzę i bardziej się poświęcają niektórym rzeczom aniżeli lekarze. Znam lekarzy. Mają w wielu przypadkach związane ręce, więc niektóre środki nie mogłyby być podane. Do sportów walki mogliśmy tego środka użyć (drostanolon - przyp. red.). Nie wpłynąłby na wyniki sportowe w triathlonie - powiedział. I dodał, że jest współwinny tego, co aktualnie spotkało Karasia. - Biorę to na siebie, to były wspólne decyzje i od tego nie uciekam. Nie spodziewałem się, że te środki będą tak długo utrzymywać się w organizmie. Jednakże ciągle metody wyszukiwania dopingu są usprawniane, często z dużą przesadą. Niektóre możliwości mogą nam dawać dość duże zakłamania - stwierdził.
Więcej tego rodzaju treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Teraz Karaś czeka na wyniki drugiej próbki. Może zostać całkowicie oczyszczony z zarzutów, jeśli jej wynik okaże się negatywny.